Przejdź na stronę główną Interia.pl

Na trampolinie sukcesu - część II

Uganiając się za awansem, nie zapomnijmy o dystansie i poczuciu humoru.

Lekcje sukcesu

Reklama

Kobiety często przenoszą do pracy wzorce zachowania z domu. Chcą być kochane, pomocne, wchodzą w postać Zosi Samosi. Nieświadomie matkują współpracownikom i szefom. Ale przyjacielskie gesty nie zawsze budują nam markę dobrego pracownika. Zakładamy rodzinę, by czuć się w niej dobrze. Ale do pracy idziemy nie po to, żeby być lubiane, tylko żeby zarabiać i realizować swoje ambicje czy pasje. Serdeczny klimat jest ważny, lecz nie istotny.

Podobnie jest z szefem. Oczekiwania, że będzie wyrozumiały i przyjacielski, powodują rozgoryczenia i przeszkadzają w wykonywaniu obowiązków. Zwierzchnik to nie przyjaciółka, która wysłucha, przebaczy, pokrzepi dobrym słowem i rosołem. Przełożony nie musi widzieć w nas singielki z dzieckiem czy osoby dotkniętej migreną. Liczy się nasza praca.

Następne przeszkody w uzyskaniu awansu to kobieca skłonność do reagowania na nagany silnym poczuciem winy. Łatwo zaburzyć nasze poczucie wartości, bo trudniej się mobilizujemy i podnosimy po zawodowych klęskach. Zniechęcamy się, rezygnujemy.

Trudno nam oddzielić obraz siebie jako osoby prywatnej i jako pracownika. Mężczyźni nie biorą porażek do serca, tylko odnoszą do konkretnej sytuacji: "Zawaliłem w tym i tym, następnym razem będę uważał". Kobieta będzie się dręczyła, dodając coraz to nowe elementy do swojej klęski: "Jestem do niczego. Nie nadaję się. Mąż nie pomaga mi w domu. Szefowa mnie nie lubi. Nie mam szczęścia".

Panowie nie mają również problemu z tym, by dobrać sobie sojusznika w pracy wśród kogoś, kogo nie lubią. Kobiety wolą działać z osobą, w towarzystwie której dobrze się czują. Często nastrój jest ważniejszy niż wyniki pracy. To pochodna lęku przed rywalizacją. Boimy się konkurencji, odbieramy ją zbyt emocjonalnie. Nie potrafimy traktować jej jak rodzaju niezbędnego dopingu. Rywalka w pracy wywołuje destrukcyjne uczucia, prawie jak rywalka w życiu miłosnym. Sama zasada konkurencji jest czymś naturalnym i powszechnym, niezdrowe może być tylko reagowanie na nią.

Jeżeli źle się czujemy porównywane z innymi, musimy nauczyć się walczyć ze stresem, który towarzyszy rywalizacji. W zdrowy sposób eliminować przeciążenia psychofizyczne. Nauczyć się odpoczywać, lepiej organizować swój czas wolny i życie rodzinne. Starać się być bardziej otwartą, aktywną, ekspansywną. Żeby osiągnąć sukces, nie wystarczy sumiennie pracować, trzeba być prawdziwą wojowniczką. Nie zawsze jest to łatwe.

Szklane pantofelki do munduru

Światowej sławy autorytet, doradczyni z zakresu psychologii biznesu największych światowych korporacji Chin-Ning Chu, autorka "Sztuki wojny pracującej kobiety", mówi o syndromie szklanych pantofelków. Wiele kobiet nie potrafi zrezygnować z marzeń o karierze, ale jest zbyt słaba, by zwyciężyć. Noszą uniform i do tego szklane pantofelki. Co można zdziałać w takich butach? Niewiele, najwygodniej się w nich elegancko wyczekuje na księcia, który podaruje królestwo. A co wtedy, gdy królewicz okaże się ropuchą i trzeba iść do pracy, by zapewnić dobrobyt rodzinie? Wtedy przychodzi oświecenie, że aby być zwycięską wojowniczką, trzeba założyć buty odpowiednie do walki.

Dlaczego kobiety wkładają szklane pantofelki? Nie tylko z powodu marzeń o silnym mężczyźnie. Także z lęku przed sukcesem. Obawiają się, że kariera odbierze im wdzięk kobiecości. A kiedy zaczną zarabiać więcej od męża, popsują się relacje, albo po awansie zwierzchnicy zobaczą, że nie dają sobie rady. Lęk przed sukcesem kumuluje w sobie wiele kompleksów i fałszywych przekonań. Dobrze jest je u siebie zweryfikować.

Aby się dobrze poczuć na świeczniku, trzeba uwierzyć, że my, kobiety, mamy w sobie siłę, by sprostać wyzwaniom. Tylko że jest to ciągle jeszcze dla nas trudne. Od zawsze uczono nas czerpać moc z autorytetu ojca, ale to my same musimy przyzwolić sobie na bycie silną, a nie tłumaczyć się stereotypami.

Władza dodaje seksapilu, a nie go odbiera. Sukces zawodowy i finansowy nie przeszkadza, a nawet pomaga ułożyć relacje. Wiele kobiet na kierowniczych stanowiskach, jeżeli sprawia im to przyjemność, w domu oddaje władzę partnerowi. Skuteczna wojowniczka nie wypiera się swej kobiecości, ale potrafi z niej czerpać wtedy, kiedy to jej służy.

Uganiając się za awansem, nie zapomnijmy o dystansie i poczuciu humoru. Winston Churchill mawiał: "Sukces składa się z przechodzenia od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu". Aby go zachować, na pewno należy wiedzieć, kiedy włożyć buciory wojowniczki, a kiedy je zmienić na szklane pantofelki.

Zyta Rudzka

Tekst pochodzi z magazynu

Pani

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje