Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ventrales Pallidum

Kobieta milknie. Nerwowo sięga po papierosy. Powoli, dobierając słowa, opowiada dalej: "W izolatce szpitala umierał mój ojciec. Delikatnie gładziłam jego dłoń. Siedziałyśmy z moją matką i siostrą przy jego łóżku. Jak prawie każdego dnia od kilkunastu tygodni. Odchodził od nas i od dawna wiedziałam, że przyjdzie taki moment, gdy odejdzie na zawsze.

Tego popołudnia jego otwarte oczy patrzyły, nie widząc, jego oddech stawał się coraz słabszy, palce jego dłoni stawały się bezwładne. W pewnym momencie usłyszałam pisk wydzierający się z rejestratora pracy jego serca. Sinusoida na zielonkawym ekranie monitora znikła i pojawiła się ciągła linia. Nie puściłam dłoni ojca, drugą ręką uścisnęłam dłoń mojej siostry. Matka płakała i modliła się, moja siostra apatycznie patrzyła na mnie. Spojrzałam na nie bezradnie.

Mój ojciec umarł.

Reklama

Nie mogłam złapać powietrza, zaczęłam się dusić. Wybiegłam z izolatki i zaczęłam uciekać schodami w dół. Zatrzymałam się dopiero w ogrodzie przed szpitalem. Usiadłam zdyszana na drewnianej ławce, zamknęłam oczy oślepiona letnim słońcem. I wie pan co? Nagle zobaczyłam pod zaciśniętymi powiekami mojego ojca. Nie takiego wychudzonego, z szarą, zaśniedziałą od chemii skórą i oczami bez blasku. Widziałam go, jak z kieliszkiem wina stoi uśmiechnięty przed choinką i zawiesza na niej połyskującą bombkę. Z oddali dochodziła melodia jakiejś kolędy, pokój pachniał aromatem jego cygar zmieszanym z zapachem choinki, a ja wystawiałam swoją głowę spoza fotela, leżąc na dywanie. Spoglądał na mnie i uśmiechał się. Potem widziałam go na plaży, gdy z wrzaskiem radości wbiegał do morza, rozkopując stopami fale. Potem my we dwoje w jego pokoju, gdy siedział przy biurku, tłumacząc mi równania z matematyki. Potem on biegnący za mną, gdy uczył mnie jeździć na rowerze. Potem... I wie pan, co było potem? Gdy letnie słońce muskało mnie swoim ciepłem na tej ławce, a ja przeglądałam pod powiekami kalejdoskop wspomnień o moim ojcu, to... poczułam, jak przez moje ciało przechodzi fala radości, wdzięczności, spełnienia.

Poczułam niesamowitą jedność ze światem i jedność ze sobą.

Tak, jakbym odkryła w tym momencie najgłębszy sens tajemnicy życia. A to przecież przydarza się człowiekowi, gdy nadchodzi szczęście, prawda? W izolatce na drugim piętrze szpitala przed chwilą umarł mój ojciec, a ja na tej ławce poczułam coś takiego jak szczęście. Do dzisiaj nie potrafię tego zrozumieć, ale tak było". Szczęście, najbardziej wytęsknione przez ludzi uczucie, jest pełne takich paradoksów. Połączenie szczęścia ze śmiercią i rozpaczą to tylko jeden z nich. Wcale nie taki dziwaczny, gdy na przykład poczytać poezję i prozę największych romantyków. Dla nich szczęście stawało się intensywniejsze, bardziej odczuwalne, gdy prawie dotykało śmierci. Bez oblicza nieuchronnej śmierci szczęście według nich nie miało prawa bytu. Ale nie tylko u romantyków. Imre Kertész, współczesny węgierski pisarz, nagrodzony Noblem za powieść "Los utracony", pisze o tym podobnie: "Tam, przy kominach krematoriów, w czasie przerw między cierpieniami pojawiało się coś, co przypominało uczucie szczęścia". Szczęście od tysięcy lat definiowano na miliony sposobów. Zajmowali się tym filozofowie od Epikura - uważającego tak jak Anita, która odczuła je tuż po śmierci ojca, że szczęście to "stan absolutnego zjednoczenia ze światem i poznania jego sensu" - po skrajnego pesymistę i cynika Schopenhauera, który sądził, że "szczęście to naprawdę nic więcej niż nieobecność nudy". Nie wiedząc, co dokładnie szczęście oznacza, z prawa do niego najpierw uczyniono podstawowe prawo człowieka (John Locke w 1689 roku), a następnie wpisywano w konstytucje (na przykład Stanów Zjednoczonych). Dopiero potem szukano go (mylnie) w sercu. Znacznie później, gdy pojawiły się odpowiednie przyrządy, w mózgu. Tam, gdzie naprawdę powinno się go szukać.

Nawet je tam znaleziono.

Jest substancją bardzo podobną do opioidów, takich jak morfina, pojawiającą się w dużym stężeniu w okolicach Ventrales pallidum (*) i w trochę mniejszym w rejonie Orbitofrontales cortex (**). Ogłoszono to światu nie w tomikach poruszających wierszy, ale w nudnych naukowych czasopismach. Okazało się, że szczęście jest małą cząsteczką o krótkim czasie trwania i jak na szczęście przystało, ukryło się w zakamarkach mózgu o tajemniczo brzmiących nazwach. Bo ludzkie szczęście jest do dzisiaj niewyjaśnioną tajemnicą. Gdyby przeprowadzić ankietę na ulicach Frankfurtu, Warszawy lub Nowego Jorku, okazałoby się, że każdy z rozmówców opisałby swoje szczęście inaczej. Internetowa wyszukiwarka Google pokazuje dzisiaj ponad 25 milionów zapisów odnoszących się do pojęcia "szczęście". I z każdym dniem będzie ich przybywać. Poszukiwanie szczęścia wydaje się polowaniem na fantom. A może na tym właśnie polega jego magia? Aby ciągle go poszukiwać, znajdować tylko namiastki i szukać dalej? A może nie trzeba szukać, bo to ono nas znajduje? Czasami w najmniej spodziewanym momencie? Przepychając się przed nieszczęście i śmierć?

(*) Ventrales pallidum: niewielki elipsoidalny obszar w międzymózgowiu;

(**) Orbitofrontales cortex: obszar w korze mózgowej umiejscowiony w płacie czołowym tuż nad orbitami oczodołów

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama