O mały włos
Aktualizacja: Piątek, 27 listopada 2009
Odkąd 75 milionów lat temu w wyniku skoku ewolucyjnego z ciała człowieka zniknęła sierść (z niewielkimi wyjątkami...), a włosy pozostały głównie na kształtującej się właśnie czaszce homo sapiens, rozpoczęła się historia fryzur.
Ludzie, obserwując bogactwo przyrody: czuby dudka, pasy skunksa, koguty i grzebienie, rogi, grzywy i pióropusze, zaczęli przystrajać własne głowy. Od samego początku wiadomo, że im więcej na głowie, tym większe wrażenie. Jaki włos, taki los. Pierwotne ludy, a również i boscy Egipcjanie chętnie i z poświęceniem nakładali sobie na głowy odcięte i spreparowane łby drapieżników, żeby w ten nieco ekstrawagancki sposób wyposażyć się w lwią grzywkę, wilczy język albo panterzy rzucik. Starożytne cywilizacje wzbogaciły ludzkość o umiejętność farbowania własnego owłosienia za pomocą silnych naparów ziołowych. Niestety, zarówno Grecy, jak i Minojczycy, którzy naprawdę chcieli być blond, obdarzeni byli tak silnym i ciemnym pigmentem włosa, że w najlepszym razie efekt był taki jak dzisiejsze próby rozjaśnienia czupryn Japończyków. W Pompejach pudrowano loki złotym proszkiem, ale wybuchł Wezuwiusz i wszyscy mieszkańcy przeszli w trybie nagłym na wulkaniczną siwiznę.
Zabawne, że w części świata, gdzie blond był jak najbardziej pospolity, nie obserwowano równie masowych prób przyciemnienia fryzury, popularne za to były (i są nadal, zwłaszcza na okładkach kolorowych pism i w małych miasteczkach na wschodzie Polski) czapy z lisa z makabrycznie dyndającymi nad czołem łapkami denata. Mroki średniowiecza przysłoniły włosy niewiast nobliwymi chustami i mocno wykrochmalonymi czepcami, jednak w zaciszu alkowy nadal liczył się przede wszystkim blond warkocz, najlepiej tak długi, żeby można było po nim uciec z najwyższej wieży, gdzie zwyczajowo osadzano właścicielki najbujniejszego owłosienia.
Renesans rozpuścił w Europie nie tylko obyczaje, ale również włos.
Leonardo da Vinci i Michał Anioł z dumą potrząsali nad swymi dziełami bujnym lokiem spływającym po plecach i pewnie wszyscy po dziś dzień nosilibyśmy się naturalnie jak Jeff Bridges w filmie „Big Lebowski” (reż. Joel Coen), gdyby nie francuska skłonność do estetyzowania. Zamiast myć głowy w krystalicznej jeszcze deszczówce, paryżanie w niewielkiej, ale opiniotwórczej liczbie stłoczeni w Wersalu bez bieżącej wody zaczęli niemyte włosy… zakrywać drugimi. Im gorzej było z higieną głów, tym wyższe i bardziej wymyślne rosły peruki. Niektóre modele wyposażone były w klatki z kanarkami, inne – w niewielkie zapasy egzotycznych owoców i całkiem pokaźne bukiety kwiatów. Aż strach pomyśleć, co musielibyśmy dziś dźwigać na głowie, gdyby nie rewolucja francuska, która w dość gwałtowny sposób za pomocą gilotyny zlikwidowała modę na piętrowe koafiury. Wyzwolenie kobiecego ciała z gorsetu spowodowało u wielu nieprzepartą chęć swobodnego ruszania również głową. Razem z trenami cięto masowo sploty i po raz pierwszy kobiety mogły bez przeszkody potrząsać krótką fryzurką.
Czasy współczesne dają w wyborze fryzury tylko pozorną dowolność.
Niby można i długie, i krótkie, i kręcone, i rude, a nawet uwite na kształt ula jak u koleżanki Amy Winehouse. Niby. Bo jeśli przejrzeć dowolne pismo dla pań, nawet najbardziej postępowe, nie sposób pominąć stron traktujących o tym, jak uczynić swój włos długim i mocnym. Gwiazdy heroicznie pozujące do setek zdjęć rozpowszechnianych na całym świecie jak jeden mąż prezentują fryzurę znaną każdej dziewczynce. Długie włosy z przedziałkiem po środku, spływające na ramiona miękkimi falami. Skąd to znamy? Wszystkie królewny mają przecież takie loki. No i Barbie, oczywiście! Miałam już długie włosy, miałam blond, który swoją archetypiczną niewinnością podkreślał zagubienie Kasi i niedojrzałość emocjonalną Magdy M., moich dwóch ostatnio granych postaci. Właśnie ścięłam włosy. Krótka fryzurka daje mi poczucie bezkarności i sugeruje gotowość do zmiany. Cieszę się tym i zastanawiam, czy to, co mam na głowie, to ewolucja czy rewolucja? Czas pokaże. A włosy? Nadal rosną...
Joanna Brodzik
Artykuł pochodzi z kategorii: Joanna Brodzik
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
12.03.2010 (17:52)
-













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli