Przejdź na stronę główną Interia.pl

Comfort food

Comfort food - jedzenie kojarzące się z dzieciństwem, niosące ukojenie i przeganiające chandrę - to dla Nigelli Lawson centralny punkt filozofii, którą wyniosła z kuchni swojej matki.

Szybko nauczyła się, że w gotowaniu chodzi głównie o to, co się chce zjeść; a jeśli do tego, co się gotuje, dodać jeszcze odrobinę siebie, rezultat będzie oryginalny - napisała wiele lat później w felietonie opublikowanym w "Vogue". - Właśnie to, bardziej niż cokolwiek innego, określić można mianem kulinarnego dziedzictwa mojej matki. Pamiętam dwie rzeczy: to, jak gotowała i to, co jedliśmy; żadnych konkretów i raptem kilka ostrzeżeń.

Reklama

Małą Nigellę uczono sztuki kulinarnej nie dla jej dobra, ale dlatego, że matka wierzyła w efektywność dziecięcej pracy. - Dominica ominęły lekcje gotowania i w zasadzie dotąd nie umie tego robić. Choć potrafi przyrządzić dobry sos hollandaise, co wbrew pozorom nie jest wcale takie proste.

Zarówno Nigella, jak i jej siostry - w szczególności młodsza od niej o zaledwie szesnaście miesięcy Thomasina - dorastały w kuchni: siekając, próbując, mieszając sosy. Prawdopodobnie pierwszą rzeczą, jaką samodzielnie przyrządziła Nigella, był właśnie sos hollandaise. Jej młodsza siostra Horatia wspomina pewien nocny powrót do domu, gdy była jeszcze nastolatką. Weszła do kuchni i zastała tam matkę w koszuli nocnej, robiącą majonez. - Ta czynność bardzo ją uspokajała - wyznała.

Nigella dobrze wiedziała, co czuła wtedy Vanessa. W książce "How to Eat" porównuje robienie majonezu do doświadczenia, jakim była dla niej samej lektura Henry'ego Jamesa, gdy miała kilkanaście lat: - Czytywałam go z niczym niezmąconą przyjemnością. Potem, kiedy miałam jakieś osiemnaście lat, pewna starsza i mądrzejsza ode mnie osoba, która bardzo poważnie artykułowała własne opinie, zapytała, czy nie uważam Jamesa za pisarza niezwykle trudnego, bo ona zawsze tak o nim myślała. Wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy, żeby w ten sposób go postrzegać. Jednak od tamtej rozmowy nie potrafiłam czytać Jamesa w sposób nieskrępowany; właśnie wtedy stał się dla mnie pisarzem trudnym.

Podobnie beztroskie przygotowywanie cotygodniowej porcji majonezu z czasem stało się niezdarne i pełne powagi, a nierzadko kończyło się ściętą porażką: - Gdy podważa się lub niszczy wiarę w czyjeś siły, najprostsze czynności przychodzą z wielkim trudem, i nawet próbowanie zupełnie przestaje cieszyć.

Mając lat czternaście, Nigella zorientowała się, że podczas gdy jej rodzina nadal polega wyłącznie na własnym smaku i węchu, świat cieszy się nowo odkrytym dobrodziejstwem książek kucharskich. W książkach pani Beeton młoda Nigella zetknęła się z czymś zupełnie jej dotąd nieznanym - z przepisem. Miłość do bezpretensjonalnego, pozbawionego pedanterii gotowania, dzięki której stała się sławna, wzięła się - jak twierdzi - z humorystycznego rysunku Mela Calmana przyczepionego taśmą klejącą do kuchenki jej matki. Na obrazku widniała kobieta harująca przy gorącym piekarniku. "Dobra pieczeń dla niego - niedziela z głowy dla niej" - głosił podpis.

Ale do kuchni nie zaganiała jej wyłącznie matka. - W piątki gotowałam z babcią. Nie wiem, czy traktowano to jak ćwiczenie do wykonania przed szkołą, czy może był to akurat czas ferii, ale pamiętam, że dostarczano mnie do jej domu wcześnie rano i szłam do miejscowego rzeźnika, aby kupić dziwne przysmaki, które przyrządzałyśmy potem w dużej, przewiewnej kuchni z czarno-białą szachownicową posadzką.

Podczas gdy większość nadąsanych nastolatek buntuje się przeciwko rodzicom, Nigella pozostała wierna zasadom ustanowionym przez rodziców nawet po czterdziestce: - Na święta Bożego Narodzenia matka gotowała szynkę, więc i ja ją robię - pisała w książce "Feast: Food to Celebrate Life". O sałatkach: - Moja matka była fanatyczką, a jej gust przesiąkł do mojej krwi. Podobne podejście miał ojciec. Nawet nie myśl o dodaniu pomidorów: trzymaj je osobno. I o namaczaniu: - Matka zawsze namaczała anchois w mleku, podobnie jak nereczki i kurze wątróbki, więc i ja namaczam.

Jadłospis w domu Lawsonów, inspirowany menu gastronomicznego imperium Lyons House, był zjawiskiem niespotykanym w większości brytyjskich domostw. Potrawy takie jak taramasalata, spaghetti al olio, lasagne czy moussaka, które wyczarowywała Vanessa Salmon, być może goszczą dziś na stołach wielu rodzin, lecz w Wielkiej Brytanii lat 60. stanowiły nie lada niezwykłość - nawet w modnym Londynie.

Papryczki z anchois zanurzone w sosie, moules marinieres [małże duszone w białym winie - przyp. tłum.] i sosy jajeczno-cytrynowe, o których Nigella pisała w "Vogue'u", były wzięte żywcem z wpływowych książek Elizabeth David, takich jak "Mediterranean Food" ("Potrawy kuchni śródziemnomorskiej"), "French Country Cooking" ("Kuchnia francuskiej wsi"), "Italian Food" ("Kuchnia włoska") oraz "French Provincial Cooking" ("Kuchnia francuskiej prowincji"). Pozycje te pomogły wyciągnąć Wielką Brytanię z powojennej surowej prostoty i wypełnić jej kuchnie zapachem czosnku.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje