Przejdź na stronę główną Interia.pl

Na szlaku smaku

Coraz częściej znajomi, którzy wybierają się na wakacje do Włoch, pytają mnie: Będziemy we Florencji, Mediolanie, Palermo, Rzymie. Powiedz, do jakiej knajpki mamy iść, żeby zjeść coś dobrego, regionalnego?

Cieszy mnie to, bo kulinarna panorama Włoch jest imponująca w swojej różnorodności, redukowanie jej do pizzy i spaghetti nie ma sensu. Gdy razem z mężem wyruszamy na kolejną wyprawę po Italii, również mamy przy sobie listę miejsc, w których warto się zatrzymać na obiad czy przekąskę. K

Reklama

to nam podpowiada? Przede wszystkim włoscy krewni i przyjaciele, czasem korzystamy z przewodników kulinarnych, np. Osterie d’Italia, I Ristoranti d’Italia. Jednak sugestie autochtonów są najtrafniejsze. Dla wszystkich, którzy planują jesienną podróż do Włoch, mam kilka podpowiedzi, gdzie i co jeść.

W drodze do Cormons

Ktoś powiedział, że Friuli to region, który jest jak dojrzała pomarańcza - odkrywa się go powoli, żeby kawałek po kawałku poznać jego kulinarne bogactwo: od morskich wspaniałości z leżącego na lagunie Grado przez prostą i smakowitą kuchnię z rejonu Carnii po potrawy z wyraźnymi akcentami słoweńskimi i austriackimi z okolic Gorizii i Carso. W tych malowniczych i mało znanych turystom okolicach można się przekonać, jak smakuje słynna surowa szynka San Daniele albo mniej popularna, a równie dobra lekko solona i podwędzana w bukowym dymie. Po mistrzowsku robi ją Gigi Osvaldo z miasteczka Cormons.

Produkowana przez niego wędlina uzyskała rekomendację Slow Food. Jeżeli podróżując po Friuli, trafią państwo do Cormons i będą chcieli spróbować miejscowych pyszności, proszę wybrać się do restauracji Al Cacciatore w gospodarstwie agroturystycznym La Subida. Szef kuchni Alessandro Gavagna z regionalnych produktów przygotowuje doskonałe dania. Idzie jesień, więc pewnie w karcie będą sarnina z prawdziwkami oraz borówkami i gnocchi ze śliwkami.

Uliczkę znam w Weronie...

To piękne miasto warto zwiedzić i warto wybrać się tu do jednej z niewielkich trattorii, bo można w nich naprawdę dobrze zjeść. Pod warunkiem, że nie przyjedzie się do Werony latem. W sezonie ściąga do niej tylu turystów, że nawet w podrzędnych barach trudno znaleźć wolny stolik. Ale już we wrześniu, październiku jest lepiej, a przecież to czas zbiorów, kulinarnej obfitości - idealny termin dla smakoszy.

Co jest miejscową specjalnością? Zachodnia część Veneto (regionu, w którym leży Werona), północna Emilii Romanii i południowa Lombardii aż po Piemont to ojczyzna bollito misto, gotowanych mięs, podawanych z charakterystycznymi sosami (w sam raz na chłodne jesienne wieczory). Uwielbiam spektakl, który towarzyszy serwowaniu tego dania w restauracjach. Kelner "podstawia" do stolika duży wózek pełen parujących kociołków i każdy gość sam wyciąga z nich kawałki gorącego mięsa. Zazwyczaj biorę dwa plastry ozora wołowego, jeden gotowany w rosole, a drugi też gotowany, ale najpierw peklowany i marynowany, kawałek chudej wołowiny, kawałek głowizny (pyszna!), małą porcję piersi kury, a w zimie także różne rodzaje kiełbasy.

Do tego dobre purée z ziemniaków i mnóstwo werońskiego przysmaku - salsa peara. To sos na bazie szpiku wołowego, doprawiony solidną porcją czarnego pieprzu. Takie właśnie bollito misto podadzą Państwu w trattorii Arco dei Gavi, małej restauracji z typową kuchnią miejscową - żadnych gwiazdek Michelina, tu kucharz gotuje jak w domu.

Ci, którzy uważają, że jedzenie to dodatek do wina, powinni odwiedzić osterię La Pigna. Mają dobrze zaopatrzoną piwniczkę. A przy okazji trzeba tam spróbować risotta all’Amarone, przyrządzanego z doskonałym włoskim czerwonym winem.

Jeśli wybieracie się do Orvieto

Położona w centrum Półwyspu Apenińskiego Umbria to region coraz modniejszy wśród zwiedzających Włochy. Słusznie, bo jest pełen urokliwych zakątków i słynie z wyśmienitego jedzenia. Do jednego z najpiękniejszych miast Umbrii, położonego malowniczo na skalistym wzgórzu Oriveto, przyjeżdżamy nie tylko po to, żeby podziwiać pejzaż.

Zawsze, gdy jesteśmy w okolicy, zamawiamy stolik w trattorii La Volpe e l’Uva (Lis i winogrona). To najlepsze miejsce, żeby spróbować kuchni regionalnej w tradycyjnym wydaniu. Świeży domowy makaron ombrichelli (odmiana lokalna) z sosem z czarnych trufli, sery, pieczone mięsa i ryby z pobliskiego jeziora Bolsena smakują tu doskonale. 

A jeśli lubią państwo czarne trufle, Umbria, Marche, a także Molise to regiony, które z nich słyną. Te cenne grzyby najbardziej smakują mi dodane do jajecznicy. Najlepszą jadłam w maleńkiej miejscowości Visso w górach Sibillini, pomiędzy Marche a Umbrią. Dzień był upalny, popołudniem zatrzymaliśmy się na szybki obiad w sennym o tej porze, ślicznym miasteczku.

Restauracja Da Richetta, do której poszliśmy, nie zmieniła się chyba od lat 50. Stali klienci, którzy czuli się w niej jak w domu, mimo nieznośnego gorąca jedli ogromnie porcje tagliatelli z sosem carbonara (boczek, żółtka, parmezan) lub amatriciana (pomidory, suszony boczek, ostre papryczki, ser pecorino).

Miałam ochotę na coś lżejszego, jajecznica wydała mi się w sam raz. Świetnie wybrałam - była ciepła, kremowa, czarna od trufli, pachniała ziemią i lasem po deszczu, a jak smakowała! Niełatwo mnie oczarować w kwestii jedzenia. Ale ta jajecznica, znakomita w swojej prostocie, okazała się idealna. 

Mały borek w Maglie

Obcas włoskiego buta - Apulia. Kto tu zawędruje, powinien wybrać się do położonego najdalej na południu regionu miasteczka Santa Maria di Leuca, obok którego łączą się ze sobą dwa morza: Adriatyckie i Jońskie. Gdy pogoda jest dobra widać różnicę w kolorze wody - w Adriatyku ma odcień szmaragdowy, w Morzu Jońskim jaśniejszy turkusowy. Są tu też piękne podwodne groty, da się je zwiedzać podczas odpływu.

A skoro już jesteśmy na styku dwóch mórz, trzeba koniecznie spróbować miejscowych ryb i owoców morza. W tym celu z Santa Maria di Leuca jedziemy do miasteczka Maglie (niedaleko Lecce). Jest w nim bardzo dobra restauracja Donna Lisa, w której podaje się owoce morza przyrządzane według lokalnych przepisów. Na zakąskę jadłam tu słynne bianchetti, czyli narybek sardynek lub sardeli, w marynacie z oliwy i cytryny. Wiem, że ta lokalna odmiana sushi może się państwu wydać kontrowersyjna, jednak smakuje wyśmienicie.

Inna miejscowa specjalność to ostrygi głębinowe, dzikie, a nie z hodowli, które wyławia się już tylko na wybrzeżu jońskim, gdzie woda jest jeszcze krystalicznie czysta. Polubiłam też sos do makaronu z gallinellą (kurkiem czerwonym), rybą o nie za chudym i nie za tłustym mięsie, delikatnym aromacie.

Zachęcam też państwa do odkrywania włoskich smaków na własną rękę, bo to kraj, w którym niemal każde miasteczko ma specjalność wartą spróbowania. I nawet jeżeli ktoś upiera się przy pizzy, warto, by zamówił ją w lokalnej knajpce, a nie sieciowym barze. Będzie zaskoczony, jak się różni ta z Neapolu od rzymskiej czy florenckiej. A w tym cała pyszna zabawa.

Tessa Capponi-Borawska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje