Przejdź na stronę główną Interia.pl

Rosół po japońsku

Jeśli mamy dość polskiego niedzielnego rosołu, warto posmakować jego egzotycznych odpowiedników. Ostatnio najpopularniejszy z nich to ramen.

Ten japoński rosół wymyślili... Chińczycy. Jego nazwa pochodzi od klusek, bo to Chińczykom, a nie Włochom przypisuje się wynalezienie makaronu, który przyjął się w Japonii, a za sprawą słynnego podróżnika Marco Polo dotarł do Europy.

Reklama

Pierwszym miastem, w którym serwowano ramen, była Jokohama, a Japończycy bardzo długo nazywali tę zupę po prostu chińskimi kluskami.

W Polsce ramen "wypłynął" dość niedawno, na fali popularności wietnamskiej zupy pho i wrodzonej miłości do rosołu. Dołożyły się też do tego trendy amerykańskie (ramen kilka lat temu stał się superpopularny w trendsetterskiej i hipsterskiej Kalifornii). Sycący, smaczny, jednogarnkowy, niezwykle różnorodny, stosunkowo tani szybko został ulubieńcem Polaków - największych zupiarzy na świecie.

Ramen ma jednak także historię niechlubną. To on bowiem był pierwowzorem klasycznych zupek błyskawicznych, zwanych u nas chińskimi - przetworzonych, tanich potworków żywieniowych, napakowanych chemią w postaci różnych odmian glutaminianów sodu, spulchniaczy, najtańszego paskudnego tłuszczu palmowego i przede wszystkim ogromnej ilości soli. Zupki te wymyślił pod koniec lat 40. ubiegłego stulecia Momofuku Andō, Japończyk z Tajwanu. Dziś na całym świecie rocznie zjadanych jest 100 miliardów opakowań, a głównymi ich konsumentami są młodzi mężczyźni. Ciekawe, czy zmarły przed dziesięciu laty Andō jadał swoje zupki w dużych ilościach, czy jednak był wierny tradycyjnemu, gotowanemu długo i z pieczołowitością ramenowi?

W tej zupie najfajniejsze jest to, że każdy kucharz tworzy własną wersję, polegając jedynie na swojej wyobraźni. Tradycyjny, prawdziwy ramen składa się z czterech głównych filarów - wywaru, warzyw, makaronu i dodatków. Gotuje się go prawie cały dzień - od kilku do kilkunastu godzin. Im dłużej to trwa, tym większą głębię smaku zyskuje zupa. Najbardziej klasyczne połączenie to po prostu kluski zalane wywarem z kurczaka i doprawione sosem sojowym. W niektórych regionach Japonii kurczak jest zastępowany wieprzowiną. W innych dominują owoce morza czy suszone anchois. Kluski mogą być jajeczne, ale nie muszą, cienkie lub grubsze. Tak jak w przypadku steków w klasycznych restauracjach kelner lub szef kuchni może zapytać, czy chcemy bardzo twarde, twarde, średnie, miękkie czy bardzo miękkie.

Do zupy w zależności od regionu wrzuca się wodorosty, szpinak, grubo krojony szczypior, czosnek, kukurydzę, kawałki kurczaka, plastry marynowanej dość tłustej wieprzowiny, pędy bambusa, pastę z nasion sezamu, kiełki sojowe, kapustę pekińską, jaja ugotowane na twardo, pastę miso. Dzięki różnym wariacjom zupa ta w Japonii zyskuje lokalny przydomek: ramen hokkaidzki lub yamagacki. Je się ją pałeczkami, dość głośno siorbiąc. W Polsce do ramenu podawana jest łyżka.

Naukowcy udowodnili, że gorący rosół - choć kaloryczny - stawia na nogi, rozgrzewa, daje energię, poprawia samopoczucie, łagodzi objawy kaca. Wywar z mięsa i warzyw bogaty jest w witaminy rozpuszczalne w tłuszczach, składniki mineralne i błonnik. Ciepła, pachnąca ziołami i przyprawami zupa otwiera i oczyszcza górne drogi oddechowe, dlatego polecana jest wszystkim zziębniętym i przeziębionym. Nie bez powodu więc różne odmiany gorącego rosołu z rozmaitymi dodatkami jada się w różnych krajach świata.

W Japonii - w postaci wywaru z owocami morza i z pastą miso, we Włoszech - z tortellini wypełnionymi mięsem, na Węgrzech - z kluskami nadziewanymi gotowaną w rosole wątróbką, w Polsce - z marchewką, mięsem, lanymi kluskami i natką pietruszki albo jeszcze lepiej: lubczykiem, który w smaku przypomina sos sojowy. Daje podobnie miły piąty smak umami. Bo my, Polacy, nie gęsi, też swój ramen mamy!

Katarzyna Bosacka

PANI 11/2017

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje