Pełna nadziei, z dyplomem licencjackim w podróżnej torbie, zmierzasz na podbój warszawki. Na razie musisz opuścić swe kochane rodzinne Jasło, ale wrócisz tu pochwalić się dyplomem magisterskim i pierwszą premią, którą nowoczesny lider, twój pierwszy szef, wypłaci ci przed Bożym Narodzeniem.
Szef na pewno nie będzie jakimś drętwym krawaciarzem, tylko kosmopolitycznym wyluzowanym menedżerem w efektownie rozwianym fularze. Premię oddasz triumfalnie rodzicom - przecież złożyli się na twój pierwszy tablet i hojny abonament telefoniczny. Babcia dała ci megakieszonkowe.
Na czym babunia kochana oszczędza? Światło włącza już tylko w kuchni, bo prąd za drogi. Codziennie po 22 będziesz mogła dzwonić do tatusia i babci i opowiadać, jak wygląda życie w szklanym city, jak do pracy można przychodzić tylko w manikiurze typu "french“, bo obowiązuje dreskod. Jak musiałaś sama farbę na włosy nałożyć, bo tutaj balejaż jest wyśmiewany.
W autobusie po raz dziesiąty googlujesz na mapie miejsce, w którym wynajęłaś pokój. Ależ to ułatwienie taka nawigacja, super. Na razie tyko pokój, ale jak tylko zarobisz parę pierwszych pensji, wynajmiesz własne gniazdo. W melinie z jakimiś podejrzanymi miastowymi blokersami mieszkać nie zamierzasz. Pochodzisz z dobrej rodziny, żadne hipisowskie numery w komunie nie wchodzą w grę. W końcu masz już licencjat, znasz angielski, miałaś dobre stopnie na maturze.
Masz nadzieję, że zamieszkasz jak serialowa Magda M. Nie za duży przytulny kącik z widokiem na banki, kafejki, tętniące modną muzą kluby. Bez ogrodu, ale z balkonem, na którym posadzisz tuję. Na pewno pierwsze miesiące będą trudne, ale przecież Warszawa pełna jest ludzi takich jak ty przyjezdnych i oni się wspierają. Nie masz teraz głowy do chłopaków, ale gdzieś tam masz taką pewność, że znajdzie się poważny facet, opiekuńczy, wierny i hojny. A kuku! Na miejscu okazuje się, że sytuacja jest jakaś... nie halo.
W serialach nie pokazali okolic dworca autobusowego. Wykopy, rozkopy, tory tramwajowe nie istnieją? Nikt nie wie, jak dotrzeć do twojego pokoiku. Znają tylko własne trasy, a poza tym każdy mówi, że nie jest stąd. Potem jest już tylko gorzej. Szef nie daje premii. Szefa w ogóle nie ma. Pracy w szklanym biurze nie ma. Okazuje się, że licencjat to za mało. Magisterkę robisz, ale już wiesz, że to też będzie nie dość. Okazuje się, że dyplom to ma każdy, ale co z tego. Praktykę trzeba mieć.
Angielski znasz i tabelki w Excelu? Kochaniutka, to za mało. Chociaż hiszpański albo francuski by się przydał. A najlepiej chiński. Jeden miesiąc, drugi miesiąc nie ma pracy w szklanym city. Może staż? Marzysz przecież o karierze w mediach. Udało się, dali staż. Staż bezpłatny? Już piąty miesiąc biegasz po konferencjach, zgrywasz wypowiedzi od znanych warszawiaków, łał, poznałaś dzięki temu Korę i jej pieska! Taka ambitna stażystka, każde zadanie wykonane, a etatu nie ma? Nawet umowy śmieciowej?
Mają innych chętnych stażystów za darmo na twoje miejsce. Jest praca w cukierni. Na siódmą rano trzeba być, a wieczorem można dorobić jako bejbisiterka w Miasteczku Wilanów. Jednak wylądowałaś w czymś, co nazywałaś komuną. Jedna stara lodówka, a w niej jedna własna półka. Lepsze rzeczy do jedzenia wolisz zjeść po drodze ze sklepu, bo inaczej koledzy współlokatorzy po piwku mają taki zwyczaj, że czyszczą lodówkę z twoich przysmaków. Do klubów bramkarze ich nie wpuszczają, bo albo są za mało gejami, albo za mało hipsterami, więc co wieczór trwa impreza u was w komunie.
Zasnąć nie dajesz rady. Koleżanka współlokatorka jest aktorką z Sieradza. Na razie zagrała w jednej radiowej reklamie auta Škoda. Kolega z drugiego pokoju wrócił z Irlandii i pracuje jako kelner w nocnym barze. Dnie spędza na podrywaniu zamożnych mężatek, które stawiają mu kawy smakowe. Na studiach harujesz, ile wlezie, ale angielski jednak oblałaś, literaturę też. Stopnie masz słabe, nie ma czym się chwalić rodzicom. Na wydziale dobrze wiedzie się tylko tym, którzy już wszystko umieli wcześniej. Nadziani rodzice kupowali im korepetycje.
Magda ma superrobotę jako menedżerka siłowni. No tak, ale ona od dziecka trenowała bieganie. A ciebie rodzice nie zmuszali do biegania czy siatkówki. Zmuszali do chodzenia co niedziela do kościoła, ale tu w kościele jeszcze nikt pracy ci nie zaproponował. Sadystyczny profesor oczekuje, że czytałaś już chociaż jedną książkę Thomasa Bernharda. W liceum czytałaś tylko lektury, żadnego Bernharda tam nie było i to wystarczało przecież. Teraz trafiasz u tegoż pisarza na taki fragment: "Młodzi ludzie wyruszają do stolicy i w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu giną w miejscu, z którym łączyli wszelkie nadzieje, giną z powodu obmierzłości społeczeństwa, jego bezwzględności, własnej natury, która najczęściej nie dorosła do ludożerczej metropolii Wiednia".
Czy to kwestia twojej natury rzeczywiście? Przecież jesteś pracowita, pilna. Nie, ty nie masz narzędzi do walki z ludożerką. Koleżanka dostała pracę w firmie spedycyjnej, bo znała francuski, a ty? Gdzie twoja maczuga? Rodzice uwierzyli, że szkoła i matura wystarczą, by córka dała sobie radę.
Uganiasz się za Warszawą, a ona ucieka. Czy złamiesz się i wrócisz do domu, czy w końcu znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że młoda, uczciwa, ambitna dziewczyna z dyplomem ma prawo dostać szansę. Że jej potencjał to nie jest za mało.
Agata Passent
Twój STYL 12/2011
Wasze artykuły
Dziesięć męskich grzechów głównych
Wynotowałam sobie na kartce, to, czego nie lubię oglądać na polskiej ulicy w męskim wydaniu i przypadkiem wyszła mi okrągła liczba. więcej
Piękna i bestia
W pułapce własnych myśli