Przejdź na stronę główną Interia.pl

Laureaci konkursu Nissan

Laureatki Nagrody Głównej:

Reklama

Laureatki konkursu wezmą udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej połączonej ze stylizacją modową. Zdjęcia z sesji zostaną opublikowane w magazynie Show nr 27, na rynku w grudniu 2013 r.

Agnieszka Żelazko

Od momentu, w którym skończyłam studia pracowałam w warszawskich korporacjach, głównie w działach PR. Zaczynałam jako Redaktor, później zostałam Specjalistą ds. PR, później Managerem ds. PR, a jeszcze później Zastępcą Rzecznika Prasowego. Trafiłam do jednego banku, później do drugiego. Marzyłam o pisaniu książek, założeniu wydawnictwa i własnej agencji PR. Najpierw zapisałam się na warsztaty pisania w Polskiej Akademii Nauk. Później do Studium Literacko Artystycznego UJ. Gdy w każdy piątek po pracy biegłam do pociągu z Warszawy do Krakowa, każdy patrzył z politowaniem. Chce Ci się? To było najczęściej zadawane pytanie. Chciało mi się.W 2009 roku założyłam wydawnictwo, postanowiłam sama wydać swój debiut literacki. Znajomi przestrzegali. Ten kto sam się wydał jest nic nie wart. Ja wiedziałam swoje. Mój tomik poetycki ukazał się na rynku, a na wieczór autorski przyszło 70 osób. Także tych niedowiarków. Później wydałam drugi tomik, a później książkę pt. "Sponsorowana". Wszystko sama, za własne pieniądze, z własną dystrybucją. O książce zaczęły pisać media. Ludzie prosili o dodruk. Gdy książka została nominowana do Literackiej Nagrody Europy Środkowej "Angelus" wszystkim niedowiarkom zabrakło oddechu. Jednocześnie wpadłam na pomysł, by zorganizować "Pikniki poetyckie". Na początku nikt nie chciał ze mną rozmawiać, ale przekonałam PAN, TVP, Magazyn Bluszcz i innych. Blisko dwa lata temu odeszłam z korporacji. Dziś wiem, że była to dobra decyzja. Moja agencja PR oraz Wydawnictwo zatrudniają teraz fantastycznych ludzi, prowadzimy wielkie projekty dla dużych firm. Mamy w sobie pasję, powera, kreatywność. Niczego nie robimy od linijki. Za chwilę wydajemy dwa kolejne tomiki poetyckie dwóch debiutantek. Później opowiadania utalentowanej dziewczyny, a jeszcze później moją drugą książkę pt. "Matki". Znajomi pytają jak ja to robię. Odpowiadam im, że każdy ma swój świat. Jeden kocha korporację, drugi kocha wolność

Marlena Sucharska

20 lat swojego życia spędziłam w Pacanowie, to małe miasteczko położone w województwie świętokrzyskim. Niestety nie chodziłam do teatru czy kina tak jak inne dzieci mieszkające w większych miastach, ponieważ go tam nie było... ale dla chcącego nic trudnego. To kim teraz jestem zawdzięczam moim rodzicom oraz nauczycielom, którzy dostrzegli mój potencjał i pomogli mi go rozwijać. W szkole podstawowej zakochałam się w sporcie, grałam w piłkę nożną, siatkówkę, brałam udział w biegach przełajowych, maratonach. Pierwsze korki kupił mi tata;) Niestety mieliśmy w szkole małą sale gimnastyczną, na której ćwiczyły jednocześnie dwie klasy więc trenowanie czegokolwiek było wręcz niemożliwe. Nasza nauczycielka wychowania fizycznego spotykała się z nami po zajęciach lekcyjnych. Po zajęciach dodatkowych trzeba było wrócić pieszo 3 km do domu i odrabiać lekcje. Dzięki ciężkiej pracy odnosiliśmy duże sukcesy. Jednocześnie studiowałam i pracowałam, czułam jednak, że czegoś mi brakuje...Chciałam zrobić coś dla siebie, mieć na wyciągnięcie ręki to wszystko czego do tej pory nie miałam. Zaczęłam wysyłać CV...jako swój kierunek wybrałam Warszawę. Miałam wtedy 21 lat, byłam praktycznie bez żadnego doświadczenia, nie miałam tam żadnych znajomych. Obecnie pracuje Agorze w dziale reklamy jako specjalista ds. sprzedaży. Współpracuje z największymi i tymi mniejszymi firmami w Polsce. A najbardziej satysfakcjonująca jest da mnie praca z firmami, które dopiero chcą się pokazać na Polskim rynku a ich właścicielami są ludzie w moim wieku, którzy podobnie jak ja wzięli sprawy w swoje ręce i dzięki ciężkiej pracy staną się tymi największymi;) Dzisiaj wieku 23 lat jestem tam, gdzie inni ludzie nie będą w wieku 35 lat, ciągle narzekający na złą sytuację polityczną w naszym Państwie przecież to nic nie zmieni...a spowoduje tylko, że będą stać w miejscu. To tylko mała cząstka wydarzeń, które sprawiły, że teraz jestem w tym miejscu, w tej części Polski;)

Kamila Ciba

Jestem Kamila, od 6 lat trenuję wyczynowo lekkoatletykę. Specjalizuję się w biegach sprinterskich: 100 metrów i 200 metrów. Moja kariera zaczęła się w 6 klasie podstawówki, kiedy to mój dziadek z babcią zauważyli we mnie potencjał do biegania. Wybrałam się na stadion lekkoatletyczny w Będzinie i podjęłam się trenowania i spróbowania jakiejś nowej przygody w życiu jak i sporcie. Mój były trener świętej pamięci mówił że ze mnie coś będzie, że osiągnę coś niesamowitego. Uważałam że to tylko słowa, ale jednak udało się. Aktualnie trenuję w Dąbrowie Górniczej, wraz z moim trenerem Krzysztofem Jaźwińskim. Walczyliśmy wiele razy o wykonanie minimum na światową arenę, i udało się, ciężką pracą doszliśmy do sukcesu. W 2011 roku byłam na Mistrzostwach Świata Juniorów Młodszych w Lille (Francja) zajęłam tam 8 miejsce na 100metrów, i ze sztafetą szwedzką 7 miejsce; następnie w 2012 roku pojechałam do Barcelony na Mistrzostwa Świata Juniorów i tutaj udało się uzyskać już 4 miejsce w świecie wśród nigeryjek, jamajek, amerykanek, niemek i innych; natomiast w tym roku odbyły się Mistrzostwa Europy Juniorów w Rieti (Włochy) i tam biegałam na 100m i 200m. Udało się zakwalifikować do półfinałów. I z tym samym łączy się wielokrotne zdobycie złotych medali na Mistrzostwach Polski. Bieganie jest moją pasją, czuję się dzięki temu spełniona, kolejnym celem jest olimpiada, a teraz ciężko trenuję codziennie, żeby godnie reprezentować nasze barwy narodowe.

Laureatki Nagród Dodatkowych z III tygodnia

Hanna Niewiadomska

Nazywam się Hanna Niewiadomska, jestem mieszkanką Legionowa. Z wykształcenia jestem poligrafem, z wyboru mamą trzech synów, z przypadku jestem poetką. Często się zdarza, że o bardzo ważnych sprawach w życiu człowieka decyduje przypadek. I tak też było u mnie. Pierwszy wiersz napisałam tak z przymrużeniem oka, dla najmłodszego synka, później napisałam dla dwóch starszych, żeby było sprawiedliwie, a potem... już nie potrafiłam przestać. Poezja dla dzieci zawładnęła moim życiem i wypełnia je już od ponad dziesięciu lat. I choć pisanie nie było moją pasją od zawsze, nigdy nie marzyłam o takiej przygodzie, to jestem bardzo wdzięczna losowi, że mogłam jej spróbować. Że mogłam zanurzyć się jeszcze raz w dziecięcym świecie. Bajczytanki były bohaterami wielu konkursów recytatorskich (zwycięzca finału konkursu "Warszawska Syrenka", oraz wielu, wielu innych w całej Polsce). Od początku jestem zaangażowana w akcję "Cała Polska czyta dzieciom". Odbyłam w szkołach i przedszkolach setki spotkań autorskich pt. "Zabawy z poezja". Poprzez te spotkania namawiam dzieci do sięgania po książkę, do czytania, pokazuję, że można świetnie się bawić czytaniem, oraz zwykłym słowem. Pisanie zmieniło i wzbogaciło moje życie, pozwoliło poznać wspaniałych, bezinteresownych ludzi. Udowodniło, że w życiu nigdy na nic nie jest za późno, pozwoliło przykucnąć i jeszcze raz spojrzeć na życie z poziomu dziecka. Moje spotkania z dziećmi są taką wisienką na torcie, bezpośredni kontakt z małymi czytelnikami, ich śmiech i radość są najlepszym podziękowaniem za moją pracę, Serdecznie pozdrawiam i zapraszam na www.bajczytanki.pl

Katarzyna Nosalik

Minęło już 12 lat odkąd dosiadłam końskiego grzbietu po raz pierwszy. Pierwsza wizyta w stadninie była dla mnie wielkim przeżyciem. Bardzo dobrze pamiętam ten dzień. Pamiętam, takżetę radość, która była wtedy w moim sercu. Już wtedy wiedziałam, że jeździectwo stanie się ważnym aspektem mojego życia.Przez kolejne lata doskonaliłam moje umiejętności jeździeckie. W ten sposób zaczęłam brać udział w jeździeckiej konkurencji skoków przez przeszkody. Początki były trudne, ale sukcesywnie starałam się osiągać coraz lepsze wyniki. Moim celem stało się zdobycie uprawnień pozwalających mi na start w konkurencjach o wyższym stopniu trudności. Jednakże zmiany jakie zaszły w stadninie, w której jeździłam spowodowały, że musiałam przerwać moją przygodę ze sportem. W ten sposób przez kilka lat nie brałam udziału w zawodach, ale moje marzenie wciąż "żyło" we mnie. Przez te wszystkie lata nie poddawałam się i mimo chwil zwątpienia dalej jeździłam konno. Niespodziewanie w moim życiu pojawiła się okazja na ponowny udział w zawodach jeździeckich. Dzięki przychylności losu udało mi się wystartować w tym roku, po 6-letniej przerwie. Już na drugich zawodach, w tym sezonie zdobyłam upragnioną licencję dającą mi możliwość startu w wyższych konkursach, tym samym osiągnęłam swój cel, spełniło się moje marzenie. Mimo upływu wielu lat nadal czuję tę radość, gdy spędzam czas z tymi wspaniałymi istotami, co daję mi ogromną satysfakcję. Jednak jazda konna to nie tylko same przyjemności, to także ciężka praca. Jeśli do tego dołożymy ograniczenia finansowe i nieposiadanie własnego konia, to naprawdę potrzeba samozaparcia, wytrwałości i wiary w siebie, aby realizować swoje marzenia. Mnie się udało, mimo wielu przeciwności, które napotkałam na drodze. Jednak bez wiary w marzenia i ciągłego dążenia do ich spełnienia, a także pomocy ze strony moich przyjaciół i przychylności losu nie osiągnęłabym mojego celu. Teraz czekają mnie kolejne wyzwania, którym zamierzam stawić czoła i osiągnąć kolejne cele.

Kinga Migacz

Jestem kamerzystką spadochronową, jedną z niewielu kobiet, które filmują i fotografują tych, którzy skaczą ze spadochronem pierwszy raz w tandemie. Wyskoczyłam już 400 razy i mam zamiar to robić do końca życia. W każdy weekend skaczę na strefie spadochronowej PeTe Skydive (www.pete.pl). Skoki spadochronowe to moja największa pasja, ale nie sposób na życie. Na codzień pracuję w banku, gdzie realizuję się intelektualnie. Moim kolejnym celem jest licencja pilota, już za rok.


Laureatki Nagród Dodatkowych z II tygodnia

Agnieszka Mróz

'Wyzwanie', to moje drugie imię... Kiedyś tak mówiłam. Jednak ciężko jest jemu sprostać, gdy wystąpią przeciwności losu. Ja musiałam walczyć z własną słabością, czyli bólem... Po raz kolejny chciałam sobie coś udowodnić, że skoro jestem silna, to nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Nie powiem, że było łatwo... Na 14. Maraton Poznański zdecydowałam się w... sobotę, dzień przed startem. Mój numer startowy był ostatnim wydanym numerem :) Jednak ja na mecie nie byłam ostatnia! Po 15-tu kilometrach miałam już dość. Pytałam samą siebie: 'co ja tu jeszcze robię? Jest niedziela, czas na relaks, a ty się , kobieto katujesz!!!'. Pomimo odnowienia kontuzji kostki i kłucia w brzuchu (kolka), dopięłam swego. Z szerokim uśmiechem (bądź też grymasem bólu) przekroczyłam linię mety, mając za sobą 42 km 195 m. Poza ogromną satysfakcją, medalem i sporą ilością zdjęć z biegu oraz szansą na wylosowanie samochodu... wyniosłam stamtąd zakwasy i pęcherze na stopach. Jednak było warto! Wszak dopóki walczysz, możesz osiągnąć wszystko! A samochód, no cóż, wylosował ktoś inny... Ja podejmę kolejne wyzwanie: zarobię na takie auto sama. Oto kolejne wyzwanie! Czy i jemu sprostam?

Emilia Fryszka

Jeżeli praca i hobby idą u Ciebie w parze,
to wiedz, że możesz nazwać się farciarzem.
Ja muszę przyznać, że do tego grona należę,
i jestem szczęściarą - bardzo w to wierzę.
Zawsze języka angielskiego się uczyłam,
wiele dobrych ocen z tego przedmiotu zdobyłam.
Po ciężkich, lecz fascynujących studiach pracę w szkole znalazłam,
i świetnie w roli nauczyciela się odnalazłam.
Uczenie dzieci języka to dla mnie przyjemność wielka,
myślę, że umiem przekazać wiedzę i dobra ze mnie nauczycielka.
Uwielbiam im opowiadać o Wielkiej Brytanii i USA,
a ich bardzo interesuje Anglia i Ameryka.
Po lekcjach swoją drugą wielką pasję realizuję,
i moim uczniom kroki taneczne prezentuję.
Od dziecka uwielbiałam tańczyć do znanych kawałków muzyki,
natomiast stroniłam od uczenia się fizyki i matematyki.
Czerpię z uczenia tańca wiele przyjemności,
a i dzieciaki z tego co widzę mają dużo radości.
Tak więc zachęcam, by realizować swoje marzenia,
bo czasem niewiele trzeba do ich spełnienia.
Można śmiało przyjemne z pożytecznym łączyć,
trzeba tylko chcieć do tego dążyć.

Magdalena Tomalik

Zaczynając nowy rok postanowiłam sobie więcej działać niż mówić.Kilka lat temu marzyłam o tym by podróżować przez świat starym busem.Przypadkiem zobaczyłam ogłoszenie, że poszukiwana jest ekipa do 'Travelbusa' wysłałam zgłoszenie. Stało się ! W sierpniu wyruszyliśmy w europejską podróż życia wymarzonym kolorowym busem. Kilka osób, które wiedziały o wypadzie patrzyły na pomysł sceptycznie. Zresztą sama nie wierzyłam że udaję się w 3-tygodniową podróż z nieznanymi dotąd ludźmi. Jednak po tym czasie są dla mnie jak rodzina. Nasza trasa wiodła przez Czechy, Austrię, Włochy aż po Giblartar i Portugalię. Sześć osób, trzy tygodnie i dwanaście państw. Cudowne widoki, niezapomniane przygody i wypadek na sam koniec. Na szczęście obyło się bez złamań. Jednak nasz 'bulik' nadał się po nim tylko do kasacji. Na szczęscie organizator nie spoczął na laurach i już nowy tym razem multivan przygotowuje się do kolejnej fantastycznej podróży. Po tak cudownych wakacjach kilka tygodni trwało nim wróciliśmy do normalności. Teraz wiem że marzenia się spełniają ;)


Laureatki Nagród Dodatkowych z I tygodnia


Karolina Ropelewska-Perek

Podróże zaszczepili we mnie rodzice. To oni zabierali mnie i mojego brata na wspólne wakacje do Bułgarii, Włoch czy Hiszpanii. Przemierzyliśmy samochodem Europę wzdłuż i wszerz. A moje marzenia o podróżowaniu rosły w siłę. Z mężem postanowiliśmy pojechać na wakacje. Na Sri Lankę. Pinnawela była miejscem, które postanowiłam zobaczyć. To sierociniec słoni, często są to okaleczone zwierzęta. Widok tych wszystkich słoni na polanie otoczonej palmami spowodował, że nie mogłam opanować łez. Słonie były tu przywracane do zdrowia, kąpały się parę razy dziennie w rzece..piękny widok. Sri Lanka zawsze będzie miała szczególne miejsce w moim sercu. Po powrocie do kraju postanowiłam zorganizować kolejny wyjazd sama. Wyborem była Tajlandia. Ponownie słonie i Świątynia Tygrysia pod Bangkokiem. Niesamowite wrażenie dotknąć tygrysa, takiego wielkiego kota. Azja zawładnęła mną. Kolejny cel -Singapur i Indonezja z przecudnym Borneo i orangutanami. Zorganizowałam wycieczkę do parku Tanjung Puting założonego przez słynną prymatolog dr Birute Galdikas. Jest żywym dowodem na to, że kochając to co się robi można góry przenosić i pomagać zwierzętom i ludziom żyć obok siebie. Dzięki niej orangutany jeszcze na Borneo żyją. Spędziliśmy na łodzi 4 dni, mieliśmy wspaniałego przewodnika z ludu Dayaków czyli Łowców Głów. Następna podróż to Hong Kong i Filipiny, z wyspą Bohol i wyrakami filipińskimi, które występują tylko tu. Tegoroczny urlop spędziliśmy na zupełnie nieznanym dla nas kontynencie i krajach - w Meksyku, Gwatemali i Belize. W tym celu postanowiłam nauczyć się choć trochę hiszpańskiego. Tym razem naszym celem były ruiny Majów. Na początek te w Meksyku a następnie moje kolejne wielkie marzenie -Tikal. W marcu kolejny wyjazd. Odwiedzimy Malezję i na tydzień zawitamy na święto Kwitnienia Wiśni do Tokio. Takie miesięczne wyjazdy ładują mi baterie na cały rok i napędzają do kolejnych podróży. Już teraz wiem, że nie ma rzeczy, których nie mogę zrobić.

Magdalena Kohut

Mam na imię Magda. Mam dwóch braci, którzy jak to mężczyźni znają się na naprawianiu samochodów. Pewnego dnia wyzwali mnie na pojedynek związany z mechaniką. Zażyczyli sobie asysty przy wymianie klocków hamulcowych i wymianie oleju w silniku... No cóż, nie za bardzo chciałam się zgodzić bo przecież kobiety nie do tego zostały stworzone:) Słyszałam marudzenie, wyśmiewanie się ze mnie i litościwe błagania o pomoc. Ubrałam stare rzeczy, weszłam pod samochód i wymienialiśmy olej... Połowę tego oleju silnikowego miałam na sobie ale udało się. Z klockami było lepiej - brudne ręce dało się w miarę sprawnie domyć. Od tamtego dnia jestem w oczach braci, ich kolegów i sąsiadów płci męskiej kobietą, którą można wezwać do pomocy przy mechanice samochodowej bez obaw o śmieszność:)

Violetta Nowak- Tyczyńska

Marzenia trzeba spełniać i jest to możliwe w każdym wieku. Marzenie może stać się naszym celem Sukcesem tyko trzeba w siebie uwierzyć i dać sobie szanse. Jestem tego przykładem jak kobiet po czterdziestce poszła do kosmetycznej szkoły otworzyła własny gabinet i stała się z nauczycielki historii kosmetyczką . Mój gabinet to moja pasja.Kiedy przychodzi wypalenie zawodowe , brak jest perspektyw i ma się poczucie że praca jaką wykonujesz nie jest dostrzegana, nie można reszty życia spędzić na użalaniu się nad sobą trzeba się 'otrzepać' i iść dalej.Mówiono mi ,że ta pasja i mój pomysł na inny zawód to fanabieria. Nie dawano mi wielkich szans ,że tą szkołę ukończę a już na pewno ,że będę mieć własny gabinet a ja nie odpuszczałam Ryzyko się opłaciło wszystkie oszczędności wydałam nie patrząc czy kiedyś mi się to zwróci .W tej nowej pracy cały czas doskonale się podnoszę swoje kwalifikacje , mam coraz więcej klientek -gabinet się rozwija.Ja się zmieniłam . Teraz mam 48 lat i wcale nie mam ochoty zatrzymywać się Mój gabinet to moja Oaza dla mnie i moich klientek

materiały promocyjne
Dowiedz się więcej na temat: Nissan Micra

Reklama

Najlepsze tematy

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje