Przejdź na stronę główną Interia.pl

Niecałkowitość

Dotykam ich. Najpierw bardzo delikatnie muskam palcami, potem biorę je w obie dłonie i gdy tak do końca nacieszę się dotykiem, przyciskam do warg... Nie. To nieprawda!

Najpierw je wącham. Dopiero potem ich dotykam. Czy wie pan, jak pachną wymarzone buty? I niech pan nie będzie teraz banalny i mi nie mówi, że "pachną skórą". Buty, proszę pana, pachną skórą. Uprzęże dla koni pachną skórą. Torby myśliwych i torby niektórych studentów pachną skórą. Ale nie buty! Przynajmniej nie te buty, które ja kolekcjonuję. Moje buty najpierw pachną Mediolanem, Rzymem, Barceloną, Prowansją, a potem moimi marzeniami. Mam wrodzony - jak twierdzi moja mama - fetysz butów. Moje najdroższe buty to rok z hakiem cierpliwego oszczędzania ze stypendium, wszystkie miesięczne kieszonkowe od babci i rzadkie alimenty od ojca.

Reklama

Notabene wysyłane z banku w okolicy Barcelony, gdzie od dziesięciu lat mieszka z kobietą, która jest niewiele starsza ode mnie. Tylko raz ojciec zaprosił mnie do Hiszpanii. Bardzo starałam się polubić jego nową żonę. Jeszcze bardziej chciałam, aby ona mnie polubiła. Nie udało się. To jej się nie udało. Ja, mimo wszystko, ją lubię. Chociażby za to, że urodziła mi przyrodnią siostrzyczkę. Zawsze chciałam mieć siostrę. Ale to nieważne...

Jak się z tym żyje, pyta pan? Prawie normalnie, chociaż moja mama twierdzi, że żyję zupełnie "nienormalnie". Według niej jak uczestnik zawodów w sportach ekstremalnych. Tyle że ja mam te zawody każdego dnia. Ale to nieprawda. Robię prawie to samo co wszyscy w moim wieku. Studiuję, zarabiam, aby studiować, podróżuję, chcę się zakochać. Są rzeczy, których nie mogę robić. Trudno wędrować po górach, gdy potrzebuje się pomocy, aby przejść schodami w warszawskich tunelach pod ulicami.

Nie mogę zarabiać na studia jako kelnerka, nie mogę tańczyć. To znaczy mogę, ale się wstydzę. Powiedzmy tak: jestem "niecałkowita". Oficjalnie, z diagnozy, mam spastyczność mięśni nóg. Ale to prawie zawsze przekłada się na spastyczność duszy. Bardziej boli mnie to psychicznie niż fizycznie. Jeśli boli fizycznie, to nafaszeruję się tramalem, zaldiarem, myolastanem i na jakiś czas przechodzi. Dzisiaj mnie nic nie boli, dlatego nie jestem na żadnych prochach i mogę spokojnie napić się z panem wina. Bardzo chciałam, aby dzisiaj mnie nic nie bolało. Aby zlikwidować ten psychiczny ból, musiałabym przestać myśleć i przestać wsłuchiwać się w siebie. A sam pan wie, że to jest niemożliwe.

Nie można wyłączyć myślenia. W moim przypadku byłoby to także niebezpieczne. Bo wie pan, ja bardzo lubię żyć. I chciałabym przeżyć jak najwięcej. W pana książkach przeżycia są najważniejsze. Ale to nie tylko dlatego je czytam. I nie dlatego przyjechałam do Warszawy, aby to panu powiedzieć.

Agnieszka ma ogromne oczy, długie, opadające na ramiona włosy i młodość dwudziestolatki. Jest śliczna i nieśmiała. Gdy tylko przestaje mówić, zaczyna nerwowo odgarniać kosmyki włosów z czoła. Po chwili, gdy milczenie trwa zbyt długo, kładzie dłonie na udach i przypatruje się im, przygryzając wargi. Stara się nie spoglądać wokół siebie. Jak gdyby wiedziała, że jest obiektem dość jednoznacznego zainteresowania mężczyzn siedzących naprzeciwko przy barze hotelowej restauracji.

Przyjechałam tutaj, aby panu powiedzieć, że swoimi książkami utwierdził mnie pan w bardzo ważnym dla mnie przekonaniu. Odkąd przeczytałam pana książki, jestem pewna, że nie muszę się godzić na "byle jakiego mężczyznę" w moim życiu. To, że nie jestem "całkowita", wcale nie znaczy, że jestem gorsza. W swoich książkach opisuje pan przepiękne miłości takich nawet bardziej "niecałkowitych" niż ja. Mam tylko trochę inne nogi.

I przez to nie mogę chodzić na nich tak, jak chodzą inne kobiety. Nawet nie wiem, dlaczego skrywam je pod długimi sukniami i spódnicami. Są tak samo ładne jak nogi zdrowych kobiet. Może nawet ładniejsze. Dbam o nie, od stóp do pachwin, jak matka dba o swoje nowo narodzone niemowlę. Są tylko nie całkiem sprawne. Gdy staję na nich, to muszę się w nie przez chwilę wsłuchać. Ale pan także nieustannie wsłuchuje się w swoje serce, prawda? Pana serce także nie jest całkiem sprawne? Pana serce także kuleje? Tak jak moje nogi. Mamy tylko inne diagnozy. Pan ma arytmię, a ja spastyczność.

Serce jest ważniejsze niż nogi, ale kulejące nogi, niestety, widać. Szczególnie gdy należą do kobiety. Zauważył pan tych facetów przy barze? Wpatrują się łapczywie i nieustannie w mój biust. Pewnie usilnie próbują teraz odgadnąć, do jakich nóg ten biust należy. Dla wielu z nich kobieta składa się tylko z piersi, nóg kończących się waginą i ust. Za chwilę wstanę od stolika, przejdę do toalety i przestaną się gapić. Gwarantuję panu. Założymy się?!

Janusz L. Wiśniewski

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje