Przejdź na stronę główną Interia.pl

Pić, jak gorąco!

W upały warto wypić filiżankę gorącej zielonej herbaty, która wedle reguł kuchni pięciu przemian obniża temperaturę ciała.

Kochana Pani Joanno,

piszę już z upalnej Toskanii. Podczas każdego spaceru zatrzymuję się w najbliższym sklepiku i kupuję co najmniej półlitrową butelkę wody. Trudno uwierzyć, że jako napój orzeźwiający zaczęto doceniać ją dopiero w XVIII wieku. Średniowieczni i renesansowi medycy traktowali wodę z dużą podejrzliwością. Była uznawana za niebezpieczną dla zdrowia, uważano na przykład, że zimna woda pita w lecie może doprowadzić do przedwczesnej śmierci... zamrażając brzuch!

Reklama

Chodzę po Florencji i nie wiedzieć czemu wspominam warszawskie saturatory. Pamięta je Pani? Ach, jak wszystkim smakowała ta gazowana, kranowa woda z odrobiną czerwonego soku. Próżno było się domyślać, czy jest malinowy, wiśniowy, czy truskawkowy. Liczyło się zaspokojenie pragnienia... Lubię, jak woda ma lekko owocowy smak. Pewnego gorącego dnia, przed wielu laty, zmęczona dziewczynka szła, prowadząc rower, przez pokrytą pyłem drogę w Chianti. Słońce przygrzewało mocno, a na horyzoncie ani śladu cienia. Na całe szczęście wiedziała, że niedaleko jest niewielka osada, a w niej sklepik, w którym chciała poprosić o szklankę wody, bo wybiegając z domu zapomniała portmonetki. Sprzedawczyni zrobiło się żal spragnionego dziecka i poczęstowała dziewczynkę chłodną lemoniadą. Ot, woda, świeżo wyciśnięta cytryna i odrobina cukru. To jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa mojej ciotki, która twierdzi, że żadna lemoniada nie smakowała jej tak, jak tamta w Chianti.

Ja również uważam, że skutecznie gasi pragnienie. A ile mamy wariacji na jej temat. W Indiach do lemoniady zamiast cukru dodaje się szczyptę soli i pieprzu, tak powstaje nimbu paani. Bardziej wyrafinowanym napojem z dodatkiem cytryn jest angielski elderflower cordial. Ojciec mojej przyjaciółki Annie przygotowuje go tak: kwiaty czarnego bzu i połówki cytryn posypuje cukrem, polewa gorącą wodą, przykrywa płótnem i maceruje przez pięć dni (nie więcej, bo inaczej esencja będzie gorzka!), a potem dokładnie odcedza. Esencję można przelać do plastikowych butelek i zamrozić. Żeby przygotować orzeźwiający napój, wystarczy rozcieńczyć ją wodą (gazowaną lub nie) w proporcjach 5 do 1.

Kolejny angielski przepis na orzeźwienie to barley water, woda z jęczmienia. Proporcje: cztery łyżki jęczmienia na litr wody. Gotuje się to przez 20 minut z dodatkiem skórki z cytryny. Odcedza i przyprawia sokiem z cytryny i cukrem. Jest o wiele smaczniejszy niż orzata, słodkawy syrop na bazie gorzkich migdałów z dodatkiem esencji z wanilii i kwiatów pomarańczowych, który pijałam - bez entuzjazmu - jako dziecko.

W Hiszpanii podobny napój la horchata de chufas robi się z wody, cukru i mleczka z korzenia migdałów ziemnych. W Meksyku horchata de arroz powstaje z ryżu z dodatkiem cynamonu, wanilii i soku z limonek. To jeden z aguas frescas, napojów chłodzących ze świeżych owoców, zbóż, cukru i wody popularnych w Ameryce Środkowej.

Bardziej odpowiadają mi jednak "orzeźwiacze" na bazie sfermentowanego mleka, wynalazek azjatycki. Ayranu można się napić w Turcji, Syrii, Libanie, Bułgarii, Grecji i na Cyprze. Specjału o nazwie doogh, dugh czy abdugh - w Iranie, Afganistanie, Azerbejdżanie, a lassi w Indiach. Ayran to mieszanka jogurtu, wody (w niektórych regionach zamiast wody dodaje się sok z ogórka), doprawiona solą, czosnkiem i miętą. Coś jak tzatziki w płynie.

Irański doogh robi się podobnie, a potem zostawia w chłodnym miejscu na 2-3 dni, jogurt fermentuje i mamy napój naturalnie gazowany. Ale kto, jak ja, nie lubi czekać, może dolać do przyprawionego czosnkiem, solą i miętą jogurtu wody gazowanej. Indyjskie lassi jest moim ulubionym orzeźwiającym napojem mlecznym. Oprócz soli dodaje się do niego różne przyprawy: kurkumę, kminek, szafran. Lassi ma też odmianę słodką: do jogurtu wlewa się świeży sok owocowy, np. z mango.

A jak temperatury w Warszawie? I czym Państwo gaszą pragnienie w środku lata?

Pozdrawiam orzeźwiająco

Tessa

Droga Pani Tesso,

temperatury są dla nas ostatnio łaskawe. Niemniej jednak i nad Wisłą na wielkie upały mamy opracowane techniki "gaśnicze". W domu w lodówce zazwyczaj stoi dzbanek z lemoniadą, przygotowuję ją rano, a do cytrynowego napoju dodaję jeszcze garść świeżych liści mięty i odrobinę miętowego wywaru. W upały warto wypić też filiżankę gorącej zielonej herbaty, która wedle reguł kuchni pięciu przemian obniża temperaturę ciała.

Ayran, azjatycki napój orzeźwiający, o którym Pani pisze, znam z wyjazdu do Syrii. Tam również piłam w upały gorący zhourat - rodzaj herbaty z mieszanki kwiatów róży, jaśminu, rumianku. Najpierw robiło się po nim jeszcze bardziej gorąco, a po chwili przychodziła fantastyczna ochłoda - zupełnie jak po wzięciu ciepłego prysznica. Ale latem w Polsce przede wszystkim korzystamy z obfitości owoców. Naszych i tych z daleka - brzoskwiń, truskawek, mango, soku z cytryny, kawałków arbuza zmiksowanych z kostkami lodu. Kolorowo, apetycznie, zdrowo.

Na gorące dni nie ma też jak chłodne zsiadłe mleko. Kiedyś można było napić się go chyba w każdym wiejskim domu. Dziś mało kto przygotowuje je sam. Zaczęło za to pojawiać się w sklepach spożywczych. A na wsi? Gdy niedawno podróżując z rodziną, zgubiliśmy drogę na południu Mazowsza, gościnni gospodarze poczęstowali nas... dobrze zmrożoną colą. Nowe wypiera stare, ale nie są to zawsze zmiany na lepsze.

Dawno też nie widziałam w sklepach serwatki, która pozostaje po ścięciu mleka. Klarowna i kwaskowa doskonale gasi pragnienie. Za to cieszę się bardzo, że nie wyginął jeszcze u nas zwyczaj picia kompotów. Truskawkowe, jabłkowe, porzeczkowe i mój ulubiony wiśniowy z goździkami i sokiem z cytryny. W skwarny dzień nie ma lepszego napoju!

Pozdrawiam

Joanna

Dowiedz się więcej na temat: lemoniada | saturator | cynamon | Toskania | jogurt

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje