Przejdź na stronę główną Interia.pl

Rozmyślania przed lustrem

"Wmówiono nam i cały czas się nam wmawia, że my, kobiety, zachowujemy kobiecość tylko do jakiejś magicznej granicy, za którą kończy się młodość"...

- Pięćdziesiąt lat skończę za dwa tygodnie. Menopauzę mam za sobą, nie urodzę już żadnego dziecka. Moja kasa chorych przysyła mi od ponad roku kolorowe ulotki zachęcające do "udziału w naszym bezpłatnym seminarium na temat skutecznych inwazyjnych i bezinwazyjnych metod odmładzania skóry", nikt od dawna nie gwiżdże za mną na ulicy, a kobiety reklamujące w telewizji suplementy diety przeciwko osteoporozie pomenopauzalnej wyglądają jak moja o dziesięć lat młodsza cioteczna siostra. Widocznie wszystkie brały udział w bezpłatnych seminariach. Nie powinien pan się teraz śmiać - mówi z ironią w głosie, sięgając po kieliszek z winem.

Reklama

To sprawa dla kobiety bardzo poważna. Ostatnio dzwoniła do mnie przyjaciółka - ma dopiero czterdzieści pięć lat - i żaliła się, że stała się "przezroczysta", że nikt na nią nie patrzy, miała na myśli mężczyzn, oczywiście, i że ta konstatacja była dla niej jak uderzenie gromu z jasnego nieba w słoneczne południe.

Wspominała swoją matkę, która już dawno temu ostrzegała ją, że od pewnego momentu jako kobieta "nie będzie istniała":

- Bo, widzi pan, wmówiono nam i cały czas się nam wmawia - wystarczy włączyć radio, telewizor lub przewrócić strony jakiejkolwiek błyszczącej gazety - że my, kobiety, zachowujemy kobiecość tylko do jakiejś magicznej granicy, za którą kończy się młodość. Omamione i przerażone tym mitem jesteśmy od pewnego momentu jak bezmyślne stado lemingów.

- Dochodzimy w zwartych szeregach do tej granicy jak posłuszne lemingi do krawędzi przepaści i gremialnie, trzymając się za ręce, spadamy. Na cienkie igły strzykawek z botoksem, na ostre skalpele chirurgów, w ramiona hochsztaplerów od diet, które bez ćwiczeń i rezygnacji z kremówek i bułek na śniadanie odchudzają o osiem kilogramów w siedem dni, przed kasy wytwornych drogerii z jeszcze bardziej wytwornymi tubkami obiecującymi w kilku językach zamianę w kilka tygodni pomarańczowej skórki na pośladkach w brzoskwiniową.

- Wystarczy tylko wydać kilkaset złotych. Dzisiaj rano zupełnie naga stałam przed lustrem w łazience i oglądałam ślady, jakie pozostawił czas wokół moich oczu, ust, na czole, brzuchu i piersiach. Mam zmarszczki, ale jeszcze nie bruzdy, przebarwienia, rozstępy, gdzie trzeba, wypukłości i obwisłości, też gdzie trzeba. Wszystko, jak się należy w przypadku zadbanej kobiety w moim wieku. Mam w łazience kilka nieprzyzwoicie drogich tubek z francuskimi nazwami, bo w chwilach słabości i ja dawałam się nabrać na obietnice wypisane na kartonikach. Większość jednak to mazidła z taniej drogerii na rogu.

- Pewnie, że chcę wyglądać młodziej, chcę, aby spoglądali na mnie pożądliwie mężczyźni i zazdrośnie kobiety. Chcę być pożądana, i to nie tylko przez mojego męża. Odczuwam to bardziej teraz, niż gdy miałam lat trzydzieści. Obecnie pełniej przeżywam swoją seksualność. Zauważam także w sobie większą witalność niż kiedyś. W odróżnieniu, niestety, od męża.

- On jest dziesięć lat starszy ode mnie. Ostatnio znalazłam w sypialni, w schowku na dokumenty, niebieskie tabletki. Nie widzę w tym nic tragicznego. Dla mnie to odczarowanie skrywanego mitu. Więcej niż połowa mężczyzn w jego wieku ma kłopoty z erekcją. Ale o tym się głośno nie mówi. Lepiej drwić z nabotoksowanego, nieomal porcelanowego czoła Nicole Kidman niż zajmować się andropauzą u mężczyzn. Mam tylko nadzieję, że mój zapobiegliwy małżonek łyka tę viagrę dla mnie, a nie dla jednej z jego długonogich asystentek. I musi mieć jeszcze jakiś schowek, bo nigdy nie zauważyłam, aby wstawał do szafy, gdy zaczynamy... no, wie pan.

- Ale ja nie o tym chciałam. Po co my, kobiety, tak nagminnie oszukujemy w kwestii daty urodzenia? Czasami nabieram pewności, że moje koleżanki prędzej już przyznałyby się do niskiego IQ niż podały swój prawdziwy wiek. Chyba że w wyniku bolesnych tortur. Globalne kłamanie w tej sprawie to nie wymysł gazet i skutek natarczywego lobbingu przemysłu kosmetyczno-chirurgicznego. Raczej jest na odwrót.

- Media dostosowują się do zapotrzebowań i rozpowszechniają wyczekiwane przez czytelniczki kłamstwa, ku ogromnym zyskom i radości księgowych w korporacjach od produkcji kremów, balsamów, ampułek z botuliną, hialuronem lub kolejnym cudownym odmładzaczem. Czytuje pan może Naomi Wolf *, lat pięćdziesiąt dwa?

Nie dość, że feministka, tak jak pan - proszę wybaczyć zgryźliwość - to do tego przepiękna kobieta, która zwróciła ostatnio uwagę na nowy społeczny fenomen. Zauważyła, że coraz częściej mężczyznom z przypiętymi do ramienia dzierlatkami w wieku ich córek się nie zazdrości, ale współczuje.

- Dzisiejszy macho to raczej mężczyzna trzymający za rękę kobietę w jego wieku. Osobiście nigdy w to nie uwierzyłam...

* Naomi Wolf - amerykańska pisarka i intelektualistka. W swojej książce "Mit urody" przekonuje, że uroda jest jedynie konstruktem społecznym, którego celem jest reprodukcja hegemonii patriarchatu.

Janusz L. Wiśniewski

PANI 9/2014

Tekst pochodzi z magazynu

Pani
Dowiedz się więcej na temat: Janusz L. Wiśniewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama