Ukrwienia
Tak naprawdę postawiłam jej tylko jeden warunek, chyba najgorszy z możliwych - mówi cichym, spokojnym głosem, w którym nie pobrzmiewa ani nuta żalu , ani tym bardziej rezygnacji.
Powiedziałam, że chcę przynależeć do tego związku. W pełni. Należę do Konstantego, więc chcę należeć także do niej. Byłam całkowicie zagubiona w tym, co czułam w trakcie tego spotkania, ale dwie rzeczy wiedziałam na pewno. Nie odczuwam - zupełnie tego nie pojmując - zazdrości, a także nigdy nie zgodzę się na banalną i żałosną rolę zdradzonej żony. Nie będę robić scen ani "z pazurami walczyć o swoje", bo żaden człowiek nigdy nie jest częścią "swojego". Kto myśli inaczej, musi być niespełna rozumu lub dał się zaślepić nienawiści. Wiedziałam, że ona musi być nie mniej pogubiona niż ja, a tym, co powiedziałam, wprawiłam ją w osłupienie...
Sarah ma trzydzieści osiem lat, jest szczupłą, atrakcyjną brunetką, matką dwóch synów. Patryk ma dziesięć lat, a Sven - pięć. Od czternastu lat zna Konstantego, a od dwunastu są małżeństwem. Konstanty jest pisarzem i scenarzystą. Pisze także słuchowiska dla radia, które czasami sam czyta.
Któregoś wieczoru, około roku temu, wrócił ze studia i powiedział, że Julia, aktorka, z którą pracuje i która przy drugim mikrofonie czyta razem z nim ostatni tekst, "zakochała się w nim". - Wyobraża sobie to pan?! Po prostu wrócił do domu, usiadł sobie przy stole w kuchni i gdy ja, stojąc odwrócona do niego plecami, kroiłam ser do kanapek dla chłopców, tak mi powiedział. A potem dodał, że Julia przeważnie płacze, gdy o tym rozmawiają, ponieważ wie, iż "on przecież należy tylko do mnie i że mnie kocha, i że nigdy mnie nie opuści".
A potem powoli stawał się inny. Taki zbyt dobry, zbyt czuły, zbyt delikatny, zbyt zabiegający o moją uwagę i bliskość. No wie pan... nie tak normalnie jak mąż po dwunastu latach małżeństwa. Powinnam się tym przecież cieszyć, prawda?
Konstanty to moja pierwsza i jedyna miłość. Żaden inny mężczyzna nie miał znaczenia w moim życiu. Tylko on. Powinnam. Ale nie mogłam. Łączyłam jego dobroć z istnieniem tej drugiej kobiety. Kiedyś wprost zapytałam go o to. Wyznał, że potrzebuje obecności Julii, że bez niej nie może być szczęśliwy. Beze mnie i chłopców także.
Konstanty zawsze urzekał mnie swoją otwartością i szczerością do bólu. Nie potrafił kłamać, udawać, mataczyć ani grać jakichś ról. O nic mnie wtedy nie poprosił. Ani o wybaczenie, ani o czas do namysłu. Przydarzyła mu się druga miłość, ale nie chce, aby skończyła się pierwsza. Chce przeżywać obie. Inaczej obumiera. Jak nieukrwiona kończyna. Tylko wtedy może, i tylko w obu związkach, być szczęśliwy.
Długo i, o dziwo, spokojnie rozmawialiśmy o tym. Z Konstantym trudno rozmawiać bez pewnego podziwu. On, prawdopodobnie dlatego, że jest pisarzem, zawsze potrafi bardzo pięknie oddać sedno sprawy. Pamiętam z tej rozmowy najważniejszą myśl. Pamiętam, jak w pewnej chwili powiedział: "To dziecinne założyć, że wszystkie moje tęsknoty i pragnienia w ciągu całego życia może zaspokoić jeden tylko człowiek, to jest wynalazek z XIX wieku, z którym powinniśmy się pożegnać".
Gdy teraz to panu mówię i słyszę swoje słowa, to Konstanty może się panu wydać bezgranicznym egocentrykiem, jeśli nie wstrętnym, bezdusznym łajdakiem. Ale tak nie jest. Proszę mi wierzyć. Ja go znam bardzo długo... I to wtedy, proszę pana, postanowiłam spotkać się z Julią.
Gdy weszła do kawiarni, w której się umówiłyśmy, wyglądała jak zgarbione, wystraszone poczucie winy ubrane w za duży płaszcz. Rok starsza ode mnie, krucha, delikatna, z dziewczęcą twarzą poprzecinaną zmarszczkami wokół oczu. Rozwiedziona, wychowująca samotnie dwie córki matka. Nie jakaś tam młoda siksa, na którą wymienia mnie mój mąż w okresie kryzysu wieku średniego.
Pamiętam, że usiadła przede mną i wyszeptała: "Kocham go. Nie tak jak pani, bez prawa do tej miłości, ale go kocham". A potem rozmawiałyśmy ze sobą, krążąc wokół tego najważniejszego. Tylko aluzje, tylko niewyraźne odpowiedzi i jeszcze mniej wyraźne pytania.
Ktoś, kto siedziałby obok nas, nigdy nie zrozumiałby, o czym mówimy. I wie pan, gdy moja niepewność stała się nie do wytrzymania, zapytałam o tę moją "przynależność" do nich obojga. Nie odpowiedziała. Uścisnęła tylko moją rękę i milczała.
Tydzień później Konstanty zaprosił kilku przyjaciół do naszego domu. Ukazała się jego nowa książka. Zjawili się ludzie z wydawnictwa, dwóch dziennikarzy i Julia. Późnym wieczorem, gdy już wszyscy wyszli, została tylko Julia. Byłam bardzo zmęczona i pijana. Zostawiłam ich zatopionych przy stole w rozmowie i poszłam do sypialni. W nocy szukałam dłoni Konstantego, ale nie było go. Wróciłam do salonu. Leżeli nadzy na dywanie.
Położyłam się obok Konstantego i w ciemności delikatnie dotykałam twarzy Julii. Przebudzona, zaczęła całować i ssać moje palce. Po chwili, na kolanach, przeszła do mnie. W pierwszym momencie dotyku jej ciała skuliłam się porażona wstydem. Po chwili poczułam jej oddech na szyi. Potem zatopienie jej palców w moich włosach. Dotyk jej dłoni na moich pośladkach. Splecenie naszych warg, smak jej śliny i moją wilgotność. A później wydarzyło się między nami coś niezwykłego...
Teraz jesteśmy we troje. Tak naprawdę to w siedmioro. My i czworo naszych dzieci. Czasami myślimy, że całej naszej trójce brakuje chyba genu zazdrości. Ale to nieprawda. Nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś odbierze mi ich oboje. Zabiłabym...
Janusz L. Wiśniewski
PANI 4/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Janusz Leon Wiśniewski
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
Reklama
Wasze komentarze (72)
-
18.09.2011 (09:17)~tak_tylkoSex w trójkąciku to miła sprawa , ale miłość w trójkąciku to poważna sprawa :-)
-
18.09.2011 (09:10)~rys:-) ojej, to się nazywa prawdziwa miłośc, ja moją żonkę też na to nastawiam powoli, no bo przeciez po co się kłócić, koro każdy może być zadowolony?? :-)
-
-
29.06.2011 (09:18)a jeszcze ciekawsze jest ogladanie kamerek, to dopiero cos dla oka polecam amerykanskie niemieckie austriackie hiszpanskie francuskie wloskie chorwackie greckie oczywiscie albanskie iranskie do tego azjatyckie z japonia i chinami na czele no i rosyjskie bez tego czata nie ma no , a afrykanskie to dopiero cos :) a polskie nawet nie wymieniam bo jak czlowiek sie naoglada z calego swiata to polskie sie wydaje takie mierne...
-
29.06.2011 (09:05)polecam sex rozmowy na czatach zarowno polskich jak i zagranicznych, mozna sie wiele dowiedziec o sexie, jak rowniez urozmaicictym sobie zycie sexualne, az do totalnego zepsucia, ja tak zrobilam i jestem juz wielka :)
-
29.06.2011 (07:04)~czytelnikprzewawznie gdy nagla jest "duzo milosci" to ktos pewnie udaje, wiesz mowic "kocham" tez mozna mowic dla jaja albo zartow jak kto woli a< wiesz po co no zeby zakrecic panienke... powodzenia ja na to nie ide !~tak_tylkoaha ja czesto sie myle wiec nic dziwnego ze ci tych "milosci ostatnio przybylo" bo jak ci tak przybywa jak ja sie myle to jest tego duzo heheFaktycznie po Twoich komentarzach to widać , że często się mylisz , ale dobre jest to , że to widzisz i się do tego przyznajesz :-) za to miłości nigdy nie za wiele :-D
i tu sie nie myle bo znam to z autopsji !!!












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli