Przejdź na stronę główną Interia.pl

Słodka Francja

Pewna Kobieta zaprosiła mnie do Francji. Mój wyjazd był wynikiem burzy hormonalnej, która niczym tornado porwała nas oboje w siną dal. Pierwsze dwa tygodnie nie wychodziliśmy z domu.

Świat zewnętrzny wpełzał do nas jedynie wąskimi szczelinami okiennic chroniących nasz dom przed południowymi upałami. Pewna Kobieta mieszkała na południu słodkiej Francji wśród pinii, jaszczurek i romańskich klasztorów cysterskich. Nasza znajomość zacieśniała się w rytm koncertujących świerszczy i sporadycznie mijających nasz dom aut, których cienie przesuwały się po suficie. Według psychologów po miesiącu związku mija hormonalne zaczadzenie, co potwierdzam niniejszym. Wypadało wyjść na miasto, na pocztę, do pracy. Na razie za wcześnie na poznawanie rodziny. Na poczcie przede mną w kolejce mężczyzna z wózkiem wypełnionym dwojaczkami. W piekarni, prócz codziennego "bonjour monsieur", codziennie podłogę froteruje raczkujący następca klanu piekarskiego. Za moją pierwszą francuską pensję zapraszam Pewną Kobietę do restauracji na zupę rybną, królika, sorbety. Przy stoliku obok siedzi młode małżeństwo z dwójką dzieci, które biegając, wciąż walą w moje krzesło. Przy drugim stoliku dziatwa nie chce jeść jagnięciny, dostają jambon et frites, ale tym też plują. Czy może być coś mniej romantycznego dla cudnej pary, jaką wszak stanowimy, niż patrzenie na młode małżeństwa obwieszone pieluchami, słoikami i wrzeszczącymi bachorami? "Dziś twoja kolej na usypianie, ja jeszcze zostanę na kawę", rozkazuje mężowi francuska mamusia. - Czy mi się wydaje, czy tu we Francji jest sporo dzieci? - Och tak, kochany, nie wiedziałeś, Francja to babyland. Właśnie dzwoniła moja przyjaciółka Margot, zaprosiłam ją do nas na niedzielę, mam nadzieję, że nie masz planów. Cóż, przyszedł czas na poznawanie przyjaciół. - Ach, to ty, słyszałam że twój francuski na razie pozostawia wiele do życzenia - wita mnie Margot z papierosem w ustach.

W brzuchu zaś z dzieciątkiem

Reklama

Za Margot paraduje mąż w czerwonych szortach. Za mężem biegnie dziecko. Za dzieckiem dziecko. Zaraz, chwileczkę. Państwo Znajomostwo mają trójkę dzieci i czwarte w drodze? - Nie mogę odróżnić tych dzieci - szepczę w kuchni do Pewnej Kobiety. Czuję, że popełnię jakieś faux pas. Margot ubiera je tak samo, to dlatego. Nie chce robić im przykrości, woli, żeby nie było kłótni o ubranka. Za tydzień Pewna Kobieta zabiera mnie do znajomych. To para mężczyzn, mieszkają w pięknym domu wśród winnic, ale tylko latem i w weekendy. Prawie co piątek przyjeżdżają tu porannym TGV z Paryża, wyrywają się z banku. Zapraszają nas na basen, kochanie, cudownie, bo upały męczą mnie, wiesz przecież. - Po drodze zatrzymamy się przed sklepem kupić im jakiś drobiazg, dobrze? - prosi Pewna Kobieta. - Co robisz? - pytam, gdyż zatrzymujemy się przed sklepem z zabawkami. - Kupuję coś dla Amelii. - A kto to? - To ich córeczka. O Boże, jakim jestem konserwatystą i homofobem, no tak, nie pomyślałem nawet, że gej nie musi wszak rezygnować z cudu ojcostwa. - Oni obaj zawsze pragnęli realizować się nie tylko w pracy, ale w życiu rodzinnym - tłumaczy mi Pewna Kobieta, wybierając najfajniejsze kolorowanki z piratami i Hello Kitty. - Za kilka dni jedziemy z Pascalem na trzy tygodnie do Chin. Naszą małą zajmie się jej mama - mówi Albert, wyjmując plastikowy talerzyk na kolację dla córeczki. - Amelia zje wcześniej, a potem, wybaczcie, położę ją i usiądziemy sobie do stołu już tylko w gronie dorosłych. Korzystajcie z basenu! Ręczniki leżą pod bambusami. Podczas kolacji nie mogłem wytrzymać i spytałem, kim jest mama Amelii. - To moja ukochana przyjaciółka Michelle! Znamy się sto lat, tańczyliśmy razem w szkole w balecie. Mieszka ze swą partnerką w Paryżu, ale wiesz, jej ukochana jest dużo starsza, poza tym nie chciała mieć dzieci, więc umówiliśmy się z Michelle, że urodzimy Amelię i będziemy wychowywać ją wspólnie. - Jak to wspólnie? - Dwa tygodnie Amelia jest u nas, a dwa tygodnie u mamuś. "Jasne", pomyślałem.

To nawet niegłupi system

Rodzice mają czas odpocząć od dziecka, nacieszyć się sobą. A dziecko ma nie dwójkę, ale od razu czwórkę rodziców. Podobno dzieci uwielbiają duże rodzinki. - Amelia w wieku pięciu lat pływa lepiej niż ja - powiedziałem, dolewając sobie rose. - O tak, ma dryg do sportu, ale ma kłopoty ze skupianiem się. Dlatego zapisaliśmy ją na naukę fortepianu - tłumaczy jeden z tatusiów. - Ma prześliczną sukienkę, do tego ten kapelusz! Jak robicie z ubraniami? Kto ją ubiera? - pyta się Pewna Kobieta, głaszcząc Amelię włosach. - Amelia ma dwie szafy. Wszak nie będzie przemieszczać się z jednego domu do drugiego z walizką! Jedna szafa u nas, druga u mamy. Mamy różne gusty. Ja zawsze wybieram sukienki, a jej mama spodnie. Do domu wracamy późną nocą. Świerszcze koncertują. Słodka Francja. Tradycja jest tu najważniejsza. - Ile chcesz mieć dzieci? - pyta mnie Pewna Kobieta przed zaśnięciem. - O Boże, nie zastanawiałem się nad tym. Jeszcze nie nacieszyłem się tobą, może jestem już za stary i nie mogę, wiesz, że płodność spada. - Ach, to nic nie szkodzi. Mogę umówić się jakoś z Pascalem i coś zaaranżować. - Zaaranżować? Przed oczami stają mi setki obrazów renesansowych ze sceną Zwiastowania. Oglądaliśmy je z Pewną Kobietą wspólnie na wystawie. Klękające anioły z białymi liliami. Matka Boska z dłońmi skrzyżowanymi na piersiach. - Francuzi kochają dzieci, to babyland. Są tacy przywiązani do wartości rodzinnych. Tu nikt nie romansuje, Francja to kraj seryjnych monogamistów - tłumaczy mi Pewna Kobieta, zasypiając.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje