Bal samotnych
W poniedziałek rano zabrzęczał telefon. Trochę się zdziwiłam, bo było jeszcze wcześnie. To była Marta. Dawno jej nie słyszałam. Obie jesteśmy ostatnio bardzo zajęte, a na domiar złego mieszkamy na przeciwległych krańcach miasta.
Powszechnie wiadomo, że stolica jest permanentnym placem budowy, widujemy się więc rzadko, bo korki. Jednak przyjacielska bliskość trwa. Nie trzeba częstych kontaktów, wystarczy esemes albo mejl. Gdy się spotykamy, gadamy i gadamy. O wszystkim.
Przejawem prawdziwej bliskości kobiety z kobietą jest wzajemna szczerość. Śmiejecie się? Rozumiem, też się nieźle nacięłam, potem okazało się, że to nie była ani bliskość, ani przyjaźń, a jedynie czyjaś doraźna potrzeba wejścia na rynek towarzyski czy zawodowy.
My z Martą nie boimy się, że to, co sobie powiemy, wykipi na zewnątrz jak przypalone mleko i skazi powietrze tym specyficznym mdlącym zapachem fałszu. Nigdy się nie zdarzyło, żeby ktokolwiek dowiedział się o naszych sekretach.
To duży komfort mieć Martę dla siebie. Moi przyjaciele mężczyźni są pod tym względem zawsze lojalni. Też nie zdradzają sekretów. Co do żon, nie wiem. A może wiem, ale nie powiem! Wzajemna szczerość to wielka rzadkość, dlatego że granica tego, co intymne, a co publiczne, przesunęła się i ciągle przesuwa dalej i dalej, jak horyzont na spacerze. Rozważanie cudzych spraw na forum towarzyskim to teraz normalka.
Wejdźcie w sieć w jakiejkolwiek sprawie, to się przekonacie. Jednak w kontaktach przyjacielskich chciałoby się zachować intymność. Owszem, też czasami walimy na odlew, gdy trzeba, ale mamy twarze, nazwiska, imiona, jesteśmy dla siebie ludźmi z krwi i kości, a nie anonimowymi bytami wirtualnymi, które muszą przywalić, opluć kogoś, żeby odreagować własne klęski. Tak uważają psychologowie.
– W następną sobotę wybieram się na bal samotnych – mówi Marta w trzecim zdaniu. – Kobieto, przecież masz męża i dwoje dzieci! Zapomniałaś? – dziwię się. – A co to ma wspólnego z samotnością? Ty nigdy nie czujesz się samotna? – pyta Marta. – Ja? Ja? – zaczynam się jąkać. – Pójdziesz ze mną? Czy to, że masz kogoś na wyciągnięcie ręki, przy stole i w łóżku, uwalnia cię od samotności? – O Boże! Wiem, że nie uwalnia, książki o tym piszę, czuję się samotna, jednak sorry, nie na tyle, żeby pójść na bal samotnych. – To są szampańskie bale! Nikt się tam nie czuje samotny! – Mogę co najwyżej pójść z tobą wybrać fajną kieckę na ten bal.
Marta roześmiała się szczerze. Czuję ulgę w jej głosie, widać sama rozmowa jest niezłą terapią. Do tego gratisową! Za kilka takich sesji u wziętego terapeuty można mieć świetne buty, a jak trafi się wyprzedaż albo reorganizacja sklepu czy jeszcze lepiej – jego likwidacja, wtedy możesz się nieźle obkupić i przyodziać. Oczywiście likwidacja jest dobra dla nas, bo procent obniżki jest wówczas kosmiczny, niekoniecznie jednak dobra bywa dla personelu.
Tak to jest, że przez lata nauczyłam się cierpliwości, wiem, że fajny ciuch w końcu do człowieka – kobiety – trafi. A jak nie, to znajdzie się coś równie wystrzałowego, choć jednocześnie klasycznego. Piszę dużo o ciuchach, o modzie dlatego, że chcę zaprzeczyć obiegowej opinii na temat ubierania się. Ciągle słyszymy, że moda jest dla młodych, że czas na strojenie się to przedział wiekowy od 15 do 30 lat, góra 35. Może rzeczywiście strojenie się jest dla małolatek.
Gdy wchodzisz do sklepu, na wieszakach wiszą malutkie stroiki, głównie rozmiar 36, spódnice pośladkowe – to znaczy takie, które ledwo zakrywają małe co nieco, bluzeczki dla lalek, żakiety na czternastolatki. Zwłaszcza pachy są ciasne! Prawda?
Bierzesz rozmiar XL, ciuch wisi na tobie, jest zbyt obszerny, a pacha po prostu dziecięca. Kto to wymyśla, wściekasz się. Nie przejmuj się, nie wydziwiaj, nie krępuj się, pytaj. Sprzedające dziewczyny idą na zaplecze i przynoszą coś dopasowanego do twojego wieku. Nie tego z metryki, bo dla kobiet po pięćdziesiątce – o dłuższej perspektywie lepiej zapomnij – nikt nie szyje. Nie możesz wyglądać na swój wiek i tyle.
Rzucam śmiałą hipotezę, a wy możecie ją weryfikować. Uważam, że im kobieta starsza, tym lepiej powinna się ubierać, bardziej dbać o siebie. Mam dni „zapuszczenia”. Marta też. Samotność w związku i tak dalej! Każda to ma, mała albo większa depresja i zaniedbujesz się.
Gdy jesteś „w stanie wskazującym” na chandrę, a masz wyjść na ważne spotkanie, wyrywasz z szafy co popadnie. I tak nie wierzysz, że ci się uda. Na taką okoliczność powinno się mieć przygotowane zestawy. Ciągle o tym myślę i obiecuję sobie, że to zrobię. Może w czasie wakacji? A skąd! Nie chce mi się. A po powrocie gonię uciekający czas, poganiam samą siebie, żeby zdążyć z zaległą robotą. Może to dobre, bo mniej mam czasu na rozważania, czy jestem z nim samotna? Czy uczucia się nam bilansują?
Od takich refleksji dostaję wysypki alergicznej. Wpadam we wściekłość albo w rozpacz. To natychmiast odbija się na wyglądzie. Pisząc w pierwszej osobie, mam na myśli nie tylko siebie, wiem, że zachowujecie się podobnie. – No dobra, kupimy sobie coś i pójdziemy razem na ten bal! – mówię do Marty. – Wiedziałam! Owszem, wiedziałaś, ale nie wiesz, jaki mam plan. Zaraz zamówię dwa dodatkowe bilety dla naszych mężów. Pewnie też czują się samotni, ale o tym nie mówią, a może nawet nie wiedzą.
Krystyna Kofta
Twój STYL 12/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Krystyna Kofta
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (25)
-
20.11.2011 (22:42)A ja ci wspolczuje, oczywiscie ZAJOBA jakiego posiadasz...Tylko sie leczyc, nic wiecej...
-
20.11.2011 (22:23)jestem singileką, z musu nie z wyboru, nie krytykuje, nie wyżywam się, nawet tu, anonimowo...lubię felietony Kofty, bo nie czaruje, pisze jak jest...kobietki czytajcie ja i uczcie sie optymizmu od pani Krysi :)
-
-
20.11.2011 (20:49)~asdnastępna znawczyni się znalazła.... a co do figury to brak ćwiczeń modelujących to jak brak higieny jamy ustnej. Starsze Panie to po prostu flejtuchy.jestes w glebokim bledzie. Mnie twoj komentarz tez obraza. chcialabym cie zobaczyc, co za cudo to pisze... Na pewno zakompleksiona baba.
-
20.11.2011 (20:47)Singielki to jest rodzaj najgorszych bab, wszystkich krytykuja, a wyplywa to z ich kompleksow i licznych brakow. Z nimi po prostu nikt nie moze wytrzymac i dlatego sa singielkami;-(
-
20.11.2011 (20:44)~dorisobraża mnie pani, jestem emerytką i dbam osiebie ,a pani nie może wszystkich porównywać ze względu na wiek .Jest pani młoda i zapewne singielka, bo tylko taka osoba może sie tak oceniać bez skrupułów.~asdnastępna znawczyni się znalazła.... a co do figury to brak ćwiczeń modelujących to jak brak higieny jamy ustnej. Starsze Panie to po prostu flejtuchy.















Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli