Przejdź na stronę główną Interia.pl

Bój się bloga

- Napisałaś książkę kucharską?! Nie miałaś nic lepszego do roboty? - skomentowała ciocia.

Parę lat temu, nie do końca wiedząc, jak mam to zrobić, próbowałam wytłumaczyć mojej leciwej angielskiej ciotce, kto to taki blogerka kulinarna. - Czym się ta pani zajmuje? - spytała ciotka. - Jest blogerką, ciociu. Prowadzi pamiętnik internetowy. Pisze w nim o tym, co ugotowała i zjadła. - Co ty powiesz?! Tak publicznie? To niestosowne!

Reklama

Ciotka pochodzi z pokolenia, które uważa, że po pierwsze, gotowaniem powinni zajmować się profesjonalni kucharze i to oni od czasu do czasu mają pisać książki dla nas, amatorów. Po drugie, rozmawianie o jedzeniu, pisanie o nim, a co gorsza, fotografowanie tego, co się ugotowało i pokazywanie całemu światu, jest w złym tonie.

Żeby było jasne, ja też nie miałam u niej taryfy ulgowej. - Napisałaś książkę kucharską?! Nie miałaś nic lepszego do roboty? Nie wiem, dokąd ten świat zmierza - skomentowała ciocia, gdy powiedziałam, że wydano Moją kuchnię pachnącą bazylią. Możemy oczywiście wzruszyć ramionami i stwierdzić, do pewnego stopnia słusznie, że ciotka nie ma racji. Czasem jednak rozumiem jej irytację związaną z tym, że o kulinariach piszą wszyscy. Również ci, którzy nie powinni.

Nie pisz drugiemu...

Podoba mi się sama koncepcja blogu, bo to jeden ze sposobów pozwalających na szybkie dotarcie do wielu czytelników na całym świecie i nawiązanie bezpośredniego kontaktu z nimi. Cenię to, że odwiedzający blog mogą dodawać swoje komentarze, opinie i uwagi. W przypadku stron poświęconych kulinariom taka wymiana zdań może być interesująca i twórcza dla obu stron.

Żeby jednak tak się stało, blog musi być dobry, a i zamieszczane komentarze powinny mieć sens. I tu zaczynają się schody. Urozmaicony przepisami pamiętnik, który chowa się do szuflady, bo przeznaczony jest do osobistego użytku, może pisać każdy. Jednak nie każdy powinien prowadzić jego wersję internetową.

Ostatnio poświęciłam sporo czasu, żeby znaleźć dobry blog poświęcony kuchni włoskiej. Sprawdzałam strony pisane po angielsku, polsku i włosku. Szybko dostałam ataku wirtualnej niestrawności. Nie chodziło nawet o to, że strona literacka była słaba - nie każdy dobry kucharz musi być pisarzem. Okazało się, że niełatwo jest też prowadzić blog złożony z samych przepisów, bo do tego trzeba umieć gotować!

Trafiłam na mnóstwo stron z kolekcjami "autorskich receptur", w dużej mierze skopiowanych ze znanych książek kucharskich, w których zmieniony został co najwyżej jeden składnik. Niewiele lepsza okazała się większość blogów kulinarno-podróżniczych czy kulinarno-obyczajowych, w których przepisy przeplatają się z relacjami z wypraw bliższych i dalszych czy scenkami z życia codziennego.

Twórczość kogoś, kto rozpisuje się na temat potrawy, składnika, zjawiska kulinarnego, których nie zna i nie rozumie, może lepiej zorientowanego w temacie czytelnika doprowadzić do szału. A tych, którzy orientują się słabo, wprowadzić w błąd. I na przykład ktoś będzie przekonany, że podstawą kuchni włoskiej jest pizza i makaron, tymczasem od średniowiecza niezmiennie najważniejsze są w niej warzywa.

Kuchnia od kuchni

To prawda, nad twórczością blogerów nie pochylają się z troską redaktorzy. Ale gdy znajduję błędy w nazwach popularnych potraw czy składników, nie chce mi się dalej czytać takiego blogu. Kto pisze o serze pecorino, powinien nie tylko wychwalać jego smak, ale też sprawdzić, że w nazwie nie ma dwóch "c". Za to przez dwa "z" i dwa "l" piszemy mozzarella.

W nazwie makaronu penne również doradzam wpisanie dwóch "n", bo słowo "pene" to po włosku penis... Chciałabym, żeby blogerzy do kuchni włoskiej podchodzili z szacunkiem, bo ma długą, skomplikowaną, interesującą historię, której nie da się streścić przepisem (najczęściej błędnym) na spaghetti alla carbonara lub paroma słowami o parmigiano reggiano czy prosciutto di San Daniele (nie piszcie, Drodzy Blogerzy, szynka prosciutto, bo prosciutto to po włosku szynka!). Zresztą podobny szacunek należy się wszystkim kuchniom świata.

Proszę Państwa, żeby pisać o jedzeniu dobrze, trzeba się na nim znać. Wtedy da się to robić mądrze i pięknie, czego dowodzą niektóre blogi. Interesujące, świetnie ilustrowane, z dobrymi przepisami, jak White Plate Elizy Mórawskiej, Kuchnia nad Atlantykiem Agnieszki Hermann czy Kwestia Smaku Joanny i Tomasza (nazwiska nie podają). Wszystkie tworzone są z pasją, przemyślane, dopracowane, żadna z autorek nie przywłaszcza sobie cudzych przepisów, każda za to dzieli się spisem lektur, które dodatkowo mogą wzbogacić wiedzę czytelnika o kulinariach.

Regularnie i z przyjemnością odwiedzam też blogi Gotuje się Piotra Adamczewskiego i Fryty Rity Małgorzaty Jankowskiej-Buttitty. Dostarczają wiedzy, pobudzają wyobraźnię i potrafią rozbawić. A przecież o to w literaturze chodzi, także tej dla kucharek!

Tessa Caponi-Borawska

Twój STYL 8/2013

Wybierasz się na wakacje do Grecji? Zobacz nasz przewodnik kulinarny!


Dowiedz się więcej na temat: blogi kulinarne | kuchnia włoska | makaron

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje