Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zazdrość i genetyka

Ta tragiczna historia to historia jak najbardziej prawdziwa. Niestety…

Ulla N. i Jorge Q. od dziesięciu lat są parą. Poznali się w Berlinie, gdzie czterdziestopięcioletnia Ulla mieszka od urodzenia. Jest nauczycielką. Jorge to syn kubańskich emigrantów przywieziony w wieku pięciu lat do, wtedy jeszcze, Berlina Zachodniego. Teraz ma lat pięćdziesiąt jeden.

Reklama

Ulla kocha Jorgego, a on kocha Ullę, pomimo to mieszkają osobno w odległych od siebie dzielnicach Berlina. Widują się głównie w trakcie weekendów. To była decyzja Ulli. Nie potrafiłaby znieść podejrzliwości chronicznie zazdrosnego Jorgego, gdyby mieszkali razem.

Włamywanie się do skrzynki pocztowej, gdzie listonosz wrzuca listy, ale także tej internetowej w jej komputerze. Kradzieże telefonu komórkowego, aby drogo opłacony przez Jorgego specjalista dobrał się do jej wiadomości i listy numerów, na które dzwoniła lub z których dzwonili do niej. Ordynarne kłótnie i bójki z mężczyznami na ulicy, w parkach lub restauracjach tylko dlatego, że - zdaniem Jorgego - "swoimi spojrzeniami przesyłali jednoznaczne sygnały".

Ulla wielokrotnie rozważała zerwanie tego związku, jednak nigdy nie była gotowa do podjęcia ostatecznej decyzji. Bardziej ze strachu przed jego reakcją niż z miłości. Któregoś wieczoru w listopadzie 2013 roku Jorge wpada do jej mieszkania w furii zazdrości. Kłócą się, awanturują, na końcu rozmawiają i Ulla wycieńczona, ale spokojna, kładzie się do łóżka i zasypia.

Jorge Q. jednakże po tej awanturze daje się porwać cyklonowi mrocznych i niszczycielskich emocji. Wyobrażenie, że przynależna jedynie jemu, całym ciałem i tylko jemu należną uwagą, kobieta mogłaby spotykać się - co wcale nie było prawdą - z innymi mężczyznami, popycha go do okrutnego czynu. Oblewa śpiącą Ullę spirytusem i podpala.

Płonąca kobieta resztkami sił wydostaje się z mieszkania na klatkę schodową, jednak pomoc jednego z sąsiadów nadchodzi zbyt późno. Ulla umiera. Podczas procesu sądowego Jorge Q. zeznaje, że "nie chciał zabić swojej kobiety, chciał jedynie, aby oparzenia tak ją zniekształciły, żeby nigdy żaden inny mężczyzna jej nie pożądał, tylko on".

Ta tragiczna historia to historia jak najbardziej prawdziwa. Niestety... Zazdrość ulokowała się na samym szczycie listy najbardziej destrukcyjnych emocji, do jakich zdolny jest człowiek. Niekiedy nawet kończy się śmiercią. Tak jak dla Ulli N.

Zniewaga i poniżenie wynikające z prawdziwej lub tylko wyimaginowanej niewierności ukochanego człowieka to najczęstsze motywy mordu. Wyraźnie wynika to ze statystyki zabójstw. Na całym świecie, nie tylko w Berlinie. Zazdrość boli i niszczy, prowokuje złość i nieopanowaną agresję, wywołuje paniczny strach, jest przyczyną ogromnego wstydu i równocześnie smutku zbliżonego poziomem do żałoby po śmierci ukochanego dziecka.

Większość ludzi w najróżniejszych ankietach w wielu krajach, od Grenlandii po Nową Gwineę, przyznaje, że zna odruch zazdrości (w Niemczech 68 proc. pytanych odczuwa zazdrość "od czasu do czasu", a 30 proc. przyznaje, że jest "ekstremalnie zazdrosne"; najbardziej zastanawiająca jest w tej statystyce mała grupa 2 proc. respondentów, która tego uczucia "zupełnie nie zna").

Ostatnio nad zazdrością pochylili się psychologowie ewolucji, a wraz z nimi genetycy. Ci pierwsi zaczęli ją wychwalać jako emocję jak najbardziej logiczną, bo korzystną dla przetrwania gatunku. Ci drudzy potwierdzili, że zazdrość wpisana jest w nasze geny, i tak jest, ich zdaniem, bardzo dobrze. Zazdrość motywowała męskich homo sapiens do szczególnej uwagi. Wychowywanie potomstwa, co było i jest ogromną inwestycją, miało dla samca jaskiniowca tylko wtedy sens, gdy miał on pewność, że to jego potomstwo i że są w nim jego geny. Jego, a nie kogoś innego z sąsiadującej jaskini. Ponieważ nigdy nie mógł być tego pewny, zazdrość się generalnie i genetycznie opłacała.

Ci naiwniacy, którzy bezgranicznie ufali (te dzisiejsze 2 proc. i duża część z 68 proc. mało podejrzliwych), pozostawili po sobie na ziemi o wiele mniej genów niż ci, którzy z ogromną uwagą i nieufnością spoglądali na swoją partnerkę. U kobiet z ewolucyjnego punktu widzenia było dokładnie na odwrót i także z korzyścią dla przetrwania naszego gatunku. Skoki w bok zwiększały różnorodność genów dzieci, które rodziły. Potomstwo dziedziczące DNA od najbardziej zróżnicowanych genetycznie rodziców miało największe szanse przetrwania.

Jeśli bardzo zazdrosny partner umierał na grypę w wieku dwudziestu lat, to prawdopodobieństwo, że jego syn także tak skończy, było bardzo duże. Natomiast jeśli syn pochodził od samca ze skoku w bok, to wówczas to smutne prawdopodobieństwo było nie do oszacowania i generalnie podwyższało szanse przeżycia dziecka. Kobiety to chyba instynktownie czuły. Mężczyźni także. Chociaż z zupełnie innego powodu. Dlatego zazdrość jest taka niebezpieczna. I tak ważna...

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje