Zombie w borowinie
Szukam po pracy na przystanek autobusu 138 i przypomniało mi się, że nieopodal tegoż przystanku stało w moim mieście kino Sawa.
Już z nazwy wydedukowali Państwo zapewne, że rzecz działa się w Warszawie. Kino Wars też u nas było, ale po drugiej stronie rzeki. Legendarni kochankowie Wars i Sawa zostali tak rozdzieleni Wisłą. Obu kin już nie ma, bo po co warszawiakom kultura. Tu się i tak pracuje do późnego wieczora z przerwami na sex-lunch.
Na miejscu dawnego kina Sawa postawili nam apartamentowce, czyli mówiąc wprost - blokowisko. Z galerią handlową, czyli drogimi sklepami. Galeria wypieków tam jest i galeria serów. Miasto sztuki. Nadjechało 138. Z okna widziałam, jak ochlapujemy kuriera na rowerze opatulonego w torby i gumowe spodnie. Przypomniało mi się, że w kinie Sawa widziałam film grozy "Duch". Był to klasyczny, upiorny drugorzędny horror. Trupy wstawały z cmentarzysk, a dziewczynkę wessał duch, który grasował w telewizorze.
Lubię chadzać do kina na podłe horrory, lecz Polacy jakoś nigdy ich nie produkują. Dlaczego? Albo komedie romantyczne, albo dramat psychologiczny, albo historyczne rozliczenia. Polskiego "Lśnienia" czy "Piły 6" nie uświadczysz. Może dlatego, że reżyserów i scenarzystów wyręczyliśmy my, dziennikarze. Od paru lat boję się włączyć radio, od ponad dziesięciu nie mam telewizora. Straszą nas tak, że nie wiem, czy dożyję wieku emerytalnego. Zawał murowany, jakieś palpitacje, psychotropy antylękowe po każdym serwisie informacyjnym czy gazetowym artykule.
Do tego 24 godziny na dobę straszy nas sieć. Zastanawiam się, skąd ludzie mają siły i chęć do oglądania komentarzy w internecie. Dawniej horror oglądało się raz na rok w kinie. Półtorej godzinki śmiesznego straszenia, fajnych efektów, zombie moczących się w wannie niczym pacjentka w borowinie, i po wszystkim. Można było po horrorze skoczyć na zapiekankę z pieczarkami. Dziennikarze wyspecjalizowali się w trzech "genrach“ horrorów: horror cielesny, horror ostatnie starcie, horror finansowy.
Cielesne straszą ohydnym zatruciem prowadzącym do zgnilizny naszych ciał. W każdym pawilonie, bazarku, w spożywczaku, u cioci na imieninach, w stołówce przedszkolnej dziecka grasują mikroby, które doprowadzą twoje nerki i wątrobę do rozkładu. Jedząc mięso zatrute hormonami, marchew pełną toksyn, sałatę szkodliwszą od cyjanku, pieczywo spulchnione, trujesz się sama i swoich bliskich. Ile matek dziennie zabija powoli swe dzieci, podając im pierś kurczaka?
Dziennikarz, autor horroru cielesnego, korzystając ze scenariusza podsuniętego mu przez bardziej kreatywnego eksperta, przeważnie pana doktora na usługach firmy produkującej "leki“ naturalne, straszy nie tylko wyłączoną wątrobą, ale cerą rodem z bulwiastych obrazów Arcimbolda. Toksyny krążą w powietrzu niczym gaz bojowy pod Ypres. Pomyśl o kryjówce w apartamentowcu, zanim niefrasobliwie udasz się do galerii pieczywa. Lepiej załóż maskę z lnu, bo kremy do ciała też są pełne konserwantów. Żrą cię od zewnątrz.
Niektórzy ludzie tak trzęsą się ze strachu przed informacjami o potworach czyhających w jedzeniu, że piją tylko czerwoną herbatę. Pewien hinduski lekarz powiedział mi ostatnio, że najzdrowiej jest w ogóle nic nie jeść. "Ostatni raz jadłem dwa tygodnie temu", zdradził. Drzewa żyją fotosyntezą, widzowie współczesnych medialnych horrorów cielesnych żyją anoreksją. Jeśli nie rozłożysz się sama, jedząc na śniadanie bułkę z masłem, to wykończy cię znienacka jakaś pulsująca nieopodal siła. Uważaj, bractwo muzułmańskie zapewne obserwuje właśnie ruch w autobusie nr 138. Ten łysiejący portier w twoim biurowcu regularnie robi zakupy w pawilonie chemicznym.
Teraz terroryści działają tylko z pozoru w pojedynkę. Są zwykle częścią międzynarodowej sieci. Lubisz czytać książki w kawiarni na modnej ulicy? Strzeż się. Bojówkarze lewaccy w kominiarach mogą spałować cię, nawet jeśli racząc się szarlotką, czytasz Władysława Broniewskiego. Wszak poeta ten dźgał bagnetem bolszewików.
Jesteś prężną kobietą biznesu i budujesz willę na krawędzi parku krajobrazowego? Jeśli oglądasz "reportaże", to wiesz przecież, że twoim bliskim grozi porwanie w tak cichej okolicy. Ostateczne starcie może nastąpić podczas horroru łóżkowego. W imię dżihadu grasują zombie, którzy świadomie wykańczają drogą płciową. Módl się, by był to tryper, a nie śmierć w konwulsjach. Jeśliś dziewicą lub impotentem, to zabije cię meteoryt albo stwór z Marsa, na którym życie hula w najlepsze. Nie udało się dziennikarzom nastraszyć państwa truciznami, bronią chemiczną, mafią, militarnym moherem, irańskim ekstremizmem? To doprowadzą was do zawału, strasząc, że jako wypaleni pracą do siedemdziesiątki skończycie, żebrząc na ulicy, a wnuki wasze posiłek szkolny będą miały tylko trzy razy w tygodniu.
Codziennie dziennikarze próbują sączyć ci do ucha o licznych bankructwach, kursie franka, spisku finansistów w szklanym wieżowcu, którzy wywindowali cenę karkówki o dwieście procent. Będzie jak u Reymonta. Tylko ziemię obiecaną zabierać nam będą hordy gwardzistów z Chin. Odkąd dziennikarze wzięli się do pisania horrorów, czytelnictwo spada. Część czytelników po prostu zmarła ze strachu po lekturze gazety. Inni łagodzą lęki używkami. Pozostali w otępieniu grzecznie siedzą na obleganych kozetkach terapeutycznych.
Agata Passent
Twój STYL 2/2012
Artykuł pochodzi z kategorii: Agata Passent
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-












Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli