Przejdź na stronę główną Interia.pl

Czy światu potrzebny jest orgazm kobiety?

Kobiece orgazmy są obecnie en vogue. Opowiada się o nich w szczegółach na kanapach telewizji śniadaniowej, pisze na blogach, dyskutuje bez skrępowania na Facebooku...

Według renomowanego amerykańskiego Instytutu Kinseya zajmującego się od dziesięcioleci badaniem życia seksualnego ludzi odsetek kobiet, które gotowe są rozstać się ze swoim partnerem z powodu braku orgazmu, z roku na rok wzrasta. W 1991 roku wynosił tylko około 2,2% ankietowanych, obecnie (dane z 2010 r.) sięga ponad 9%. Ze stu przepytanych kobiet dziewięć jest gotowych zerwać związek ze swoim mężczyzną "tylko" dlatego, że nie potrafią osiągnąć z nim orgazmu.

Reklama

Babcie tych kobiet, a może także matki, gdyby się o tym dowiedziały, uznałyby to z pewnością za absurdalną histerię "rozpieszczonych sufrażystek". Sam Alfred Kinsey - może nie. Gdy przygotowywał swoje słynne raporty w 1948 roku dla mężczyzn i w 1953 dla kobiet, był z pewnością tego świadomy, ale danych o orgazmach lub ich braku u kobiet nie opublikował. Prawdopodobnie nie sądził, że te dane są istotne.

Dzisiaj uważałby inaczej. Kobiety chcą przeżywać swoje orgazmy. Większość seksuologów od Uralu po Kalifornię to potwierdza. Kobiece orgazmy są obecnie en vogue. Opowiada się o nich w szczegółach na kanapach telewizji śniadaniowej, pisze na blogach, dyskutuje bez skrępowania na Facebooku, analizuje w kolorowych miesięcznikach. Ale nie ma o czym tak naprawdę dyskutować. Bo cóż takiego nadzwyczajnego wydarza się przy kobiecym orgazmie?

Przyśpiesza puls, wzrasta ciśnienie krwi, oddech staje się krótszy, ale za to częstszy. Łechtaczka powiększa się do maksymalnych rozmiarów (u niektórych kobiet do 2 cm długości), wargi sromowe są opuchnięte, a w pewnych przypadkach ilość wydzieliny w waginie jest porównywalna z objętością ejakulatu mężczyzny. Gdy dochodzi do kulminacji, następuje kilkukrotna kontrakcja waginy, kontrakcja macicy oraz pośladków.

Trwa to przeciętnie dwanaście sekund i potem wszystko w organizmie kobiety wraca do normy. U nielicznych kobiet (około 3,2% ankietowanych) te reakcje się powtarzają (maksymalnie trzykrotnie) w pewnym odstępie czasu (nie dłuższym niż pięć minut) i seksuolodzy określają to terminem orgazmu wielokrotnego.

U mężczyzn czas trwania orgazmu jest krótszy niż dwanaście sekund (nie ma danych o orgazmie wielokrotnym), ale podobnie intensywny. I kobieta, i mężczyzna deklarują, że odczuwają przy tym "rozkosz". Jest to coś, co jednoznacznie odróżnia homo sapiens od innych naczelnych. Póki co panuje potwierdzone badaniami zoologów przekonanie, iż większość zwierząt (z wyjątkiem małp bonobo, makaków oraz szympansów) nie odczuwa orgazmu. Zwierzęta uprawiają seks w najbardziej słusznej sprawie, szczegółowo opisanej przez Darwina: w celu przedłużenia gatunku. Ludzie nie.

Większość aktów seksualnych pomiędzy kobietą i mężczyzną, a odkąd ponad 50 lat temu zsyntetyzowano pigułkę antykoncepcyjną - tym bardziej, służy wyłącznie dostarczeniu przyjemności. Kościół ma z tym problem (przyjemność jako cel zbliżenia stanowi kłopot dla Kościoła katolickiego od wielu wieków do dzisiaj) i kobiety mają z tym problem. Kobiety o wiele większy niż Kościół i dla świata nieporównywalnie ważniejszy.

Według najróżniejszych badań prowadzonych w ostatnim dziesięcioleciu tylko od 8 do 26% kobiet regularnie odczuwa przy seksie orgazm. Około 16% nigdy go nie zaznało. Nieregularnie podczas zbliżeń z mężczyzną ma go tylko około 34% kobiet. Przy masturbacji orgazm, głównie łechtaczkowy, osiąga od 58% do 63% kobiet (według różnych źródeł). Kobiety nie chcą wymasturbowywać swojego orgazmu.

W odróżnieniu od mężczyzn, którzy chcą mieć po prostu wiele orgazmów, kobiety chcą je mieć z mężczyzną, którego kochają. To także wynika z badań naukowców Instytutu Kinseya. Przy czym "miłość" w ich ankietach nazywa się chłodno i niewiążąco "zaangażowaniem emocjonalnym".

Biologów ewolucyjnych, neurobiologów i antropologów trochę dziwi ta nagła pogoń za orgazmem. Kobiecy orgazm ich zdaniem światu jest mało potrzebny. A dla przedłużenia gatunku zupełnie zbędny. Kobiety z orgazmem i bez niego zachodzą - w przybliżeniu - tak samo często w ciążę. To jest zadziwiające, ponieważ genetycznie do orgazmu są przygotowane tak samo jak mężczyźni. Wiadomo to dopiero od 2005 (sic!) roku.

Kobiety posiadają (lub nie) gen(y) orgazmu. W trakcie badań na reprezentatywnej próbie ponad 4000 kobiet obejmującej bliźniaczki jedno- i dwujajowe odkryto, iż zdolność do przeżywania orgazmu jest dziedziczna. W zdecydowanej większości bliźniaczki jednojajowe odczuwały orgazm lub go nie odczuwały podczas zbliżeń. Nie wiadomo wprawdzie, jakie konkretnie geny są za to odpowiedzialne, ale wiadomo, że muszą takie istnieć. Zdolność do orgazmu u kobiet jest więc wbudowana w DNA.

To, że DNA mężczyzn pod tym kątem nikt nie badał, wydaje się wszystkim oczywiste. Tymczasem coraz więcej mężczyzn ma kłopoty ze swoim orgazmem. Nadchodzi przedwcześnie, bo tracą kontrolę nad swoim pożądaniem. Nie może do niego dojść z powodu dysfunkcji erekcji, bo są przepracowani i zestresowani. Nie dochodzi do niego z powodu epizodów priapizmu po nafaszerowaniu się viagrą czy cialisem, bo koniecznie nie chcą zawieść. To mężczyzn bardzo martwi, ponieważ oni pragną orgazmów. Także u swoich kobiet...

PANI 6/2011

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje