Zalety gotowania na zapas
Temperament odgrywa istotną rolę w procesie gotowania. Jeśli jesteś jedną z tych osób, które muszą przybyć na dworzec odpowiednio wcześniej, by nie spóźnić się na pociąg, w kuchni będziesz zachowywać się zupełnie inaczej niż ktoś, kto regularnie wskakuje do pociągu, gdy ten już rusza.
Osoby mojego pokroju (czyli należące do pierwszej kategorii) znajdują ukojenie w gotowaniu potraw, które można przygotować z wyprzedzeniem. Takie gotowanie zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa i relaksu, ponieważ wiemy, że nie będziemy musieli oddawać się w ostatniej chwili różnym gorączkowym czynnościom. Nie robimy niczego na łapu-capu. Ale nawet mniej zorganizowane osoby, które uważają, że planowanie ma w sobie posmak reżimu, muszą czasami myśleć z wyprzedzeniem.
Czy tego chcemy, czy nie, życie nie zawsze układa się po naszej myśli. Jeśli w środku tygodnia ma zjawić się u nas na kolacji grupa przyjaciół, a my codziennie kończymy pracę w godzinach wieczornych, sensownym wydaje się przygotowanie jedzenia już w niedzielne popołudnie. Zresztą, bądźmy szczerzy: co innego jest do roboty w szare, lutowe weekendy? Znalezienie usprawiedliwienia dla pozostania w domu, w dodatku przyjemnego, może nam jedynie wyjść na dobre. A w sytuacji, gdy ledwie mamy siłę, by zagotować wodę, jeszcze przyjemniejsza jest świadomość, że w naszej lodówce schowany jest garnek chili lub innej rozgrzewającej potrawki.
Podany poniżej przepis na chili to wersja wegetariańska, bogata w czerwoną fasolę i czerwoną soczewicę. Danie to przyprawiamy według uznania, aczkolwiek osobiście nie widzę sensu w chili, które nie jest pikantne: chcę czuć ostry posmak, jaki daje zmielony czerwony pieprz, oraz ciepły, dymny aromat pochodzący z rozdrobnionej kolendry i kminku, ze zgniecionych torebek kardamonu i niewielkiej ilości kakao.
Nie unikniemy oczywiście pewnej ilości siekania i mieszania - ale jeśli będziemy przy tym gawędzić w kuchni z przyjaciółką, czynności te zamienią się w rodzaj nieśpiesznego, weekendowego relaksu. Może się też okazać, że jeszcze więcej przyjemności dadzą nam one wykonywane w spokoju i samotności, jako forma ucieczki od rzeczywistości, na którą stać każdego.
Kiedy już uporamy się z robotą, możemy włożyć chili do lodówki i zostawić je tam na kilka dni. Przed podaniem wystarczy przez pół godziny odgrzewać je w piekarniku. Przedtem będziemy musieli co prawda dopracować naszą potrawę, ale na szczęście przy minimalnym wysiłku: należy zmieszać ze sobą odrobinę maślanki, dwa jajka, nieco miodu, cynamonu i oleju roślinnego, a następnie połączyć z mąką kukurydzianą i zwykłą. Tak przygotowaną miksturą o konsystencji mokrego piasku polewamy chili przełożone do naczynia do zapiekania, a na koniec posypujemy obficie startym, dojrzałym Cheddarem. W trakcie zapiekania ta wierzchnia skorupka zamieni się w bajeczny, kukurydziany chlebek, który w trakcie jedzenia będzie absorbował wypływające z chili soki. Wystarczy już tylko posypać nasze złociste danie świeżo posiekaną kolendrą, a na samym wierzchu zrobić kleksa ze śmietany, która złagodzi ostry smak.
Nic nie stoi na przeszkodzie, abyście na niezobowiązującą kolację w środku tygodnia przygotowali również pikantną wołowinę w czerwonym winie. Nie powinniśmy jednak podejmować się gotowania wyłącznie z myślą o przyjmowaniu gości. Ja przyrządzam pokaźną sztukę wołowego mięsa, a kiedy wystygnie, porcjuję ją i pakuję w woreczki, które następnie wkładam do zamrażalnika. To doskonała, rozgrzewająca kolacja na zimowe wieczory, kiedy wylegujecie się na sofie, oglądając telewizję. Nie musicie ograniczać się do precla czy grillowanego sera tylko dlatego, że to środa.
Mięso dobrze jest jednak serwować z jakimś dodatkiem. Zainspirowana wspomnianą kukurydzianą skorupką na chili, polubiłam rodzaj polenty instant: gotuję ją w bulionie, a następnie ubijam z odrobiną masła. Wspaniały złocisty kolor kukurydzianej mamałygi rewelacyjnie podnosi smak wołowiny. Jeśli nie przepadacie za polentą, dorzućcie na patelnię, na której odgrzewacie mięso, trochę mrożonego słodkiego groszku. Wysiłek związany z przygotowaniem kolacji już za wami - teraz pozostaje wam jedynie rozkoszować się jej smakiem.
Na kolejnej stronie znajdziesz znakomite przepisy
Artykuł pochodzi z kategorii: Nigella Lawson
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-














Wasze komentarze (5)
Nie wiesz co to mamałyga???
Trzeba było w szkole czytać lektury
i nie wagarować.pani mądralińska...:
Mamałyga – narodowa rumuńska potrawa, z mąki albo kaszy kukurydzianej (pierwotnie z gryczanej) popularna w krajach południowo-wschodniej Europy, znana m.in. w kuchni węgierskiej, Sasów siedmiogrodzkich, bułgarskiej i ukraińskiej. W Polsce popularna jest wśród rodzin pochodzących z Małopolski wschodniej.
Sposób przyrządzenia mamałygi jest bardzo prosty – wystarczy zagotować w wodzie lub mleku mąkę kukurydzianą. W zależności od stosunku płynu do mąki uzyskuje się ciasto o różnej konsystencji i twardości. Najłatwiej gotuje się mamałygę w szklanym naczyniu w kuchence mikrofalowej – tym sposobem unika się przypalania. Można ją przyrządzać na słodko lub na słono.
Dawniej mamałyga stanowiła podstawowy pokarm biedoty.
Nie wiesz co to mamałyga???
Trzeba było w szkole czytać lektury
i nie wagarować.
obce składniki, obce słownictwo kuchenne,
musiałabym chyba się urodzić córką Nigelli i od dziecka absorbować jej przepisy
nie kumam
sory