Przejdź na stronę główną Interia.pl

Z radością będziemy gościć...

Moje rozważania dedykuję wszystkim matkom panien i panów młodych. Wszak to one są zazwyczaj cichymi bohaterkami dnia.

Od nich zależy sprawny przebieg ceremonii. To na nie spadają wszystkie większe i mniejsze problemy organizacyjne.

Świadomi obowiązków

Reklama

Zajmuję się przede wszystkim kuchnią, więc moja rola powinna się ograniczać do pewnych sugestii dotyczących menu weselnego oraz trudnej sztuki rozsadzania gości. Pozwolę sobie jednak na parę uwag o charakterze ogólnym.

Ślub to bardzo ważna uroczystość. Nie powtarza się jak imieniny, urodziny czy inne rocznice, ale ma znaczenie szczególne, bardzo intymne, a zarazem społeczne. O tym, jak ma wyglądać, powinni decydować sami narzeczeni. Jeśli chcą się pobrać tylko w asyście świadków i najbliższej rodziny, to mają do tego prawo. Jeżeli natomiast chcą zaprosić większe grono, to muszą się liczyć z pewnymi regułami, które rządzą życiem publicznym.

Tego dnia to oni są gospodarzami i spoczywają na nich różne obowiązki. Nie da się w takiej sytuacji uniknąć zamieszania i wysiłku. Mój ślub cywilny odbył się w Polsce, a kościelny we Florencji. Krótki okres między cichym, rodzinnym ślubem w Warszawie a dużą uroczystością we Florencji pamiętam jako bardzo męczący czas w moim życiu.

Zostaliśmy oboje z mężem porwani w wir obowiązków organizacyjnych. Wysyłaliśmy zaproszenia oraz pisemne podziękowania za prezenty. A ja z matką odbywałam niekończące się spotkania dotyczące wyboru sukni ślubnej, cateringu, kwiatów itd.

Jest na tej drodze kilka raf, które trzeba ominąć. Przede wszystkim: istnieje zasadnicza różnica między zawiadomieniem o ślubie a zaproszeniem na wesele. Pierwsze, zwane po francusku "faire-part", jest zaproszeniem do wzięcia udziału w ceremonii ślubnej (religijnej lub cywilnej) i NIE JEST automatycznie zaproszeniem na wesele. Oznacza to, że jeżeli wasza znajoma/znajomy bierze ślub w Polsce czy w jakimkolwiek innym zakątku świata, a wy dostaniecie tylko zawiadomienie, to możecie się tam wybrać (świątynie oraz urzędy stanu cywilnego są miejscami publicznymi), ale nie możecie wymagać, żeby was potem zaproszono na wesele.

Mnie się to zdarzyło: pewna osoba, której nie znałam zbyt dobrze i wcale nie była mi bliska, przyjechała ponad tysiąc kilometrów do Florencji, bo dostała "faire-part", a potem chciała uczestniczyć w obiedzie weselnym przeznaczonym wyłącznie dla członków rodziny.

Tradycje rodzinne

Jak wszystkie inne przyjęcia najlepiej urządzić je według ponadczasowych zasad prostoty i elegancji. Obiad w gronie rodzinnym powinna rozpoczynać przystawka. Ciepła lub zimna, nigdy jedna i druga. Po przystawce podaje się pierwsze danie, a następnie danie główne z warzywami i deser. I koniec. Najgorszą rzeczą pod słońcem jest niekończąca się biesiada z niezliczoną ilością toastów. Ustalając menu, kierujemy się złotą zasadą sezonowości. Jeśli urządzamy przyjęcie w domu i sami przygotowujemy dania, warto trzymać się potraw, o których wiadomo, że nam wychodzą. Lepiej nie próbować zaskakiwać gości nowymi, nieznanymi i egzotycznymi kompozycjami. Bezpieczniej zaufać tradycji kulinarnej własnej rodziny. Zwykle okazuje się prawdziwym skarbem wiedzy i pomysłowości.

Jeżeli natomiast przyjęcie przygotowuje nam firma cateringowa, należy uzgodnić menu, a potem (absolutnie koniecznie!) wszystkiego spróbować, aby uniknąć przykrych niespodzianek. Czasem bowiem nazwy dań oraz składniki, z których są zrobione, brzmią smakowicie i elegancko. A na przyjęciu przeżywamy wielkie rozczarowanie.

Bardzo zachęcam więc, by sprawdzić samemu jakość zaproponowanych produktów i zwrócić uwagę na to, jak zostały przyrządzone. Bo znacznie lepszy jest dobry śledź w oleju lub w śmietanie niż gumiasta, mrożona krewetka.

Osobiście nie lubię dużych przyjęć weselnych, ale rozumiem tych, którzy chcą obchodzić swój ślub hucznie. Myślę jednak, że bardzo dobrą zasadą, której warto przestrzegać, jest realistyczne trzymanie się własnych możliwości organizacyjnych oraz finansowych. Tak, aby z powodu jednego przyjęcia nie zakopać się w długach na całe lata.

Im mniej, tym lżej

Dla mnie idealnym sposobem obchodzenia aktu zawarcia małżeństwa jest zwyczaj florencki. Na kilka dni przed ślubem, z okazji uroczystego podpisywania kontraktu ślubnego, organizuje się tam wielkie przyjęcie, najczęściej w formie koktajlu. Dzięki temu samo wesele może już odbyć się w bardziej kameralnym gronie rodziny i przyjaciół.

Jeżeli jednak chcemy za wszelką cenę urządzić huczne wesele z tańcami, to starajmy się, aby nie przesadzić. Ani z jedzeniem - uginające się bufety ze wszystkim wcale nie są eleganckie. Ani tym bardziej z piciem. Znacznie lepiej okazać swoją radość, tańcząc, niż obżerając się i upijając do nieprzytomności morzem wódki.

Niestety, tradycja "zastaw się, a postaw się" oraz przekonanie, że na ślubie własnego dziecka nie może niczego zabraknąć, nadal ma wielu zwolenników. Nie zawsze rozumiemy, że elegancja nie polega na gromadzeniu wszystkiego, co jest do zdobycia. Odwrotnie, jej oznaką jest eliminacja rzeczy zbędnych i umiejętność wyboru jedynie kilku, ale za to pasujących do siebie elementów. Oczywiście, możliwie najwyższej jakości.

Pamiętajmy, że wesele jest ostatnią uroczystością, jaką dom rodzinny organizuje dla dziecka zaczynającego własne życie. Właśnie dlatego ma to być początek jego szczęścia, a nie manifestacja naszej zamożności i możliwości organizacyjnych.

Nerwów i stresu na pewno nie da się uniknąć. Doświadczą tego także nowożeńcy. Starajmy się jednak dzięki dobrej organizacji minimalizować nieuniknione przecież kłopoty. Wszyscy będą strasznie podenerwowani i spięci, więc o kłótnie nietrudno, starajmy się zatem uśmiechać jak najczęściej, nawet przez zaciśnięte zęby.

Ważne jest to, żeby ostatnie dni przed ślubem nie były dla młodych katorgą. Tak, aby wyruszając w podróż poślubną, wywozili ze sobą piękne wspomnienia, a nie złość i stres. A jak już odjadą, to wtedy możemy otworzyć butelkę dobrego szampana i wreszcie spokojnie się napić.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje