Przejdź na stronę główną Interia.pl

Wielozadaniowa

To się powinno udać! Robić karierę, rozwijać się i stale być do dyspozycji dziecka: gdy ma teatrzyk w przedszkolu albo jest chore. Podróżować, bywać w kinie, ale też prasować kaftaniki i gotować zupki jarzynowe.

Przecież świat tego oczekuje! O tym, czy da się być tradycyjną mamą i ambitną nowoczesną kobietą, opowiadają te, które... próbowały

Mama Alfa

Reklama

Zuzanna ma 40 lat. Przez pięć lat próbowała pogodzić miłość do pracy i do dziecka. Nie da się - twierdzi.

Rzucam palenie - Zuzanna, zgniata paczkę vogue'ów. Dwa lata temu słyszy w radiu: "średnio palimy papierosa 13 minut". Pół paczki to ponad dwie godziny dziennie, które mogę spędzić z dzieckiem - liczy. - Było ciężko - wspomina. Nikotyna pomagała skupić się w pracy. Nakręcała. - Paliłam także z nerwów, wtedy gdy moja trzyletnia córeczka przestała mówić do mnie "mamo". Tak zwracała się do niani.

Gabinet Zuzanny w siedzibie międzynarodowego funduszu inwestycyjnego: menedżer roku, Grand Prix dla najlepszego stratega - trofea stoją obok zdjęć rudej dziewczynki. Włosy ma po ojcu, Irlandczyku, którego Zuzanna poznała w firmie. Przetrwali półtora roku. Brennan uciekł "podbijać rynki azjatyckie", kiedy Kaja miała trzy miesiące. Zuzanna została z niemowlęciem w bliźniaku na kredyt. Bez pomocy, rodzice byli daleko.

- W tydzień schudłam pięć kilogramów - opowiada. Dziecko wyło, czując mój niepokój. Puszczałam głośno muzykę, żeby zagłuszyć płacz córeczki. Tej wyczekanej, która miała dopełnić udane życie: dyplom MBA, praca w korporacji, wakacje w dalekich krajach. "Farciara", mówili o Zuzannie znajomi, gdy w 35. urodziny świętowała z Brennanem pozytywny wynik testu ciążowego i jednocześnie awans.

- Były plany: zatrudnimy nianię, zabierzemy dziecko na narty, a w fiołkowej sypialni stanie drewniana kołyska - wspomina Zuza. "Nie będzie płakać, przecież oboje jesteśmy spokojni", przekonywał ukochany. Po trzech nocach krzyku wyniósł się do salonu, potem uciekał w delegacje. "Może nie mam instynktu, żeby być daddy? - tłumaczył się. - Dla kobiety macierzyństwo to naturalny stan".

Przepraszam

Ostatnie lata. Wojskowa dyscyplina: Alarm w komórce o 5.45. Zuzanna włącza ekspres do kawy i gotuje owsiankę. Lodowaty prysznic, potem kładzie się obok córki. Przytulanie, łaskotki. Czas na czułość maksymalnie dziesięć minut. O 6.30, gdy Kaja zjada śniadanie, Zuza sprawdza mail i zagaduje córkę: Powtórzymy rolę na jasełka? "W dzień Bożego Narodzenia przyjmij Jezu mały..." - recytują.

Wyjazd z garażu punkt 7.25. Nie może utknąć w korkach, bo o 10 startuje samolot do Poznania Zuza ma spotkanie z klientem. W drodze do przedszkola włącza audiobook "Mały książę". - "Czemu róża ma kolce? - dopytuje się Kaja. - Ciii" - syczy Zuzanna, bo dzwoni szef. Widząc smutną minę córki, obiecuje: "Dziś wieczorem nie dam ci się ograć w jengę". Jeszcze sms do opiekunki: "Odbierzesz Kaję o 17? Będę o 19".

Prezentacja w Poznaniu wypada znakomicie. "Mam cię", Zuzanna triumfuje w myślach, kiedy klient ją chwali. Uwielbia ten moment: zatrzaskuje laptopa z poczuciem: byłam najlepsza. Wtedy nie ma trosk, niezapłaconego ubezpieczenia za samochód. Musi być nagroda, postanawia. Wpada do pobliskiego fryzjera. - "Odrobina pieszczot, czyli tylko czesanie" - żartuje i zasypia podczas masażu głowy. Na lotnisku w Poznaniu mgła. Lot się opóźnia. Córka nie chce rozmawiać z mamą, gdy Zuzanna dzwoni o 20.

Po powrocie próbuje przytulić naburmuszoną dziewczynkę. Kaja zasypia. Opiekunka mówi "dobranoc" i znika. Dzień trwa nadal. Stały rytuał: kanał NBC biznes, kieliszek wina. Zuzanna przegląda rachunki. Ścisk żołądka. Więcej wina. Z powodu kursu franka rata za dom jest dużo wyższa. "Wezmę dodatkowy projekt", już zapomina o pomyśle dnia z dzieckiem. Pierwsza w nocy. "Cholera! Strój aniołka na występ Kajusi". Zapomniała o wypożyczalni. Wybebesza poduszkę, żeby obkleić puchem wycięte z kartonu skrzydła. Przedszkolanki nie pomyślą o niej "nieodpowiedzialna matka".

Zasypia na sofie w salonie. Kiedy rano córka rozlewa przy śniadaniu nesquick, Zuza warczy: "Nie wierć się tak!", zbyt gwałtownie ściąga jej poplamioną bluzkę. Wyrzut sumienia. - "Słoneczko, przepraszam", kładzie sobie dłoń Kai na sercu. Tak samo robiła jej mama. Niedościgniony ideał.

Zuza: - Tata, notariusz, utrzymywał dom. Mama, sobowtór Jackie Kennedy, miała "pachnieć" i dbać o mnie i brata. Żadnego pośpiechu, czuła, uważna. Wieczorny seans czytania trwał godzinę. Ja przysypiam po drugiej stronie bajek Chotomskiej. Dom pachniał ciastem. Z Kają też pieczemy babeczki. Z proszku. To znaczy ja ślęczę przy piekarniku nocą. Obiecałam, że zrobimy to razem, ale po południu wpadła znajoma. Nie widziałyśmy się dawno. Rozmowa się nie kleiła, Kaja cały czas żądała uwagi, koleżanka z wyrzutem powiedziała: spotkajmy się na kawę w mieście. Zawiodłam przyjaciółkę. Siebie. Nie mogłam zawieść Kai. Upiekłam babeczki.

Ile żyje rzęsa?

Jest taka reklama z Dorotą Zawadzką "Poświęć dziecku czas", namawia słynna superniania. Na ekranie roześmiani rodzice bawią się z pociechami. Ilekroć Zuzanna trafia na ten spot, rozdrażniona przełącza kanał. Kiedy? No kiedy ma układać puzzle, śpiewać piosenki po angielsku, odpowiadać dziecku na pytania: "Ile żyje rzęsa?".

Koleżanki z biura wpędzają Zuzannę w skrajne emocje - od poczucia winy do triumfalnego: "potrafię być egoistką". Rozmowa z Magdą: "Lepiłyśmy z córeczką bałwana, upiekłyśmy bezy, a potem bawiłyśmy się w teatrzyk. - Zuzanna prowokuje: - A odrobina egoizmu? Może wybierzemy się na "Anioły w Ameryce" do teatru, a potem na drinka? - Zwariowałaś? Mężowi byłoby przykro...".

Ale Zuzanna stawia na swoim. - Kupiłam bilety i zaprosiłam kolegę z liceum - opowiada. - "Nareszcie coś dla siebie", myślałam, ale tego wieczoru nic nie grało. Kaja chciała obejrzeć ze mną, a nie z nianią "Epokę lodowcową". Obrażona trzasnęła drzwiami, a ja w taksówce powtarzałam sobie: "cieszę się, że jadę do teatru... cieszę się...".

Spektakl był nudny. Drink z kolegą jeszcze gorszy. W domu wzięłam kąpiel i obejrzałam "Dr House'a". Ale i tak największą rekompensatą był widok rumianych policzków Kai, która przez sen wczepiła się we mnie. Bilans tego wieczoru: radość kontra poczucie winy - jeden do zera.

Degradacja

- Coraz bardziej lubię być mamą, bo kiedy Kaja była maleńka, karałam się za myśli: "córka przeszkadza mi być sobą!" - opowiada Zuzanna. - Zazdrościłam przyjaciółce singielce, że właśnie jedzie nurkować do Malezji. Czułam, że głupieję, bo książka Andy Rottenberg leżała otwarta na 34. stronie przez pół roku. Z przyjemności zostało mi co wieczór pół butelki wina. Nadużywałam alkoholu, żeby zmniejszyć napięcie i przekonanie: zaraz coś zawalę. Rano chodziłam na palcach, żeby nie obudzić Kai. Może będę mogła spokojnie wypić kawę. O 19 ordynowałam: "Do łóżka, jeśli mamy jeszcze poczytać!". Córka ma spać o 20.30, bo to mój czas na pseudorozrywki.

Prawdziwy luksus? Zakupy na Allegro, bo przecież córka w centrum handlowym dostaje szału. Albo czytanie recenzji filmowych zamiast oglądania filmów. Czasem późnym wieczorem prosiłam sąsiadkę: "Popilnujesz małej? Śpi, a ja muszę jechać do apteki". Głupio było mi się przyznać, że chcę wpaść do całodobowego supermarketu, albo jechałam o 23 na kawę do centrum. Relaks za cenę kłamstwa, braku snu, poczucia winy - miałam odrobinę czasu na zapomniane przyjemności. Tłumaczyłam się przed sobą wypowiedzią pewnej psycholog: "Dzieci dają spełnienie tylko w sferze uczuć. A co z samorealizacją?". "Tyle w życiu osiągnęłam. I nagle z wartościowej osoby mam stać się dodatkiem do innej istoty. A moje ambicje?", buntowałam się.

Czego chcę? - to pytanie dręczyło mnie przez pierwsze trzy lata z Kają. Być mamą? Nie wystarczy. Robić karierę? Za mało. Znaleźć mężczyznę? Jeszcze się taki nie urodził. Wieczne niespełnienie. Bo wszędzie chciałam 200 procent. Przegięłam. Zuzanna wspomina przełom: Kaja ma dwa i pół roku. Szef proponuje: "Otworzy pani oddział na Wschodzie? To wiąże się z wyjazdami za granicę" - ostrzega. Zgadza się.

Zatrudnia drugą nianię, awaryjną. Lubi to życie. Lubi spojrzenia mężczyzn, kiedy wsiada do business class i z premedytacją czyta "Kieszonkowy poradnik dla rodziców". Rozdział o złości i histeriach kilkakrotnie, bo córka jest rozedrgana. Przy niani podobno nigdy nie płacze. Przy mamie jęczy, szantażuje emocjonalnie.

Zuzanna: - Dziś wiem, Kaja miała być dowodem, że nie tylko Matka Poświęcająca Siebie potrafi wychować harmonijne dziecko. Po pół roku widywania córki nocą i w niedzielę usłyszałam, jak woła do opiekunki "mamo". Przekonanie: jestem kobietą sukcesu - wydało mi się żałośnie śmieszne i dramatyczne.

Zuzanna już nie rewolucjonizuje rynków na Wschodzie. Jest teraz członkiem zespołu, którym kiedyś zarządzała. Zamiast awansu degradacja na życzenie. Pensja o 30 procent niższa. Nie wraca do domu później niż o 17.30. - Nie musiałam iść na terapię czy czytać poradników, żeby w końcu zadziałał instynkt macierzyński. Gdy Kaja powiedziała do niani "mamo", poczułam się jak chory, który słyszy werdykt: "To rak", i zaczyna inaczej żyć. Nie jest tak, że liczy się tylko córka - tłumaczy.

- Mam czas na znajomych, siłownię, znowu czytam. Nadal jeżdżę do "apteki" i w Tesco wolno robię zakupy. Czasem wyleguję się na kanapie z gazetą, a Kaja ogląda kreskówki. Pozwalam sobie na zły humor i słowa: "Córeczko, dziś mi się nie chce bawić w chowanego". Bez wyrzutu sumienia. Ale nie ma już pustych obietnic, zniecierpliwienia. Wolę być statystycznie przeciętną mamą i mieć statystycznie przeciętną karierę. Dopuszczam też myśl o związku ze statystycznym mężczyzną.

Czy Kaja jest szczęśliwa? - zastanawia się Zuza. - Często mówi "Mamo, ajlowiu", bo właśnie uczy się angielskiego. Ostatnio odbierałam ją z kinderbalu: "Ona wciąż o pani opowiada. I nie pozwala innym mówić: mama - usłyszałam - tylko: mamunia, mamusia, mamcia". Zaledwie przeciętna mamcia - uśmiecha się Zuzanna. Albo aż przeciętna.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje