Przejdź na stronę główną Interia.pl

Toskania: prostota doskonała

Trawestując cytat Oscara Wilde’a – kiedy dobrzy pisarze kulinarni umierają, odchodzą do Włoch. Ale skoro tak naprawdę nie wiem, co będzie po tym życiu, nie zamierzam ryzykować i spędzam tam jak najwięcej czasu póki żyję.

Reklama

Oczywiście jest wiele znakomitych, atrakcyjnych pozakulinarnych powodów, by zarezerwować bilet do Włoch. Nie mam nic przeciwko architekturze, sztuce, obłędnym krajobrazom, najbardziej eufonicznemu językowi, stworzonym przez człowieka i całemu konceptowi dolce vita. Jest to warte swojej ceny dla tych, których do Italii nie prowadzą żołądki. Ale kiedy ja planuję wizytę w tym kraju, kieruje mną prosta, nieograniczona zachłanność.

Jeżdżę tam od kiedy byłam nastolatką i dostałam się na Oxford - bez umiejętności władania włoskim - by studiować średniowieczny i współczesny włoski, obiecując, że pojadę do Florencji, by tam zgłębiać tajniki mowy Dantego. Tak się złożyłam, że zostałam tam pokojówką i to nie w eleganckim hotelu, ale w małym pensione przy uliczce, która prowadzi od Duomo do Piazza Della Signoria. Nauczyłam się tam plotkować, kupować jedzenie, gotować je i jeść all’Italiana. A żeby gotować po włosku, przede wszystkim trzeba myśleć po włosku, co oznacza okazanie jak najwięcej szacunku jak najmniejszej ilości składników.

Jeśli w sądzie (miejmy nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie) musiałabym podać dwa dania, które najlepiej oddają tę zasadę, nie miałabym z tym żadnego problemu. Jak pierwszy dowód przedstawiam mojego kandydata do ostatniej wieczerzy na tej ziemi, spaghetti alle vongole, a potem boski wynalazek Włochów - tagliata. Pierwsze to makaron z małżami, drugie - gruby stek, pokrojony w cienkie plastry i, w tej wersji, posypany postrzępionym radicchio i startym parmezanem - co jeszcze można by chcieć? Zgadzam się z Mae West: Zbyt dużo dobrego może być wspaniałe. Dlatego dołożę jeszcze pieczoną polentę jako dodatek i cudowne cytrynowe gelato na deser.

Po tym jak naprawdę mieszkałeś w jakimś kraju, powrót tam nawet na krótkie wakacje, daje wrażenie powrotu do domu.

Oczywiście dla większości Włochów, Włochy nie są właściwie krajem - istnieją zaledwie od 140 lat - ale zlepkiem różnych regionów, a ja czuję się najlepiej w idyllicznym centrum: Toskanii.

Żeby spełnić fantazję, potrzebuję domu, dlatego raczej wynajmuję willę a nie zatrzymuję sie w hotelach. Samo jedzenie włoskiego jedzenia mnie nie cieszy, chcę je również gotować. Chcę żyć tym życiem, nie tylko kupować bilet, by je oglądać.

Oczywiście wszystko jest łatwiejsze, kiedy jesteś na wakacjach. Zawsze uważałam, że kupowanie to najtrudniejsza część gotowania, a kiedy nie musisz pędzić w amoku przez sklep podczas przerwy obiadowej, tylko możesz się przechadzać po włoskim targu, dzierżąc w dłoni koszyk, zatrzymując się co chwilę na gelato czy cafe shakera to, wszelki stres gdzieś znika.

Dodaj do tego dom, w którym okna kuchni wychodzą na oliwny gaj i stół osłonięty pergolą, przy którym możesz siedzieć z przyjaciółmi, racząc się spaghetti i kontemplując toskańskie wzgórza i zrozumiesz, że będziesz w takim stanie łaski, jaki trudno osiągnąć w życiu ziemskim.

Super, dzięki, moglibyście powiedzieć. I z czym zostajemy, kiedy kończą się wakacje i trzeba wracać do pracy? Powiem wam z czym: z jedzeniem. I szczerze mówiąc nie muszę się nawet wspomagać wspomnieniem niedawnej wizyty we Włoszech, by wprawić się we włoski nastrój. Wystarczy, że zacznę gotować.

Najważniejszą rzeczą, której się nauczyłam podczas moich włoskich doświadczeń to to, że dobre jedzenie nie musi być skomplikowane. Właściwie prostota jest kluczowa. Włosi, całkiem słusznie, są pewni jakości swoich produktów. Na szczęście reszta świata ma już też dostęp to składników wysokiej jakości.

Jeśli chodzi o obiad - nie jest całkiem autentyczny, tak jak toskańskie wzgórza, ale proszę was, byście podali miskę złocistej, słodkiej pieczonej polenty jako dodatek do tagliaty.

Ten pomysł przyszedł mi do głowy, kiedy jadłam tagliatę tego lata w cudownej restauracji pod Luccą o nazwie Vipore. Cesare Casella, pracujący teraz w Beppe na Manhattanie, był tu kiedyś szefem kuchni. Jadłam polentę z serem, nie z mięsem. Ale podkradłam komuś trochę tagliaty z talerza i zanurzyłam w polencie. To było niebo w gębie. Połączenie intensywnego smaku wołowych paseczków mięsa z żółciutką papką łączy w sobie elegancję z domowym komfortem i wybitnie smakuje.

Oczywiście w tym przypadku można nie dodawać radicchio, a parmezanem oprószyć polentę, a nie stek.

We Włoszech, jeśli chcesz zjeść dobre lody, idziesz do gelaterii, a teraz nawet poza granicami Italii można kupić dobre gelati. Ale nigdy, poza Włochami, nie spotkałam prawdziwych gelato di crema - wyobraź sobie pyszne lody waniliowe, ale zamiast wanilii do mleka dodajesz trochę startej skórki cytrynowej.

To nie zmienia tych lodów w lody cytrynowe, chociaż takie też uwielbiam. Ale tak mała ilość cytryny podkreśla kremowość lodów. W związku z tym otrzymujemy lody idealne.

I nawet jeśli nie zdobędziesz się na wysiłek, by zrobić je samodzielnie, ciesz się świadomością, że istnieją.

Oto parę wskazówek, jak przyrządzać te dania:

Spaghetti alle vongole - dla mnie spaghetti z małżami musi być “białe", to znaczy, ze nie może być w nim żadnych pomidorów. Zresztą pierwszy raz, kiedy je jadłam w tej postaci, nie był we Włoszech, ale w jednej z moich ulubionych włoskich knajpek w Nowym Jorku - Da Silvano. To było bardzo dawno temu, a ja wciąż to wspominam. Podaję proporcje na jedną porcję, ponieważ uważam, że ulubione jedzenie można przygotowywać nie tylko dla towarzystwa. Poza tym to szybkie i łatwe danie, a czasem dobrze jest zrobić sobie przyjemność.

Tagliata z radicchio i parmezanem - Robiłam różne wersje tagliaty przez ostatnie lata, ale w poniższy sposób przygotował ją dla mnie w lecie cudowny toskański szef kuchni Niccolo Piccirilli. Użył steku z kością, a po upieczeniu odkroił ją i pokroił mięso, które było al sangue czyli właściwie surowe, ale możesz usmażyć mięso tak, jak lubisz. Zwykle używam polędwicy, ale nazwa tagliata dotyczy sposobu przygotowania (od tagliare - kroić), a nie rodzaju mięsa. Więc możesz wybrać ulubiony kawałek mięsa, ważne by był pokrojony w plastry.

Polenta senza bastone czyli polenta bez pałki. Tradycyjnie, bastone, czyli drewniana pałka, jest używana do mieszania polenty podczas gotowania. Ta metoda pieczenia polenty zwalnia z 40-minutowego ciągłego mieszania. Nauczyłam się tej sztuczki od autorki książek kulinarnych, Włoszki Anny del Conte.

Dowiedz się więcej na temat: Nigella Lawson | Toskania | spaghetti

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje