Przejdź na stronę główną Interia.pl

Mniej tolerancji

Na dworze nadal szaro, zimno. Żeby poprawić nastrój sobie i rodzinie, postanowiłam upiec chleb.

Mam dobry, prosty przepis na pszenno-żytni: mąkę przesiewam, drożdże mieszam z wodą, dodaję parę łyżek oliwy i suszone zioła. Jakie? To zależy od dnia i tego, co znajdę w kuchennej szafce: raz wychodzi bardziej majerankowy, innym razem pachnie oregano. To nie jest chleb piękny, który pokazuje się znajomym w internecie, ani "chleb życia", o którym można napisać książkę. Ale i tak cieszę się, kiedy mogę ukroić jeszcze ciepłą kromkę, posmarować ją masłem i zjeść.

Reklama

Podzieliłam się moim prostym zachwytem z koleżanką, a ona z wyrzutem w głosie powiedziała mi: "O takich przyjemnościach mogę tylko posłuchać, bo nie toleruję pszenicy i nabiału". Zdziwiłam się, do niedawna jadła wszystko bez problemu.

Lista zakazów

Mam notesik, w którym zapisuję, co moi goście lubią, a czego nie. Od jakiegoś czasu jest w nim coraz więcej informacji o tym, czego jeść nie mogą. Wszystkiemu winna tzw. nietolerancja pokarmowa. To dla mnie nowość, kiedyś jej nie było.

Dobre wychowanie nakazywało, że gdy się jest w gościnie, trzeba zjadać wszystko bez dyskusji. Pamiętam mękę, którą przeżywałam, jedząc kurczaka (nadal go nie lubię). Starałam się nabrać na widelec jak najmniej i przykryć mięso warzywami czy sosem, dzięki czemu nie czułam smaku kurczaka. Wszystko z uśmiechem na twarzy.

Zdałam sobie sprawę, że unikanie pewnych produktów czy dań jest nie tylko kwestią smaku, gdy przyjechała do nas z wizytą kuzynka z Anglii. Moja mama przez cały jej pobyt kombinowała, czym ją nakarmić. Bo kuzynka, choć dużo młodsza od moich rodziców, miała alergię pokarmową i mogła jeść naprawdę niewiele produktów. Odpadały: sery, mleko, jajka, pszenica (więc chleb, makaron, pizza), mięso. Jednym słowem rozpacz.

Chwała Bogu, że było to lato i w ogrodzie w Calcinaii dojrzały właśnie rozmaite pyszne warzywa. Jakoś wybrnęliśmy z sytuacji. To, co wiele lat temu było ewenementem, dziś stało się normą. I kiedy po raz pierwszy zapraszam znajomych na kolację, od razu pytam, czego nie mogą jeść. Prawie zawsze ktoś coś zgłasza.

Dieta 'bez'

Odpowiedzią na nowe zapotrzebowanie są produkty "bez", które można już kupić nawet w osiedlowych sklepikach. Pieczywo i mąka bez glutenu, mleko i sery bez laktozy. O ile osoby, które mają alergię pokarmową, są na nie skazane, zastanawia mnie, dlaczego tak często kupują je ludzie zdrowi? Mam znajomą, która je tylko bezglutenowy chleb, twierdząc, że czuje się po nim lepiej. Równocześnie jednak kupuje paczkowaną szynkę konserwową zawierającą gluten - w tej postaci jej nie szkodzi...

Niedawno byłam na zakupach w dużym sklepie ze zdrową żywnością. Oprócz różnych rodzajów mąki bio, np. z soczewicy, gryki, ciecierzycy, znalazłam w nim mnóstwo pakowanego chleba dla "bezglutenowców". Najpierw się ucieszyłam, ale gdy sprawdziłam listę składników, mina mi zrzedła. Co z tego, że nie zawierał glutenu, skoro były w nim konserwanty, sztuczne barwniki, substancje spulchniające. Naszły mnie wątpliwości. Czy osoby, które narzekają na to, że gluten lub laktoza im szkodzą, sprawdzają, jakie inne potencjalnie niezdrowe składniki są w produktach "bez"?

Mam wrażenie, że nietolerancje pokarmowe zrobiły się modne i jakąś mieć wypada. A przecież wykluczanie z jadłospisu różnych produktów na własną rękę to kiepski pomysł. Żeby stwierdzić, czego organizm nie toleruje, trzeba skonsultować się z dietetykiem, zrobić odpowiednie badania.

Ważny jest też zdrowy rozsądek. Jeśli ktoś codziennie na śniadanie zjada pięć kajzerek, może czuć się ociężały i mieć problemy z żołądkiem. Kilka plastrów camemberta na kolację to dość, by wywołać niestrawność. Nie należy jej mylić z nietolerancją pokarmową. Może więc receptą na dobre samopoczucie i zdrowie jest jeść mniej? Tymczasem wracam do pieczenia chleba.

Twój Styl 3/2017

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje