Przejdź na stronę główną Interia.pl

Korepetycje z fizyki

Oboje wychowali się w tym samym domu. Poruszali się w tym samym środowisku robotniczej berlińskiej dzielnicy. Pomimo to poszli w swoim życiu odmiennymi drogami…

Magda i Hubert pobrali się, gdy jeszcze były dwa Berliny - Wschodni i Zachodni. Od urodzenia mieszkali we Wschodnim. Ich syn Helge też się tam urodził, w klinice w dzielnicy Pankow, dwa lata przed upadkiem muru.

Reklama

Na "pociąg do dobrobytu" po zjednoczeniu się spóźnili, choć Magda twierdzi, że "i tak by nim nie pojechała". Firmę budowlaną, w której Hubert był brygadzistą, kupiła spółka z Monachium i Hubert stał się znów murarzem.

Sklepik z warzywami, w którym jako kierowniczka pracowała Magda, sprywatyzował się, aby natychmiast, gdy obok pojawiło się centrum handlowe, splajtować.

Kiedy Helge skończył cztery lata, zapragnęli drugiego dziecka. Długie trzy lata mozolnych terapii i prób. Nieudanych. Łącznie z in vitro. Zdecydowali się na adopcję. W Niemczech tłukli głowami w mur bezdusznej biurokracji. Wtedy znajomi poradzili im Ukrainę.

Z sierocińca w Charkowie przywieźli Marikę. Takie imię nadali jej biologiczni rodzice. Matka, Ukrainka z Charkowa, studentka filozofii w Kijowie, i ojciec Rosjanin, profesor cybernetyki z Moskwy. Biednej studentce uwikłanej w romans z żonatym wykładowcą przydarzyło się dziecko, które z biedy oddała do sierocińca.

Helge skończy w lipcu trzydzieści lat. Po zawodówce wieczorowo zdał maturę w technikum. Jest wziętym hydraulikiem, mieszka z żoną w zbudowanym przez siebie domu w Poczdamie.

Trzy lata młodsza od niego Marika mieszka od pół roku w Genewie. Za specjalną zgodą ministerstwa dopuszczono ją do matury w wieku siedemnastu lat. Potem dostała stypendium na uniwersytecie w Harvardzie, aby w wieku dwudziestu pięciu lat obronić doktorat z fizyki teoretycznej w sąsiadującym z Harvardem słynnym instytutem technologicznym MIT. Stamtąd zaproszono ją do pracy w CERN (Europejska Organizacja Badań Jądrowych) w Genewie.

Oboje wychowali się w tym samym domu kochających ich tak samo rodziców. Czerpali te same wzorce, poruszali się w tym samym środowisku robotniczej berlińskiej dzielnicy. Pomimo to poszli w swoim życiu zupełnie odmiennymi drogami...

To, że inteligencja w dużej mierze jest dziedziczna, to fakt znany od dawna. O wiele starszy niż sama genetyka. To, że wysocy rodzice płodzą dzieci, które także będą wysokie, jest dla wszystkich oczywiste.

Jednakże teza, iż rodzice o wysokim IQ pozostawią po sobie - statystycznie rzecz ujmując - bardziej inteligentnych synów lub córki, natrafia, najczęściej ze względów ideologicznych, na silny społeczny opór. Powiązanie genów z inteligencją, wykazane wiarygodnymi badaniami, zostało oficjalnie uznane przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne już w 1994 r. w reakcji do informacji opublikowanych w bardzo wówczas kontrowersyjnej i bestsellerowej książce pt. "Krzywa Bella..." (*), notabene autorstwa dwóch profesorów z Harvardu, gdzie studiowała Marika.

Książka wywołała burzę protestów nie tylko w Stanach Zjednoczonych, a jej autorów oskarżono o wszystkie możliwe grzechy, łącznie z rasizmem. Z niewielkim skutkiem bronili się przed zarzutami stwierdzeniem, że jakkolwiek będziemy na testy inteligencji patrzyli, istnieje udowodniona statystyczna korelacja między wynikami testów na inteligencję i dziedzicznością.

Ostatnio kontrowersje i dyskusje na ten temat powróciły. Międzynarodowy zespół badaczy pod kierunkiem młodej profesorki Danielle Posthuma z uniwersytetu w Amsterdamie opublikował wyniki z wieloletnich badań na próbie 20 tysięcy dzieci oraz 60 tysięcy dorosłych z Europy. Z publikacji wynika, że zespołowi udało się zlokalizować 40 genów decydujących o inteligencji.

Ponadto okazało się, że różnice w poziomie inteligencji badanych ludzi w 45 proc. są uzasadnione genetycznie w przypadku dzieci oraz aż w 80 proc. w przypadku dorosłych. Do swoich wyników zespół z Amsterdamu w głównej mierze dotarł poprzez badania bliźniaków rozdzielonych zaraz po urodzeniu oraz dorosłych i dzieci adoptowanych, tak jak w przypadku Helge i Mariki.

Również psycholog Rainer Riemann z uniwersytetu w Bielefeld potwierdził te badania podobnymi wynikami, zwracając jednakże uwagę, że działanie genów inteligencji nie jest automatyczne. Muszą pojawić się najpierw czynniki środowiskowe, aby do ich włączenia doszło. "U człowieka z pełnym potencjałem genetycznym, zamkniętego w ciemnym pokoju nie rozwinie się żadna inteligencja", twierdzi Riemann.

Ostatnio, podczas rodzinnej uroczystości w Berlinie, Marika wyznała, że gdyby nie Helge, "przenigdy nie zajęłaby się fizyką". Helge przed maturą potrzebował korepetycji. Rodzice nie mieli na nie pieniędzy. Pomyślała, że to ona pomoże bratu...

(*) R.J. Herrnstein, C. Murray: "The Bell Curve. Intelligence and Class Structure in American Life" ("Krzywa Bella. Inteligencja a struktura klasowa w życiu Amerykanów"), 1996.

Janusz L. Wiśniewski

Pani 7/2017

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje