Dziękuję opatrzności, że mam męża "złotą rączkę" czyli chyba dwa w jednym.
Złota rączka
Ostatnio podczas pewnej domówki przy winie gospodyni obniżyła konspiracyjnie głos i szepnęła mi do ucha: „Widzisz tego faceta w zielonych sztruksach na balkonie?".
„Czy to ten lekko brzuchaty sapiący typ, który ma tak słabą kondycję, że z trzeciego piętra na dół jeździ windą?”, upewniłam się. „Tak, to Marian. Moja złota rączka”.
Zmartwiałam niczym mucha w bursztynie. Koleżanka zawsze sypiała z anorektycznymi androginicznymi typami bez włosów na klacie, bez ramion i tyłka. A tu nagle taki pączuś z piwskiem? „Nie chodzi o seks. Marian jest złotą rączką w sensie dosłownym. Polecam ci. Ostatnio założył mi rolety na pilota. Zdarzało mi się zasnąć po winku w łóżku, nie zasłonić rolet i potem rano, na kacu, miałam za widno. Marian wie o mnie wszystko. Mam nadzieję, że nie wypapla mężowi. Seks pozamałżeński uprawiam z ogrodnikiem, ale tylko raz w roku, w maju, gdy przycinam gałęzie. Muszę z tym skończyć zresztą, bo ogrodnik strasznie się posunął przez ostatni rok. Pewnie przez te powodzie i susze”.
Jakie kobiece sekrety zna Marian złota rączka? Otóż zrobił koleżance tajny schowek w pewnym meblu. Na kluczyk. Tam koleżanka trzyma biżuterię schowaną przed mężem. Kupuje ją sobie sama, bo mniej więcej trzy lata od fali pierwszego łóżkowego szaleństwa luby przestał kupować jej biżuterię. Wiadomo.
Ona nie wymaga od niego świecidełek, w sumie skąpy nie jest, rachunki płaci, wakacje też. Dlatego sama sobie kupuje. Mają wspólny rachunek, ona ma drugi własny rachunek, a oprócz tego jeszcze trzeci, taki nieformalny. Z kartą kredytową. Z niego kupuje sobie wszystko to, co lubego wyprowadziłoby z równowagi. Płaszcz za tysiąc euro. Artdekowska broszka. Zegarek busola nie wiadomo po co. Bransoletki, kolczyki. Luby i tak nie zauważa, co ma w uszach.
Aparatu Leica schować nie mogła, musiała się przyznać. Awantura była, mimo że kupiła za swoje pieniądze. A jak on sobie sprawił motorówkę, z której korzysta dwa razy w roku, to ona siedziała cicho. Dobrze jest mieć coś własnego, z czego nie musi się spowiadać. Poza tym jakby nie daj Boże coś ich rozdzieliło, to świecidełka zostaną na pewno z nią. W przyszłości może córce zapisze?
Architekci wnętrz też wiedzą o kobietach niepokojąco dużo. Czy łóżko zamawiamy wąskie, czy szerokie? Czy ogląda pani filmy w sypialni? Czy mamy robić drugą umywalkę dla niego? Nie? Może na później. Partnerki architektów to na pewno kobiety bardzo silne, pewne swej wartości. Wszak ich mężowie spędzają z klientkami wiele godzin, rozmawiając o przyszłości. Jakie zasłony do sypialni? Czy w gabinecie woli pani siedzieć na fotelu kręconym? Będzie pani za chłodno w ręce, jeśli zrobi pani sobie szklane biurko. Na pewno tylko dwa pokoje dziecięce? Wszystko może się zdarzyć...
Kobiety są na co dzień tak umęczone pracą, studiami, rodziną, walką z przeciwnościami losu, że architekt, który słucha ich potrzeb, jest czuły na sprawy związane z estetyką, odróżnia amarant od różu, jeździ z nimi do marketów budowlanych, wyręcza w rozmowach z nietrzeźwymi podwykonawcami – nagle ten architekt urasta do rangi rycerza na białym koniu. Spełnia zachcianki.
Zamrażarka na dole zamiast na górze. Czy nie zechciałaby pani sypiać przy otwartym balkonie? Proponuję pani moskitierę. Z architektem można się w dodatku niebywale zżyć, gdyż budowy ciągną się miesiącami. Znam to z autopsji. Kiedy remont mojego mieszkania po roku wreszcie się skończył i architekt przyszedł na odbiór, nie mogłam uwierzyć, że to nasze ostatnie spotkanie. W laptopie miałam prawie sto maili naszej korespondencji z minionego roku. Znamy wspólnie każdy milimetr tego mieszkania, bywaliśmy tu właściwie zawsze razem. I co? I co będzie ze mną? On tak po prostu skończył zlecenie i wraca na jedną z kilkunastu innych budów? Teraz, gdy pierwsze zauroczenie przeobraziło się w przywiązanie? Architekt nie zamieszka z nami?
Dzwoni jego komórka. Słyszę kobiecy głos. Żona? Nie, gorzej. Inna klientka. „Tak, pani Paulino. Za jakieś pół godziny podjadę, bo kończę spotkanie na budowie“. Architekt wnętrz wie o twojej dziewczynie bardzo dużo, choć ona jest dla niego tylko budową.
Najgroźniejsi są oczywiście mecenasi. Jeśli chcesz poznać tajemnice kochanki, prześpij się najpierw z jej mecenasem. Czy uwzględniła cię w testamencie? Czy ma lewe interesy? Informatyk też jest kopalnią tajemnic. Mam koleżankę, która regularnie czyści domowy komputer, bo nie chce, aby chłopak widział, że zdarza jej się często serfować po serwisach randkowych. Złota rączka, architekt i mecenas są gorsi niż ginekolog. Ginekolog zna twoją dziewczynę na wylot, ale nie wie, jakie plany chodzą jej po głowie. Czy była karana za posiadanie dragów? Czy planuje przenieść firmę na Cypr? Czy kupiła kawalerkę na mieście? A może utrzymuje jakiegoś biednego artystę w Paryżu? To nie przypadek, że wiele pań zleca robotę panom, a nie paniom. Teoretycznie złota rączka mógłby być kobietką z wiertarą, mecenas – mecenaską, a architekt – architektką.
Jednak kobiety marzą o mężczyźnie opiekuńczym. O rycerzu spełniającym zachcianki. Jeden mąż nie nadąży za tymi potrzebami. Panie po prostu muszą zatrudniać pomoc domową. Minimum trzy różne umowy-zlecenia w roku. Czasami bardzo stałe zlecenia.
Agata Passent
Twój STYL 9/2010
Artykuł pochodzi z kategorii: Agata Passent
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
ostatnio nachodzi mnie refleksja, czy nie warto by bylo... więcej
Reklama
Wasze komentarze (1)
-
13.09.2010 (21:04)Złota rączka to obecnie rarytas. Większość fachowców wyjechało do Irlandii lub Anglii, w kraju pozostały niedobitki.
Dziękuję opatrzności, że mam męża "złotą rączkę" czyli chyba dwa w jednym. -













Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli