Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pasożytka

Pasożytka lubi sobie dogadzać, jest znawczynią kuchni gourmet, choć nic w życiu nie ugotowała. Podczepia się pod ludzi znanych i zamożnych. Ich hojność kupuje podziwem, lawiną komplementów, baranim zapatrzeniem.

Parę dni temu siedziałam w jednej z warszawskich kawiarni, oczekując na pewną wydawczynię, i napawałam się dymem z papierosów osób siedzących po sąsiedzku. Nie palę, ale w odróżnieniu od prezydenta Billa Clintona lubię się pozaciągać. W ciągu miesiąca jak sobie tak pooddycham dymem z papierosów, fajek, cygar znajomych i obcych, to oszczędzam na akcyzie, pod paznokciami nie gromadzi mi się nieświeży zapach, a czuję to sympatyczne zamroczenie nikotynowe. No więc siedzę sobie w kawiarni, a po sąsiedzku dwie pary hetero w wieku mniej więcej dwudziestu lat. Ubrane od stóp do głów w Pradę, Miu Miu, Dolce&Gabbana – nic oryginalnego, zwariowanego, ani pół kierpca góralskiego, kamizelki na drutach czy busoli po dziadku. Ciuchy nowe, jakby rodem od stylisty serialu amerykańskiego. Doszła do nich piąta przyjaciółka, oazówka w wersji new age – wszystko hindusko-afrykańskie łącznie z koralikami i chustą z india shopu.

Reklama

Konwersacja dotyczyła marcowych wyjazdów na deskę. „Do Szwajcarii nie, będzie gorsze jedzenie, pojedźcie z nami do Włoch, tam jest pyszne żarełko i więcej słońca“, jedna para przekonywała drugą, na oazówkę nie bacząc. Jest pewien typ rozmówców, który siedząc w dużym gronie, konsekwentnie zwraca się tylko do jednej czy góra dwóch osób. Ci „świetni“ dwudziestoletni studenci prócz omawiania wyjazdu do Włoch palili marlboro i pili szampana. Naprawdę. Szampana w knajpie o 13. Cudownie jest być dorosłym japiszonem na koszt rodziców.

Zastanawiałam się, czy oazówce uda się wkręcić na ten wyjazd. Jeżeli była pasożytką – na pewno. Kim jest osoba, która chętnie będzie na utrzymaniu, ale sama nie da ani grosza i nigdy się nie odwdzięczy, a zdemaskowana po prostu się zmyje, przeskakując na inny organizm? Prawie zawsze singielką – panienką, rozwódką, ukrytą w szafie lesbijką. Nigdy nie zaprasza do siebie do domu na imprezę, kolację, drinki, a nawet herbatkę. Zwykle mieszka z dala od centrum, dzięki czemu unika niezapowiedzianych nalotów imprezowych, które przeżywamy my wszyscy – mieszkańcy centrum. Przyjaciele po kinie, teatrze, pierwszym barowym kielonku, podczas spaceru do metra, autobusu lub taksówki nagle przypominają sobie, że mieszkamy tuż za rogiem. I bum. Domofon. Za drzwiami znajomi z winem z lokalnej stacji benzynowej, ale za to w iPodzie moc nowych propozycji muzycznych. Dawaj kompa, porobię ci zrzuty. I wieczór toczy się wesoło, bo gospodarze znajdują w lodówce parę piw, na szybko miksują humus, podają pyszne serki.

Pasożytka mieszka na ciemnym osiedlu, na które dojeżdża tylko jedna linia autobusu. Na koszty imprezy nigdy się nie narazi i w ogóle nie trzyma nic w lodówce poza pomidorem i pumperniklem. Nie musi. Ona jada na mieście. Rano pod pretekstem braku drobnych kawę z automatu na korytarzu stawia jej kolega z roku. Jeśli pasożytka gdzieś pracuje (najwyżej na 1/16 etatu), podpija kawę i mleko innych pracowników.

Pasożytka wcale nie jest wychudzoną szczapą. Wprost przeciwnie, lubi sobie dogodzić i jest znawczynią kuchni gourmet, choć w życiu nic nie ugotowała. Podczepia się pod ludzi zaradnych, znanych, zamożnych. Ich hojność kupuje nieposkromionym podziwem, lawiną egzaltowanych komplementów i baranim zapatrzeniem. „To ty powinnaś szkolić tych menedżerów z Francji, a nie jeździć na szkolenia. Czy oni widzieli twoją fabrykę w Pszczynie?“. Ponieważ pasożytka nie marnuje czasu na pracę, wychowanie bachorków czy sport, ma dużo czasu na rozwój własny. Czyta potwornie ambitne książki, z których czerpie bogate słownictwo, by czynić swe komplementy kwiecistymi oraz by zadziwić przyjaciół artystów nieoczekiwanie zaskakującą paralelą, np. „Wczesne prace Cindy Sherman wpisują się właściwie w działalność Łodzi Kaliskiej“.

Pasożytka zaproszona na czyjeś urodziny albo przynosi gadżety służbowe, ja np. dostałam ostatnio od takiej osoby firmowy ręcznik, albo odkleja i przepakowuje w inny papier dodatki do gazet, np. plastikowe korale z „Pani wnętrza“ czy innego „Pana domu“. Sama takich nie włoży. Ma zegarek Cartier, pierścień z rubinem z desy i prawe nową torebunię Furli z e-bayu. Do tego trzy czarne stroje, które nosi w kółko, ale nikt się nie orientuje, że w kółko, gdyż czarny ogólnie zlewa się w coś szykownego. Trzy drogie dodatki powodują, iż na salonach towarzystwo ma ją za bratnią duszę i nikt nie podejrzewa, że jest wyzyskiwany.

Pasożytka przeważnie nie ma stałego partnera, bo ten szybko by ją zdemaskował, poza tym musiałaby przestać kochać tylko siebie i swe wygodne życie. Jak długo trwa żywot pasożytki? Otóż okaz taki może dożyć wieku emerytalnego. Wtedy uda jej się zapaść na jakąś mało straszną chorobę, która gwarantuje rentę, bądź pozna właścicielkę domu spokojnej starości na Florydzie czy w Konstancinie i za wikt i opierunek urządzać tam będzie spotkania autorskie ze znanymi osobami. Tym parom z kawiarni nie zdążyłam przekazać mego ostrzeżenia przed oazówką, którą w mig rozszyfrowałam jako pasożytkę. Ale może czytają teraz w samolocie do Włoch mój felieton i będą się mieli przez resztę pobytu na baczności.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje