Przejdź na stronę główną Interia.pl

Przy kuchennym stole

Adam Nowak jest mężczyzną, który bez problemu odnajduje się w kuchni.

Myślę o innych

W gotowaniu dla kogoś zawarty jest gest podarunku, niespodzianki. Dla dzieci gotować wręcz uwielbiam, szczególnie gdy im smakuje, a wiadomo, dzieci są szczere, nie zawsze chwalą. Więc tym bardziej mnie motywuje, im bardziej im smakuje. Wspólne jedzenie to nie jest taka prosta codzienna czynność - to bycie ze sobą, poczucie bezpieczeństwa. Lubię śniadania z żoną przeciągane w nieskończoność. Obiady z dziećmi. Niespodziewane i spodziewane spotkania latem, gdy możemy jeść na tarasie. Z natury jestem stadny, więc lubię, gdy przy stole gromadzi się duże grono znajomych i nieznajomych. Skrzykuję ich spontanicznie bez uprzedzenia. Nawet nie myślę, co mamy w lodówce. Jest prosty posiłek z tego, co pod ręką. Trochę (dużo) wina i rozmowa. Tak lubię najbardziej.

Rządzę

Reklama

Absolutnie. Jestem tyranem, który nie znosi w kuchni obecności innych. Chyba że do pomocy przy pracach "niższych". Co to mówi o mnie? Przemilczmy. Rytuał gotowania też wybieram arbitralnie. Czasem robię to z namaszczeniem, celebruję czynności. Głodni? Poczekają. Będzie im lepiej smakowało. Wokół jest wtedy porządek. To wyraz mojego życiowego poukładania. Sprzątam już w trakcie przyrządzania jedzenia. Głupi ten kucharz, który pozostawia sobie dodatkową pracę. Od momentu, gdy siadamy przy stole, czas przestaje istnieć, nie wolno się spieszyć, a co dopiero stresować sprzątaniem.

Uczę się

Mam swoich kulinarnych mistrzów i poddaję się ich autorytetowi. To mama, teściowa, a niekiedy też pewien Wiesław. Najbardziej lubię rozmowy o gotowaniu, więcej z nich zapamiętuję. Gdy czytam książki kucharskie, obiecuję sobie, że zrobię to, co wyczytałem, ale jakoś brakuje mi motywacji. Programów kulinarnych nie oglądam. Chyba że jest to Nigella, która gryzie.

Jestem ambitny

Moje największe osiągnięcie to sałata z sosem winegret robionym lewą ręką i naleśniki, za które chwalą mnie dzieci. No i wigilijny karp w sosie piernikowym. Przepis to spadek po moim tacie Jurku. Gdy chce się zrobić, coś smacznego, trzeba wierzyć w siebie, nie wolno być zbyt skromnym. Wtedy potrawa musi wyjść nawet po ciemku, z katarem, w nie swojej kuchni. Moja wpadka: kopytka tak twarde, że gdyby nimi rzucać po ścianach, odpadłby tynk. Syn powiedział: "twarde też lubię...". Wielka to była łaskawość.

Lubię zabawki

Wyciskacz do czosnku i podłużny garnek do gotowania ryb. Moją kuchnię marzeń urządzę tak: wielka wyspa z siedzeniami dookoła. Trzy piece: gazowy, elektryczny i na drewno. Leżanka przy zapiecku. Zydelek do ogarniania rzeczywistości podczas rozmów o wszystkim. Spiżarnia. Specjalna szafka na alkohole. Dużo noży, desek, stół i... brak zegara, bo czas w kuchni nigdy nie jest stracony.

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Twój Styl 5/2010

Przeczytaj również kuchenne wyznania Agaty Młynarskiej, Pawła Deląga i Edyty Jungowskiej!

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje