Przejdź na stronę główną Interia.pl

W poszukiwaniu szczęścia (w bazie danych)

​W listopadzie i grudniu - wcale nie w maju, jak mogłoby się wydawać - ludzie są najbardziej szczęśliwi. Tak przynajmniej wynika z badań.

W ciągu 2013 roku analitycy pracujący dla portalu Twitter skrzętnie wychwytywali ze strumienia kilkuset miliardów wpisów (we wszystkich językach) te, które opisywały stan duchowy i umysłowy nadawców zdaniami: "Jestem szczęśliwa/y". Najwięcej takich deklaracji złożono w okresie od początku trzeciej dekady listopada do końca grudnia. Socjologowie i psychologowie nie potrafią wyjaśnić tego fenomenu.

Reklama

W przypadku krajów naszego regionu geograficznego, z jego bardzo obniżonym natężeniem światła słonecznego w tym czasie, jest on zagadkowo paradoksalny. Szczęście w ogóle jest bardzo tajemnicze. Nie chce dać się ani zmierzyć, ani jednoznacznie opisać. Najtrudniej jednak jest je odnaleźć. Poszukiwanie szczęścia (według Freuda) to najważniejszy, jeśli nie jedyny, powód wszelkiego ludzkiego działania i aktywności. Zajmowali się tym w swoich rozprawach antyczni filozofowie (najczęściej Platon i Epikur), a dwa tysiące lat później przyszły amerykański prezydent Thomas Jefferson wpisał "prawo do szczęścia" do Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Nie podał jednak żadnej definicji tego, do czego ludzie mieliby mieć rzekomo konstytucyjne prawo.

Współcześnie, w czasach Twittera, Facebooka i globalnej elektronicznej wioski, wiemy o szczęściu niewiele więcej. Ale wiemy, nawet jeśli tylko intuicyjnie, że to najważniejszy cel naszego życia. Aby osiągnąć ten cel, ludzie wybierają się, niekiedy kajakiem, w podróże dookoła świata, opuszczają swoje dekadenckie domy i zamykają się w siermiężnych celach klasztorów, zatruwają się narkotykami, uzależniają od wizyt w studiach jogi lub od swoich psychoterapeutów. Od dwóch lat szczęście przestało być domeną spekulacji z reguły nieszczęśliwych poetów i nieudowodnionych empirycznie teorii filozofów, a stało się oddzielnym, uznanym za naukowy, działem wiedzy.

Wyniki publikowanych prac na temat szczęścia są gromadzone, recenzowane i udostępniane światu poprzez dedykowaną bazę danych, utrzymywaną oraz aktualizowaną na Uniwersytecie Erazma w Rotterdamie*. Szperanie w niej prowadzi do kilku interesujących obserwacji. Jedna z nich jednoznacznie wiąże szczęście z miłością i tak naprawdę wszystkie inne zawiłości wyjaśnia. Bez wątpienia szczęście lokuje się w określonych rejonach mózgu. Razem z innymi podstawowymi emocjami, takimi jak: strach, złość, smutek czy zemsta. Komunikacja pomiędzy tymi rejonami odbywa się dzięki tak zwanym neuroprzekaźnikom (niewielkie substancje chemiczne), takim jak serotonina oraz dopamina. Niedostatek tej pierwszej jest przyczyną depresji, dopamina natomiast odpowiada za utrwalanie w pamięci stanów zadowolenia, które przynosi na przykład zaspokojenie głodu, uśmiech dziecka lub seks z kochaną osobą.

Jak wskazuje większość publikacji zgromadzonych w bazie danych w Rotterdamie, ów proces zapamiętywania przez mózg stanu dobrostanu dzięki dopaminie (nazywanej hormonem szczęścia) wydaje się kluczowy w konstruowaniu poczucia szczęścia. Ponadto mechanizm kreowania emocji deklarowanej przez ludzi jako miłość - i najczęściej ze szczęściem utożsamianej - jest zadziwiająco podobny. Najpierw sama obecność, a potem bliskość, określonej osoby od pewnego momentu zaczyna inicjować w naszym mózgu wzmożoną produkcję dopaminy, która pobudza kilka miliardów neuronów w tak zwanej ścieżce nagrody, zlokalizowanej w układzie limbicznym mózgu obejmującej hipokamp. Co ciekawe, układ limbiczny jest ewolucyjnie zdecydowanie najstarszą fizjologiczną strukturą mózgu u wszystkich naczelnych.

Dowodzi to, że homo sapiens najpierw odczuwał np. niezbędny do przetrwania strach, a dopiero potem posiadł zdolność myślenia. Ową dopaminową nagrodą są stany radości, zadowolenia, a w końcu błogości i rozkoszy, które rejestrujemy za każdym razem, gdy określona osoba jest blisko nas. Prawdopodobieństwo, że będziemy powtarzać pewną czynność (w tym wypadku dążyć do bliskości z wybraną osobą) w przyszłości istotnie wzrasta w związku z oczekiwaniem na naszą nagrodę. Najpierw raz w tygodniu, potem trzy razy, a następnie każdego dnia i każdej nocy. Dla zapewnienia sobie tej premii na dłużej wielu ludzi udaje się, naiwnie, do USC. Mózg z upływem czasu zapamiętuje - w obszarze długotrwałej pamięci emocjonalnej (ciało migdałowate) - obecność dopaminy w wysokim stężeniu. Jego nagły spadek powoduje uczucia negatywne (np. tęsknotę), bardzo podobne do symptomów odstawienia znanych narkomanom.

Miłość i heroina, jak się okazuje, to dwa podobne uzależnienia. Powyższa dopaminowa teoria opisuje tak naprawdę biochemiczną stronę mechanizmu zakochiwania się w sobie ludzi. Od początkowej fascynacji do prawdziwej miłości, także tej toksycznej. Chociaż i tak wszyscy wierzą w szczęśliwą. I do tego wieczną...

* World Database of Happiness,

PANI 12/2015

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama