Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przygotuj się na przyjęcie

Wyjście na cocktail party przypomina wizytę w teatrze: są dekoracje, aktorzy, lecz scenariusz znamy w zarysie. To najbardziej lubię.

W każdej chwili może się zdarzyć coś zaskakującego, a wpływ na przebieg spektaklu mają nie tylko uczestnicy, ale też rekwizyty - zabawne zdarzenia z udziałem świec czy przekąsek to nie filmowa fikcja. Widzowie - goście, są w sytuacji uprzywilejowanej. Gorzej mają główni reżyserzy - gospodarze przyjęcia, którzy często zamiast cieszyć się z towarzyskiego spotkania, zamartwiają się, co zrobić, żeby uniknąć niespodzianek. Trzeba ograniczyć ryzyko. Na koktajlach, jak w sztuce teatralnej, obowiązują określone reguły i warto się do nich stosować.

Kto pyta, niech czyta

Reklama

Moim przyjaciołom, którzy chodzą na bankiety i skarżą się, że to imprezy bez sensu, bo nie można na nich najeść się do syta, posiedzieć, pogadać, tłumaczę, że nie po to są organizowane! Nie ma co spodziewać się wrażeń jak z kameralnej kolacji w zaprzyjaźnionym gronie. Można za to zaobserwować trendy kulinarne i przyjemnie spędzić czas. Dlatego tak ważna jest reguła: jedzenie i picie powinny przyjęcie umilać. To dodatki do dobrego towarzystwa. Sprzeciwiam się na przykład serwowaniu na koktajlach mocnych trunków. Zwyczaj picia lżejszych alkoholi na bankietach ma długą tradycję. Pod koniec XVIII wieku w Wersalu na przyjęciach kelnerzy oferowali wyłącznie: damom - słynny francuski aperitif ratafi a de champagne, likier o owocowym aromacie i orzeźwiającym smaku produkowany w Szampanii, a kawalerom czerwone wino, burgunda lub bordeaux. Co można było przekąsić? Niewiele, zwyczaj serwowania poczęstunku pojawił się w XIX wieku.

Angielski podróżnik, odwiedzający Florencję ponad 150 lat temu gościł na przyjęciu w Palazzo Pitti. Tak bardzo zaskoczyły go marność trunków i brak jedzenia, że swoje wrażenia opisał w dzienniku. Żeby w pałacu wielkiego księcia Toskanii podawano tylko wino, wodę i ćwiartki arbuza?! Cóż, gdy w innych częściach Europy zwyczaje zdążyły się zmienić, Włosi pozostali wierni osiemnastowiecznej tradycji.

Do dziś florentczycy są znani z tego, że ucztują skromnie. Kilka lat temu znajomego zaproszono na ślub spadkobierczyni jednego z najznamienitszych rodów florenckich. Kolega, który jechał na przyjęcie z Mediolanu, spóźnił się, na dworcu wsiadł do taksówki i poprosił: "Szybko do pałacu X!". Kierowca powiedział tylko: "Nie warto tam jechać, jedzenie na pewno już się skończyło...". Na usprawiedliwienie wyjaśnię, że nie było to wesele, lecz tzw. la scritta, przyjęcie wyprawiane z okazji podpisania kontraktu małżeńskiego, we Florencji tradycyjna część uroczystości ślubnych. Teraz wydaje się je rzadko. Gdy brałam ślub z Kubą, na nasze scritta przyszło 600 osób! Wszystkich poczęstowano jedynie szampanem, winem i symbolicznymi przekąskami.

Jak sobie menu ułożysz...

Dla równowagi Włosi to mistrzowie cocktail parties. W Toskanii ostatnim przebojem są fritto misto, smażone w głębokim oleju kawałki mięs, kulki gęstego beszamelu z truflami, owoce morza, liście szałwii w cieście, serwowane w rożkach z ekologicznego papieru. Jednak takie przekąski, muszą być przyrządzane na bieżąco i bardziej nadają się na letnie garden party niż na przyjęcie karnawałowe. Ale już bufety z włoskimi serami, wędlinami to propozycja na każdą porę roku. I zgodna z zasadami slow food, by promować potrawy regionalne.

Co w takim razie zaproponować gościom, którzy odwiedzą nas w karnawale? Ważniejsze jest, czego nie podawać. Wykluczamy danie z menu, jeżeli jego zjedzenie wymaga zdolności ekwilibrystycznych. Czy widzieliście, Państwo, osobę, której udało się - trzymając w jednej dłoni kieliszek, a w drugiej talerz - elegancko skonsumować porcję schabu w galarecie z warzywno-majonezowym przybraniem? Ja nie. Amerykanie wymyślili nawet specjalny rodzaj zastawy koktajlowej z uchwytami na kieliszki. Ale wynalazek się nie przyjął, bo nie wyglądał bankietowo.

Ryzykowne są też potrawy pikantne czy trudne do pogryzienia. Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o crudite, pokrojone w paski surowe warzywa. Wszystko w porządku dopóki nie serwuje się ich z sosami. Przy nabieraniu dipu można paskudnie ubrudzić kreację. Pozostaje też pytanie o higienę... Czy ktoś inny nie zanurzył powtórnie w miseczce z sosem ugryzionego wcześniej kawałka marchewki?

Zrób to sam

Urządzanie przyjęć w domu sprawia mi przyjemność pod warunkiem, że uda się ograniczyć liczbę gości do dwudziestu. Ktoś spyta dlaczego, przecież wystarczy zrobić mnóstwo koreczków i przekąski gotowe. Gdy w latach 80. pracowałam w Nowym Jorku dla firmy cateringowej Glorious Food, jej pierwszą regułą było: wykałaczki nie są glorious! Trudno uznać je za piękne, choć czasem przydają się bardzo. Śliwki zawijanej w smażony boczek nie da się wziąć bezpośrednio w palce. Jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby konstruować koreczkowego jeża, którego wielokrotnie widziałam na prywatnych i oficjalnych przyjęciach.

Nie traktujmy wykałaczek jako elementu dekoracyjnego, to narzędzie, którego trzeba użyć gdy... trzeba. Większość przekąsek powinna być pomyślana tak, by je wziąć w dłoń i zjeść jednym kęsem. Moja mama wyprawiała bankiety, na których serwowała bochenki chleba tostowego pocięte w minikanapki i złożone na powrót w bochenek. Powstawał przekładaniec o warstwach w różnym smaku. Każdy mógł wyjąć z niego ulubioną tartinkę, np. z domowym majonezem, mozzarellą, pomidorem i bazylią lub masłem pastą z anchois i kaparami.

Mnóstwo pomysłów na przekąski przywiozłam z Nowego Jorku, np. pasztet formowany na kształt ananasa, gdy skórkę udają pokrojone w plasterki oliwki. Między Bożym Narodzeniem a sylwestrem zapraszam do nas rodzinę i znajomych na tzw. Christmas Drink. Jest grzane wino i coś do przegryzienia, ale nie krążymy wśród gości z tacami. Na stolikach ustawiamy minibufety: deskę polskich serów, tacę z włoskimi wędlinami, pasztet z kurzych wątróbek (dodaję do niego koniak i sok z pomarańczy, a zanim włożę go do lodówki, posypuję migdałami i polewam stopionym masłem). Jest też wędzona, gotowana szynka zmiksowana z mascarpone i kieliszkiem porto na puszysty mus. Oraz pasty - rybna i serowa. Obok stoją koszyki z pieczywem pociętym na miniaturowe kromki. Każdy je to, na co ma ochotę. W ramach fascynacji kuchnią fusion zaobserwowałam nową modę: na przyjęciach serwuje się przekąski na łyżkach, w kieliszkach, kokilkach. Minikubek jest świetny, można w nim podać krem z białych warzyw lub krewetkę z sosem z mango. Byłam jednak na koktajlu, gdzie gości częstowano tylko daniami na łyżkach i czułam się jak niemowlak...

Urządzając bankiet z miniaturową zastawą, gospodarze muszą pamiętać, że gdy zapraszają dziesięć osób, naczynia należy pomnożyć przez trzy, jeśli chcą uniknąć biegania do kuchni i pospiesznego mycia miseczek. Tartinki i bufety samoobsługowe są praktyczniejsze. Dzięki nim można się poczuć gościem na własnym przyjęciu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje