Przejdź na stronę główną Interia.pl

Cud-miód

„Kraina miodem płynąca”, „złoty nektar”, „miodopłynne lasy” – literatura zakodowała w nas przekonanie, że prawdziwy, dobry miód to wyłącznie ten w płynie. Jest dokładnie na odwrót. Dlaczego?

Najchętniej kupujemy miód płynny, bo uważamy, że taki jest najlepszy jakościowo. Niektórzy twierdzą wręcz, że ten skrystalizowany to podróbka, bo pszczelarz dosypał do niego cukru. To mit. Niemal każdy miód krystalizuje się w ciągu trzech, czterech miesięcy od wyprodukowania go przez pracowite pszczoły. Im więcej w miodzie cukru gronowego (glukozy), tym krystalizacja szybsza.

Reklama

Jeśli lubimy miód płynny, powinniśmy go jak najczęściej mieszać. Gdy długo stoi na półce i ciągle ma postać płynną, to jest oszukany. Ba, dystrybutorzy miodów podgrzewają je, niszcząc ich właściwości. A to dlatego, że my, klienci, szukamy miodów płynnych, choć to właśnie krystalizacja jest oznaką jakości!

Nie wierzycie? Wystarczy wejść w środku zimy do pierwszego z brzegu supermarketu - gwarantuję, że bez względu na gatunek każdy miód będzie wyglądał tak samo - zawsze złoty, zawsze płynny. Także ten, który można spokojnie uznać za chory wymysł ludzkiej wyobraźni, relikt PRL-u, kiedy to wszystkiego brakowało i wszystko się podrabiało, czyli sporządzony z cukru i wody tzw. miód sztuczny. Jakże paskudny w smaku, ale za to tani, nie dziwota więc, że znajdziemy go na liście składników wielu miodowych produktów.

Półki sklepowe zamiast prawdziwego miodu pełne są tzw. przemysłowego, który, według rozporządzenia ministra rolnictwa, "może posiadać nietypowy dla miodu zapach i smak", "zaczynać fermentować lub być sfermentowany" albo po prostu "być przegrzany".

Miód przemysłowy dodawany jest do chlebów, ciastek, wyrobów cukierniczych, płatków śniadaniowych. Tak naprawdę nie jest nośnikiem żadnych wartości odżywczych poza słodyczą, ale jakże pięknie słowo "miód" wygląda na opakowaniu. Nie dajmy się więc nabrać na bzykające na naklejkach pszczółki i zawsze czytajmy informacje o składzie na opakowaniu!

Prawdziwy miód zawiera witaminy A, B2, C, PP, a także (w przeliczeniu na 100 g) 5 mg wapnia, 16 mg fosforu, 0,9 mg żelaza, 5 mg magnezu oraz wanad, molibden, nikiel, fluor, bor, kobalt, bar, pallad, wolfram, glin, cynk, cynę i inne mikroelementy.

Miód zwietrzały, fermentujący czy podgrzany do temperatury powyżej 40 st. C traci wartości odżywcze. Wysoka temperatura niszczy enzym przeciwbakteryjny - inhibinę, ponieważ zawiera on białko. A co się dzieje z podgrzanym białkiem, wie każde dziecko, które kiedykolwiek w życiu gotowało jajko.

Jeśli ktoś myśli, że większość miodów w sklepach pochodzi z Polski, to się słodko myli. Najwięcej importuje się go z Chin, Ukrainy, Argentyny, Kanady. Tak, dzieje się to w kraju, w którym miody (także pitne) produkowane są od wieków. Tyle że jego kilogram sprowadzany z krajów tropikalnych kosztuje ok. 6 zł, a cena polskiego to 20-30 zł.

W sklepie niełatwo jest rozpoznać polski miód. Dlaczego? Z powodu mieszanek. Dystrybutorzy mieszają tańszy i gorszy jakościowo miód importowany z polskim, żeby nadać mu "polski" smak. Pół biedy, gdyby mieszanka miała proporcje 1:1. Zwykle jednak wlewa się kroplę miodu polskiego w morze importowanego. Żeby "oszusta" wymieszać, trzeba go jeszcze podgrzać do temperatury wyższej niż 40 st. C, a wtedy - jak już wiemy - miód traci właściwości.

Wielu pszczelarzy uważa takie praktyki za nieuczciwe, bo konsument ma prawo wiedzieć, co kupuje. Poza tym, jak ciągle dowiadujemy się z licznych kontroli inspekcji handlowych w całym kraju, jakość mieszanek jest marna. W importowanych miodach są np. obce pyłki, które mogą uczulać. W tych sprowadzanych z Chin czy Indii nieraz znajdowano groźne substancje, jak ołów - trucizna wnikająca w czerwone krwinki, zaburzająca krążenie i uszkadzająca mózg - albo antybiotyki, np. chloramfenikol stosowany na tyfus, czerwonkę czy gruźlicę, powodujący podczas leczenia wiele skutków ubocznych, w tym uszkodzenie DNA.

W ulach w krajach azjatyckich często stosuje się preparaty zapobiegające rozwojowi bakterii, zakazane przez UE. Zanim więc kupimy miód, spójrzmy na etykietę. Zwróćmy uwagę na konsystencję, napisy na opakowaniu, czy podane jest nazwisko i adres pszczelarza, czy tylko firmy-dystrybutora czy jest to miód polski, czy międzynarodowa mieszanka. Ponieważ pszczoły masowo wymierają, o dobry miód będzie, niestety, coraz trudniej. Dlatego warto wspierać rodzimych pszczelarzy i ich pracowitych czarno-żółtych robotników.

Na tropie fałszywki

Jeśli świeży, płynny miód nie cieknie ciągłą strużką podczas spływania z łyżki, może to świadczyć o tym, że ktoś przy nim majstrował. Inny test? Bierzemy łyżeczkę miodu, po czym wlewamy go z powrotem do słoika. Jeżeli na powierzchni powstanie dołek, mamy do czynienia z podróbką, a jeżeli zrobi się piramidka - z produktem najwyższej jakości.

Można też do szklanki z chłodną wodą wlać powoli kilka łyżek miodu. Czysty rozpuszcza się wolno i spływa nieprzerwanym strumieniem, układając się na dnie szklanki. Ten z dodatkiem wody czy cukru szybciej się rozpuszcza.

Tekst pochodzi z magazynu

Pani
Dowiedz się więcej na temat: miód | Katarzyna Bosacka

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje