Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bóg w lewej półkuli mózgu

To, czy czarny kot sprowadza nieszczęście, zależy głównie od tego, czy jest się człowiekiem, czy myszą…

Według neurobiologów mózgi myszy – najczęściej krojone, szatkowane i miksowane z wszystkimi możliwymi substancjami we wszystkich laboratoriach świata – nie wykazują przy żadnych pomiarach czegokolwiek, co wskazywałoby, że dla myszy trzynasty dzień miesiąca w piątek lub rozbite lusterko oznaczają nieszczęście.

Reklama

Tylko pomruk kota – niekoniecznie czarnego – zapach jego sierści lub jego ekskrementów w klatkach myszy kojarzy się im z niebezpieczeństwem. Rozbijanie luster w piątek trzynastego w klatkach myszy (i takie absurdalne badania przeprowadzano!) nie powodowało zauważalnych reakcji w ich zachowaniach.

Wszystkie badania wskazują na to, że myszy nie wierzą w nieszczęścia. Nie wierzą też w horoskopy lub kominiarza i związane z tym chwytanie guzika oraz pośpieszne wypatrywanie mężczyzny w okularach. I nie wierzą w Boga. Mysz podobnie jak inne naczelne, nienaczelne i wszystko na ziemi – od ameby po goryla – co żyje, nie wykazuje żadnych skłonności ku transcendentalności, czyli wierze w coś naukowo niewytłumaczalnego. Wynika to najpewniej z faktu, że ani ameba, ani mysz, ani też goryl nie znają pojęcia „nauka”.

Zupełnie inaczej niż ludzie, którzy naukę stworzyli. Oni wierzą w przeróżnych bogów, wierzą w horoskopy, wierzą w trzynastki skojarzone z piątkiem. Katolicy trzynastki boją się głównie z powodu Ostatniej Wieczerzy. Judasz, który wydał Pana Jezusa, przybył ostatni , jako ten trzynasty właśnie . Piątku, bo Jezusa ukrzyżowano w piątek oraz Adam i Ewa zjedli zakazane jabłko w piątek; bo potop (ten biblijny) też rozpoczął się w piątek; bo król Francji Filip IV Piękny kazał spędzić wszystkich templariuszy do jednego z ich klasztorów w piątek 13 czerwca 1307 roku i potem spalił ich żywcem.

Ludzie w odróżnieniu od myszy i innych znanych gatunków w całym wszechświecie są transcendentalni, ponieważ nie mogą pogodzić się z istnieniem przypadku. Gdyby nie przypadki nie byłoby prawdopodobnie żadnych świątyń i nie byłoby religii. Niektórzy uważają, że tak byłoby dla wszystkich lepiej. Świat byłby o wiele lepszy i byłoby o wiele mniej wojen i bezsensownego cierpienia.

Nie tak dawno temat ten podniósł do rangi swoistego skandalu brytyjski biolog Richard Dawkins w swojej bestsellerowej książce pt. „Bóg urojony”. Religie wykorzystują fenomen przypadku. Niewytłumaczalny, niemający sensu można zawsze nieracjonalnie połączyć z istnieniem tzw. siły wyższej. I w desperacji zbudować na lęku przed kolejnym przypadkiem przypadkiem niezwykle sugestywną teorię istnienia siły nadprzyrodzonej, np. Boga. Okazuje się, że to, jak bardzo ludzie są skłonni uwierzyć w te teorie, zależy od koncentracji pewnych substancji w określonych obszarach ich mózgów.

Naukowcy w znakomitej większości nie potrafią pogodzić się z magią wiary. Nie znoszą wszelakiej magii, a Bóg nie pasuje im do żadnej teorii. Niewielu z nich godzi się z wprowadzeniem do swoich równań stałej „Boga”. To tak jak gdyby pogodzić się z przegraną i pozostawić furtkę do prawdziwej prawdy komuś innemu. Mało który chce mieć tylko mB2. Wszyscy oni (jak Einstein) chcieliby mieć swoje kolejne słynne mc2.

Póki co Boga nie daje się opisać jednym równaniem i szuka się go wartymi miliony dolarów tomografami w mózgach. We wszystkich możliwych: i tych u myszy, i tych u ateistów, ale przede wszystkim u tych przekonanych i ortodoksyjnie wierzących: muzułmanów, hinduistów, buddystów czy najbliższych nam chrześcijan. Zauważono, że stwierdzenia typu: „Anioły istnieją i dbają o nas…”, prowadzą do bardzo podobnych reakcji we wszystkich mózgach. I u ateistów, i u głęboko wierzących.

Tak uważają, przedstawiając na to niezbite dowody w postaci publikowanych niedawno obrazów swoich analiz metodami fMRI*, neuropsychologowie Sam Harris i Jonas T. Kaplan z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Okazało się, że religijność to nie kwestia wiedzy i świadomości (prawa półkula mózgu). Zauważalnie podwyższoną aktywność u wszystkich badanych wykazywały obszary w lewej półkuli mózgu. I to te bezsprzecznie związane z siedliskami emocji. Niezależnie od tego, czy badana osoba wierzy w anioły, czy ich istnienie z definicji odrzuca. Obydwie grupy przetworzyły informację o aniołach nie jako fakt, ale wyłącznie jako wartościującą interpretację.

U ateistów jako odrzucenie, u wierzących jako nagrodę. Jednocześnie poziom stężenia pobudzającej dopaminy u wierzących zwiększył się, a u ateistów pozostał na tym samym poziomie lub się nawet obniżył. Wierzący zareagowali swoją lewą półkulą mózgu na informację o aniołach jak zakochani, którzy czekali od tygodni na list miłosny, ateiści natomiast jak ktoś, kto znalazł w swojej skrzynce na listy reklamówkę firmy, która od zawsze kusi nieprawdziwymi obietnicami. Mimo to dla jednych i drugich „zaświeciło się na żółto” na obrazie z fMRI w lewej półkuli mózgu, ale to świecenie oznacza zupełnie inne reakcje. Boga – na szczęście – nie można odkryć tomografem…

* fMRI – funkcjonalny magnetyczny rezonans jądrowy; odmiana nieinwazyjnej metody uzyskiwania obrazów odpowiadających przekrojowi przez określoną strukturę ciała żyjącego obiektu, np. ludzki mózg.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje