Pozdrawiam serdecznie
Pokolenia
Joshua przyleciał do Berlina na początku listopada. Pozostanie w Europie przez prawie trzy miesiące i wróci do Tel Awiwu samolotem z Krakowa pod koniec stycznia.
Berlinie mieszka w ekskluzywnej dzielnicy Charlottenburg- Wilmersdorf, w willi rodziców Jana. Cała ta wizyta w Niemczech to właśnie pomysł Jana. Najpierw wzruszył nim swoją babcię Beate, potem zaskoczył nim rodziców, następnie wytrwale przez kilka tygodni pozyskiwał dla niego dyrekcję swojego gimnazjum, a na końcu - co okazało się najtrudniejsze - przekonał do niego samego Joshuę.
Poznali się przypadkiem w Tel Awiwie, gdzie Joshua 16 lat temu się urodził, a gdzie Jana przywiozła latem ubiegłego roku "na pokutną pielgrzymkę" babcia Beate. Jan nie odczuwał potrzeby pokuty, ale poleciał z nią do Izraela, ponieważ nie tylko ją kochał, ale i podziwiał. To ona go wychowała, przytulała i odganiała jego lęki, to ona czytała mu bajki przed snem. Rodzice planują jego przyszłość, ale to babcia Beate spędza z nim teraźniejszość.
Rodzice - często miał takie poczucie - tę teraźniejszość jedynie finansują. Pamięta, jak pewnego wieczoru babcia Beate przyszła zapłakana do jego pokoju z plikiem kartek w dłoni. Do niego pierwszego, do nikogo innego. Usiadła na jego łóżku i powiedziała mu, że jej ojciec, a jego pradziadek, w czasie wojny był wysokiej rangi oficerem w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Treblinka w Polsce. Ona z mamą mieszkały wtedy w Dreźnie, podczas gdy jej ojciec był "na froncie wschodnim".
Ostatnio okazało się, że ten "front wschodni" to były "komory gazowe i krematoria w Treblince". Wiedział dużo o KZ Auschwitz z lekcji historii, ale o Treblince nigdy nie słyszał. W pierwszej chwili nie dotarło do niego przerażenie babci. Jego pradziadek był gestapowcem. Cóż, zdarza się. Bez pradziadków jego rówieśników nie byłoby Hitlera. I nie byłoby Dachau, Auschwitz także by nie było. Bez narodu stojącego murem za Hitlerem nie byłoby Hitlera. To wiedzą wszyscy w jego klasie.
I doskonale rozumieją, że bzdury w rodzaju: "to nie dotyczyło mojej rodziny, my o niczym nie wiedzieliśmy", są jak wierzenia pogan w to, że łopata sama z siebie kopie dół w naszym ogrodzie, gdy my w tym czasie spokojnie śpimy. Wszystkiego co wie o tamtym czasie, dowiedział się z książek, Google i od nauczycieli.
Z babcią i rodzicami nigdy o tym nie rozmawiał. Jakoś wewnętrznie czuł, że wprawi ich tym w zakłopotanie. A nauczycielom od dawna nie wierzył. To urzędnicy państwowi. Tacy z definicji realizują jakąś ideologię. Nauczyciele jego pradziadka gestapowca w jakimś gimnazjum w Dreźnie też musieli tak czynić. Z książek wie, że bez udziału zarażonych i zauroczonych nazizmem pedagogów nazizm nigdy by nie zachwycił tak wielu młodych ludzi.
Dzisiejsi nauczyciele jak kwanty przeskoczyli na inną orbitę. Hitleryzm, nazizm, Auschwitz to teraz tematy z półki z napisem "patetyzm, wina, pokuta". Ta półka znajduje się tak wysoko, że młodzi do niej nie sięgają. Nawet stając na palcach. To pokolenie nigdy nie spotkało swoich pradziadków. Oni umarli przed ich urodzeniem. Tak jak pradziadek Jana i tak jak pradziadek Joshuy. Dzisiejsze niemieckie nastolatki nie poczuwają się do winy. Chcą znać prawdę, fakty, mieć informacje. Ale to wszystko.
Pokolenie Jana nie sięga po popiół, aby posypać nim głowę, nie czuje wyrzutów sumienia. Płaczą, bo to normalna reakcja podczas wycieczek do Dachau, ale wracając stamtąd autobusem, nie czują żadnego dysonansu, słuchając muzyki ze swoich iPodów lub iPhone'ów. Dla rówieśników Jana szkolna wycieczka do KZ Dachau jest trochę jak wizyta w etnograficznym muzeum makabry. Dla pokolenia nauczycieli Jana jest to jednak ciągle jak oglądanie starych, bo starych, ale jednak albumów z rodzinnymi fotografiami.
W klasie Jana uczy się Lea. Jej dziadkowie zostali pod koniec wojny wypędzeni z czeskiego Zaolzia. Lea uważa, że niesłusznie. Angażuje się w poważne projekty związane z historią Niemiec. Założyła nawet w Internecie portal Pojednania. W zeszłym roku odwiedziła Warszawę. Ostatnio opowiadała o tym na lekcji historii. Joshua także tego wysłuchał. Zwiedzała Muzeum Powstania Warszawskiego. Przewodniczka, starsza kobieta, w pewnym momencie powiedziała: "Ale proszę się nie martwić, Polacy nie są już źli na Niemców".
Lea poczuła w tym momencie wściekłość. Może miała, do cholery, powiedzieć tej kobiecie "dziękuję"?! Jest Niemką, ale nie czuje, że ma coś wspólnego z tymi Niemcami, którzy zabili w powstaniu 170 tysięcy Polaków. To nie była jej wojna i to nie było jej powstanie. Ona, odkąd rozumie świat, protestuje przeciwko wszystkim wojnom. Przeciwko tej ostatniej, w Iraku, też. Jej kraj się do niej nie przyłączył, ale na przykład Polska - tak. Nauczyciel, który się temu przysłuchiwał, uważał, że Lea nie ma racji. Nie miała i nie ma prawa się tak czuć. Ponieważ jako Niemka ma i długo jeszcze będzie miała "z tym" wiele wspólnego, bo historia zapomina bardzo powoli. A Hitlera "z pewnością nie zapomni nigdy".
Joshua mówi doskonale po niemiecku, ale mimo to jest milczący i rzadko się odzywa. O tym, że pradziadek Joshuy został zagazowany w Treblince, musiał na lekcji historii opowiedzieć Jan. I także o tym, że 27 stycznia, w rocznicę wyzwolenia KZ Auschwitz, będą w muzeum w Oświęcimiu. Razem...
Janusz L. Wiśniewski
PANI 2/2011
Artykuł pochodzi z kategorii: Janusz Leon Wiśniewski
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
...falenicka i otwocka:)) Poczytałam... więcej
Reklama
Wasze komentarze (3)
-
18.05.2011 (19:01)Nie wybieramy sobie rodziny, a czujemy się winni za przeszłość jej członków. To smutne, ale prawdziwe. W zależności od siły charakteru jedne przeżycia rzutują na naszą psychikę mocniej, inne słabiej.
Pozdrawiam serdecznie -
09.02.2011 (00:31)
-
-
28.01.2011 (18:52)to są doświadczenia naszych dziadków, oni wystarczająco długo się z nimi zmagali, odpokutowali swoje grzechy za życia i zapewne po drugiej str światła też. Nie rozszarpujmy już tego, nie dociążajmy się wzajemnie.Jednak pamiętajmy o jednych i o drugich, dla nich i dla nas samych













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli