Przejdź na stronę główną Interia.pl

Fabryka piersi

Urokliwe miasteczko Apt do niedawna słynęło ze sprzedaży win i olejków eterycznych niezbędnych do produkcji perfum. Od kilku lat do win i olejków dołączył... krzem.

Droga z Awinionu do miasteczka Apt w Prowansji na długich odcinkach wije się malowniczo na przemian pomiędzy krzakami winorośli i fioletowymi polami lawendy. Na horyzoncie za winnicami majaczą niewysokie góry Luberon. Dwunastotysięczne Apt leży w dolinie, okoliczni mieszkańcy nazywają ją Doliną Krzemową i mówią, że to właśnie tutaj jest ta prawdziwa, a ta w Kalifornii to tylko "malutki krzemowy dołek".

Reklama

W pewnym sensie mają rację. Do małego Apt we francuskim departamencie Vaucluse swoją fabrykę z Paryża przeniosła firma GC Aesthetics, trzeci największy na świecie producent implantów silikonowych. Daje ona zatrudnienie dwustu trzydziestu osobom, z których ponad 70 proc. to kobiety. Zakład pracuje na trzy zmiany i w ciągu jednego roboczego dnia produkuje od tysiąca do tysiąca dwustu sztuk implantów silikonowych w czterystu wariantach.

Każdego dnia pod bramy magazynów podjeżdżają ogromne ciężarówki, odbierając sterylnie zapakowany ładunek, który następnie jest rozsyłany do ponad osiemdziesięciu krajów na świecie. Słysząc "sztuczne piersi", większość ludzi wyświetla sobie automatycznie w głowie zazwyczaj pejoratywne cliché: gwiazdy filmu porno z absurdalnie wielkimi biustami, ekstremalnie wypchane dekolty celebrytek...

W rzeczywistości powiększenie biustu jest najczęstszym zabiegiem w chirurgii plastycznej. W USA w 2015 roku wykonano ponad 280 tys. takich operacji (9-procentowy wzrost w stosunku do roku 2014), w Niemczech tylko ponad 20 tys. Na świecie średnio co roku biust powiększa sobie około 1,7 mln kobiet. Większość za pomocą implantów silikonowych. Ich światowy rynek wart jest obecnie ponad 800 mln dolarów i rośnie około 8 proc. każdego roku.

Z analizy ankiet przeprowadzonych w 2014 roku przez renomowany, niezależny niemiecki instytut socjologiczny GEWIS na reprezentatywnej próbie kobiet wynika, że według ponad 88 proc. z nich powiększone piersi pozytywnie je odmieniły. Mają wyższą samoocenę i czują się pewniej w sytuacjach intymnych z partnerem lub partnerką. Dyrektor fabryki w Apt doskonale zna te badania. Pozostaje także w stałym kontakcie z chirurgami nie tylko we Francji. To od nich wie, że w Europie najczęściej powiększają piersi dwudziestoparolatki ze zbyt małym biustem (ich zdaniem). Mają kompleksy i dążą do zmiany wyglądu.

Druga grupa to kobiety, których piersi zmieniły się drastycznie na niekorzyść po karmieniu, trzecia to pacjentki po pięćdziesiątce, które nie chcą się pogodzić z upływem czasu. Tak zwane celebrytki stanowią zupełnie nieistotną statystycznie grupę klientek.

"Implanty w Apt produkowane są w rozmiarach od 100 do 800 cm3. Około 275 cm3 wystarczy, by z przeciętnego biustu zrobić miseczkę C. To objętościowo niewiele więcej niż zwykła kostka masła z supermarketu", mówi. Z kolei osiemsetki to megaformat dający miseczkę DD. Takie wysyłamy najczęściej do USA, Brazylii i coraz częściej do Rosji. Hala fabryki w Apt przypomina ogromną piekarnię zamkniętą w sali operacyjnej szpitala, a pracujący tam ludzie astronautów w skafandrach. Powietrze tu jest wymieniane dwadzieścia pięć razy na godzinę.

Implant produkuje się podobnie jak piecze pączka. Przygotowuje się zewnętrzne ciasto, a potem szczelnie wypełnia się je, zamiast powidłami, żelem silikonowym przypominającym w dotyku naturalną tkankę piersi. "Pączki" zgodnie z zamówieniami mają różne rozmiary i "piecze" się je w specjalnych piekarnikach. Pięć godzin w temperaturze 140 st. C. Implanty mają najróżniejsze kontury, odpowiadające naturalnemu, łezkowatemu wyglądowi kobiecych piersi. Także różne szerokości podstawy i wysokości skorelowane z obwodem klatki piersiowej.

"Piekarnia" w Apt realizuje wszelkie zamówienia. Tak przygotowane implanty poddaje się ekstremalnym testom wytrzymałości, zgniatając je prasą. Minimalny nacisk to 500 kg. Taki test symuluje nacisk poduszek powietrznych na piersi w trakcie hipotetycznego wypadku samochodowego. A potem wyjmuje się je spod prasy i każdą dokładnie ogląda w powiększeniu. Najmniejsza rysa lub nierówność na powierzchni dyskwalifikuje implant. Wszystkie testy wykonują ludzie przypominający chirurgów operujących w kosmicznych skafandrach na Księżycu. Jedynie tak skrajnie restrykcyjna sterylność zapewnia, że organizm nie rozpozna silikonu jako ciała obcego.

Pakowane w próżni w próżniowe folie są tak czyste jak skalpele chirurgów, do których trafiają na samym końcu swojej drogi. Tuż za betonową bryłą budynku tej niezwykłej fabryki znajduje się rozległy park. Pachnie tam lawendą zmieszaną z jałowcem. Krzem jest bezwonny. Po alejkach parku przechadzają się w trakcie obiadowej przerwy kobiety. Mają małe, średnie, duże i bardzo duże piersi. Albo na odwrót. Zależy, kto na nie patrzy...

Janusz Leon Wiśniewski

PANI 2/2017

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje