Smakowe świadectwa dojrzałości
Pośród prezentów dla maturzystów może znaleźć się uroczysta kolacja przygotowana w domu. Byłaby nie tylko radosną celebracją, ale i lekcją smaku.
Edukacja zaczyna się po maturze - tak uważam, choć z pewnością jest to kontrowersyjny pogląd oparty nie tylko na moich doświadczeniach. Sformułowałem go na podstawie obserwacji upodobań kulinarnych mojego siostrzeńca, który dopiero w klasie maturalnej polubił pomidory, a na drugim roku studiów przyznał, że kotlet schabowy jednak nie jest jego ulubionym daniem - woli tajskie curry z owocami morza. Jak widać, smak kształtuje się stopniowo, a zarazem stopniowo odkształca. Kiedyś bardzo lubiłem bigos, a śledzi ani trochę, teraz jest na odwrót.
Ale to sprawa wtórna, ponieważ dziś mowa o smaku w fazie bardzo intensywnego rozwoju, smaku osoby, która właśnie odebrała świadectwo dojrzałości. Właściwie nie wiem, czy kolacja przygotowana w domu dla świeżo upieczonych maturzystów jest czymś często spotykanym, czy raczej wyjątkowym, jednak sądzę, że jeśli rodzice lubią gotować, jak najbardziej powinni sprawić taki prezent swoim z dnia na dzień "dorosłym" dzieciom. Nawet jeśli odrzucić pogląd, że edukacja zaczyna się po maturze, to chyba wszyscy przyznają, że na niej się nie kończy.
A ponieważ edukacja smakowa w naszej kulturze, o ile w ogóle istnieje, jest zjawiskiem marginalnym, wypadałoby rodzicom zaangażować się w takie właśnie działanie. Odwiedzając rozmaite targi kulinarne w Europie, widzę, jak liczne są wycieczki gimnazjalnej młodzieży, którą szkoły w ten sposób uczą o smakach, o produktach spożywczych, a także o winach. W wielu szkołach włoskich, francuskich i hiszpańskich wiedza o smaku jest wymaganym przedmiotem. To cenne przede wszystkim dlatego, że uczy młodzież, w jaki sposób i na jakiej podstawie odróżniać dobre jedzenie od złego, a więc w pewnym sensie, jak odróżniać dobro od zła. Na razie w naszym kraju tę naukę można wynieść tylko z domu rodzinnego.
Wyobrażam sobie maturalną kolację jako połączenie smaków dobrze znanych z nowymi, mniej lub bardziej dosłownie - egzotycznymi. Inaczej mówiąc, smaków dzieciństwa i młodości ze smakami dorosłymi. Miłym paradoksem sezonu maturalnego jest majowa zieleń, zieleń kojarząca się przecież z niedojrzałością. Dlatego proponuję, by dominującą barwą posiłku była zieleń, tak bardzo widoczna w przyrodzie, a zarazem sugerująca, że pomimo swoich świadectw dojrzałości nasze pociechy są, co tu dużo mówić, kompletnie zielone.
Do smaków dobrze znanych zaliczyłbym - na chłopski rozum - kurę z rosołu, pizzę, groszek i bób. Przyrządzimy zatem sałatkę z bobu (ale z tajskimi akcentami), zupę z groszku całkiem swojską, choć z dodatkiem boczku i mięty, pizzę ze szparagami i bobem (ale bez sosu pomidorowego), kurę z rosołu podaną z jak najszerszym asortymentem zielonych warzyw oraz całkiem wymyślnym, orientalnym sosem. Na deser wystarczy kompozycja z owoców, rzecz jasna zielonych - na przykład melona i kiwi, choć można tu i ówdzie wcisnąć truskaweczkę albo kostkę ananasa. Jeżeli dzieci nie czują odrazy do gotowania, jak najbardziej powinny asystować kuchmistrzom i mistrzyniom. Orientalne składniki występujące w sałatce i sosie do kury znaleźć można w sklepach z żywnością azjatycką i niektórych supermarketach, gdzie również trafia się harissa, ostra tunezyjska przyprawa w postaci pasty w tubce lub puszeczce, nieodzowny dodatek do tunezyjskich kuskusów.
Co do ciasta na pizzę mam dylemat. Można kupić gotowe blaty, niektóre z nich są zupełnie do przyjęcia, choć na mój gust zdecydowanie za grube i głównie dlatego z nich nie korzystam. Ale kto nie jest fanatykiem cieniutkiego spodu, spokojnie może takimi się posłużyć. Z drugiej strony, robienie ciasta do pizzy w domu to fajna zabawa, w którą można zaangażować dzieci, czy raczej "dzieci". Wprawdzie istnieje przepis na ciasto doskonałe, lecz jest on bardzo czasochłonny i może onieśmielać, więc lepiej będzie, jeśli przedstawię metodę według mnie najprostszą, a przy tym całkiem skuteczną.
W pół szklanki ciepłej wody rozpuszczamy torebkę suchych drożdży. Mieszamy wodę z dwiema i pół szklanki mąki, szczyptą soli i łyżką oliwy, a kiedy zostanie wchłonięta, dodajemy jeszcze pół szklanki wody. Zagniatamy przez kilka minut, wkładamy do miski, przykrywamy i odstawiamy do zimnego piekarnika na kwadrans lub trochę dłużej - musi wyrosnąć. Potem trzeba jeszcze chwilę ciasto ugniatać, później rozwałkować, i gotowe. Metodę doskonałą opracowała Alice Waters z restauracji Chez Panisse w Berkeley, prezes amerykańskiego oddziału Slow Food. Na pewno przepis na to ciasto można znaleźć w Internecie.
Nigdzie nie jadłem tak perfekcyjnej pizzy jak w Chez Panisse, nawet w Neapolu, miejscu narodzin tego przemiłego placuszka. Ale wróćmy do naszego menu - podaję w nim składniki na cztery 20-centymetrowej średnicy minipizze. Można zrobić też jedną większą, a jeżeli dbamy o linię, zadowolić się dwiema małymi. Kura z rosołu kojarzy się raczej z wiktem szpitalnym niż świętowaniem, zaś młodym ludziom może się wydać po prostu nudna. Udowodnienie im, że jest inaczej, to najtrudniejsze zadanie pedagogiczne przy przygotowaniu tego posiłku. Wymaga najwyższej jakości kury z wolnego chowu oraz rygorystycznego przestrzegania zasady, że rosół nie może zawrzeć. Dzięki temu mięso będzie i bardzo miękkie, i zwarte, w niczym nieprzypominające stołówkowych "potrawek" z kurczaka.
Dobór warzyw do kury z rosołu jest sprawą tyleż gustu, co przypadku. Po prostu trzeba kupić to, co akurat będzie dostępne na targu, pamiętając jednak, że warzywa muszą być zielone. Nie trzeba koniecznie podawać pięciu - wystarczą trzy. Okrę i groszek śnieżny dostaniemy w sklepach z azjatycką żywnością. Wina do posiłku powinny być białe - dla celów poglądowych niech jedno pochodzi z Nowego Świata, a drugie z Europy. Do bobu dobry będzie nowozelandzki sauvignon blanc lub riesling z Niemiec czy Alzacji. Do pizzy to samo, natomiast do kury - chardonnay z Burgundii albo Kalifornii. Do deseru można podać szampana.
Artykuł pochodzi z kategorii: Tadeusz Pióro
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-
-
Fajnie byc w domu Na ostatnie 120 godzin... więcej













Wasze komentarze (1)
No, no, no .... wielce dyskusyjny to poglad. Dobry rosol, ... to troche wyzsza polka Panie Tomaszu.
Sklad warzyw, ich ilosc ma kolosalne znaczenie na esencjonalnosc rosolu i jego smak, podobnie ilosc miesa i wody.