Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ostatnia słodka idiotka

Kobiety bezradnej i dryfującej w odmętach nowoczesności trzeba dziś szukać jak igły w stogu siana. W dodatku głupiej i naiwnej. Dlatego jeśli się jakaś nieboraczka trafi, to celebruję ją z konfetti, balonami i hurraoptymizmem porównywalnym z wiecem, jaki zorganizował sztab premierki Szydło z okazji debaty.

 

Reklama

Spieszmy się celebrować stereotypy, tak szybko odchodzą. Ta wyborcza "debata" miała miejsce ze trzy miesiące temu, więc pewnie już nikt jej nie pamięta, ale ogólnie brakowało tylko, aby w holu gmachu TVP na Woronicza premierkę podrzucano niczym zwycięzcę rajdu Paryż-Grójec. Z podobnie sztuczną werwą jak młodzieżówka i jej szefostwo ze sztabu PiS zareagowałam na opowieść przyjaciela, mechanika samochodowego. Otóż do warsztatu dociągnięto mu na linie hondę ze skasowanym przodem. "Jak to się stało?", spytał pana Boba Holowniczego mój znajomy. "Przyjechałem zgarnąć znajomą, która zadzwoniła w panice, że dymi jej chłodnica. Z autopomocy skorzystać nie mogła, bo ma wykupione tylko OC. «Po co mi autopomoc, ja bardzo ostrożnie jeżdżę, nigdy nie miałam wypadku. Raz złapałam gumę, ale przyjechał po mnie mąż, ale teraz męża nie mam i nie chcę mieć już nigdy», tłumaczyła znajoma.

Stała z koleżanką na poboczu, koleżanka przywiozła jej gorącą kawę i muffinkę zamiast kamizelki odblaskowej. Maska auta otwarta, aż się z niej dymiło. Zaczepiłem auto na hol, ruszam... a tu nagle łup! Jak we mnie z tyłu nie wjechała, jak mnie na bok nie szarpnęło, zahamowałem gwałtownie, bo jeszcze bym do rowu spadł i gościa obok zepchnął. Co się stało? Wychodzę. Biegnę panie ratować. Zaglądam przez szybę, a one... obie siedzą na tylnym siedzeniu, chusteczkami wycierają rozlaną po sukienkach kawę i chichrają się histerycznie. «No, usiadłyśmy z tyłu, bo przecież ty nas miałeś ciągnąć». No jasne. Moja wina. Usiadły sobie jak w kinie, brakowało im tylko popcornu i tylnej projekcji".

Przyznam, że uśmiałam się z tej opowieści do łez. WRESZCIE jakieś kobiety idiotki na horyzoncie. Wreszcie jakieś kobiety w potrzebie. Wreszcie jakiś rycerz z liną holowniczą i twardym, wielkim hakiem pochylił się nad zacofanymi w rozwoju istotkami. "Zapamiętaj sobie, kochana, tę opowieść, bo to może być już taka ostatnia", pomyślałam. Nie znam żadnej niezaradnej życiowo kobiety. Nie znam żadnej kobiety, która dziś porzucona, jutro nie stanęłaby na nogi i lekko pochlipując, nie stawiłaby się w robocie. Nie znam żadnej kobiety, która dobrowolnie nie pracuje. Jeśli nie pracuje, tzn. że jest śmiertelnie chora albo w wyniku zaburzenia umysłowego wyszła za despotę, który do pracy ją zniechęcił, albo tak intensywnie działa społecznie, że pracę porzuciła. Kanclerka Niemiec jest kobietą, premierek w Polsce mieliśmy już kilka.

Gdy ostatnio mecz Legii zabezpieczała policja konna, to wśród policji było mnóstwo atrakcyjnych pań z pałami, tarczami i żółwimi nakolannikami, a w marszach faszystów zwanych patriotami dziewczęta kryją mejkap pod kominiarkami. Gdy prawicowe rządy przywrócą karę śmierci, to o stanowisko kata na pewno ubiegać się będzie wiele pań katyń. Pań katowiczek, pań kacic? Ostatnim bastionem, w którym można podziwiać stereotypowy obraz kobiety, jest muzeum. Ale tylko muzeum, bo już np. w teatrze Ofelia jest noszącą legginsy joginką słuchającą muzyki afromistycznej, proponującą Hamletowi seks za pieniądze. W Muzeum Narodowym na wystawie Mistrzowie pastelu wpatrywałam się w sportretowane przez mistrzów kobiety. Wszystkie matki siedziały z dzieckiem u piersi.

Żadna matka nie gra tu np. z nastoletnim synalkiem w karty, nie płynie z córeczką łódką. Mężczyźni byli na koniu, na roli - często w akcji. Matki przeważnie karmiły lub też patrzyły w dal. Dziś naprawdę trudno ucapić siedzącą nieruchomo matkę z dzieckiem. Karmienie było najmniej istotne w mojej relacji z matką. Posiłki były przyczynkiem do życia towarzyskiego. Kto by portretował moją matkę z dzieckiem, musiałby ją namalować wiozącą mnie na turniej albo przesuwającą się ze mną u boku do swojej pracy. Do radia, do biblioteki, do banku. Dzieci dziś uczestniczą w aktywnym życiu matki i Wyspiański musiałby się nagonić, by takie macierzyństwo uchwycić.

Macierzyństwo bywa dziś relacją prezeska-stażystka, bo przecież są firmy rodzinne, w których mama zarządza, a córka zaczyna od skanowania faktur. Ostatnio widziałam, jak trenuje florecistka, a poza matą raczkuje jej córeczka. Mój ojciec, który prowadzi program w radiu, opowiada, że często do studia przychodzą ekspertki z dziećmi i podczas audycji dzieci w fotelikach śpią za szybą reżyserki. Niedługo słodką idiotkę albo kobietę siedzącą w domu dłużej niż trzy godziny za jednym zamachem (by powstał dobry pastel, trzeba co najmniej tyle czasu!) będzie można spotkać tylko w muzeum.

Twój STYL 1/2016

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje