Przejdź na stronę główną Interia.pl

Urodziłam zaraz wracam

Jesteś w ciąży. Szef gratuluje i obiecuje: Twoj etat będzie czekał. Po urlopie próbujesz być perfekcjonistką i w domu, i w pracy.

Cudownie. Jak w każdej bajce. Większość pracujących Polek radość z ciąży łączy ze strachem: czy będę miała do czego wracać? Olga opowiada, jaka jest prawda o miękkim lądowaniu po macierzyńskim.

Reklama

Korpo-mama

Olga Adamkiewicz, 25 lat, energiczna, pogodna brunetka. Rok temu urodziła Pawełka. W firmie zapowiedziała, że wraca w pierwszym dniu po zakończeniu urlopu macierzyńskiego.

- Rowerek czy garaż? - Olga pyta Adama, kiedy ich synek już śpi. Kończy rok, rodzice szykują mu urodziny. - Wiesz co? Kupmy i jedno, i drugie - decyduje. Otula małego kołdrą, całuje w czoło. - Dałabym mu wszystkie prezenty świata. Studiowała zarządzanie na Uniwersytecie Gdańskim. Jak wyobrażała sobie przyszłość? - Korporacja. Solidna firma ze sprawdzonymi standardami. Na jakiejś konferencji spotkałam ludzi z Procter and Gamble. Dostałam się tam na praktyki, było OK. Po nich przyszła propozycja: gdy będę gotowa, firma może mnie zatrudnić. Zastanawiałam się pół godziny. Postanowiłam zmienić studia i przyjąć ofertę.

Przeprowadzka do Warszawy, wejście w rytm pracy, to mnie kręciło - wspomina. Adama poznała niedługo potem. - Zamieszkaliśmy razem, to była dojrzała decyzja: wspólne rachunki, plany na przyszłość. Ale dziecka na razie w nich nie było - uśmiecha się. - Chciałam dobrze zarabiać, awansować. Byłam ambitna. Pracowałam na stanowisku menedżerskim. I wtedy wybuchła bomba: zostanę mamą. Nie byłam na to przygotowana. A co z moją bardzo ważną kampanią marketingową, którą właśnie rozkręcałam? - wspomina Olga. Z informacją o ciąży poszła do szefa. - Najpierw się uśmiał, bo kiedy kilka tygodni wcześniej wyjeżdżali z Adamem w zaręczynową podróż do Paryża, ostrzegał żartem: uważajcie, bo skończycie wycieczkę we troje. No wywróżył...

Na poważnie spytał, kiedy Olga chce wrócić do pracy. Gratulował. - Potwierdził, że moje stanowisko będzie na mnie czekać. To w firmie norma. Zastanawiałam się, jak to wszystko się ułoży. Ale nie wpadłam w panikę. W drugim miesiącu ciąży lekarz zdecydował, że powinnam położyć się do łóżka - opowiada Olga. Została w domu, telefony ze służbowymi sprawami umilkły, od czasu do czasu ktoś dzwonił zapytać, jak się czuje. - Było dziwacznie, inaczej. Żadnych wyzwań poza dbaniem o siebie. Ale mnie to denerwowało! - wspomina ze śmiechem. - Żyłam jak na innej planecie. Nie muszę wstać o siódmej? Mogę wyłączyć komórkę, słuchać muzyki? "Przeorientowanie się" na to, że moim najważniejszym zadaniem jest urodzenie dziecka, trochę trwało - opowiada Olga.

Pawełek jest zdrowy i śliczny. Pierwsza myśl Olgi: Dziecko, które było we mnie, jest już osobnym człowieczkiem. Druga: O Boże, nasze życie będzie odtąd inne. - Byłam zafascynowana macierzyństwem, ale szybko zatęskniłam za pracą. Na rozmowę o powrocie umówiła się kilka tygodni przed końcem urlopu. - To nie była dyskusja "czy", ale "jak" będę teraz funkcjonować: 60, 80, a może 100 procent etatu? Czy nie będzie mi wygodniej, jeśli przesunę standardowe godziny pracy. Zaproponowałam: cały etat, ale jestem w firmie od 7.30 do 16, a nie jak inni od 9 do 17.30. Mam zapewniony czas i miejsce, gdzie mogę ściągnąć pokarm - wylicza. Siódma rano. Olga musi już wyjść do firmy, ale synek jest smutny, rozbity. Ma katar, dąsa się, kiedy widzi mamę w butach - ma już rok, dużo rozumie. Olga co chwila sprawdza, ile minut może pobyć jeszcze z małym. - Ciężko mi, kiedy zostawiam go zasmarkanego, rozżalonego. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, dziecko choruje, biję się z myślami: co robić? Najczęściej jadę do firmy, ale tego dnia siedzę przy biurku jak na szpilkach.

Na spotkania służbowe biorę prywatną komórkę. Czternaście nieodebranych połączeń? Robi mi się słabo. Może Pawełkowi coś się stało, jest w szpitalu? Powinnam do niego biec! - mówi Olga. Nianię zatrudniła dwa miesiące przed końcem macierzyńskiego. Chciała ją poznać, mieć pewność, że opiekunka sobie poradzi. To gwarancja spokoju w pracy - myślała. Ale tylu sytuacji nie da się przewidzieć...

A Olga nie chce zwalniać obrotów w firmie. Już pierwszego dnia po urlopie dotarło do niej, że wszystko działa jak przed rokiem. Nic się nie zawaliło. Wróciła do obowiązków, znów wykonuje je najlepiej, jak potrafi, z tą różnicą, że zmieniły się jej priorytety. Ma teraz dziecko, które jest najważniejsze. Praca musiała zrobić miejsce "konkurencji". - Na szczęście mam dobre notowania, podlegam ocenie co kilka miesięcy - opowiada. - Wynika z niej, że jako mama z małym dzieckiem nie jestem gorsza niż Olga sprzed ciąży - podsumowuje. Czy nie boi się, że słowo "firma" pojawia się w jej nowym życiu za często? - Nie. Znam granicę. Nie spędziłabym wakacji z rodzinami pracowników, nie skorzystałabym z firmowego przedszkola, w którym dzieciaki mogą siedzieć do wieczora. Umiem oddzielić pracę od życia prywatnego. Nie czuję się uzależniona od pracodawcy dlatego, że dużo od niego dostaję. Przecież rewanżuję się dobrą pracą.

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje