Nic na siłę - część II
Na planie Iza Kuna jest uparta, dociekliwa i nie odpuszcza. Ale na swój zawód patrzy bez złudzeń.
Przyznaje, że ma depresyjną naturę, lubi zagłębiać się w cierpieniu, wyolbrzymiać problemy. Renata Dancewicz podejrzewa, że jej przyjaciółka nie lubi być szczęśliwa. Dlatego ma skłonności do dzielenia włosa na czworo, roztrząsania drobnych nieprzyjemności. - W młodości istniało dla mnie tylko czarne i białe. Euforia albo totalny dół. Z trudem przyjmowałam do wiadomości, że życie przeważnie składa się z tego, co pośrodku - wspomina Kuna. - Nie uważam, żeby ten środek był atrakcyjny, szczerze mówiąc, wolę silne bodźce. Ale od pięciu lat mam prawdziwą pełną rodzinę, o której marzyłam. Ze względu na Nadię i Marka staram się kontrolować swoje stany emocjonalne. Z narzeczonym poznała się pięć lat temu, gdy grała w Teatrze Narodowym w jego sztuce "Koronacja" w reżyserii Łukasza Kosa. Dał jej poczucie bezpieczeństwa. Dzięki niemu się wyciszyła. Wcześniej zwykłą sprzeczkę potrafiła rozdmuchać do rozmiarów katastrofy. Kiedy się nakręci w złości, trudno ją zatrzymać. Lubi, jak dzieje się coś ekstremalnego. Zdrada bywa dla niej bardziej interesująca od wierności. Awantura bardziej podniecająca od miłego obiadu. Ale tylko teoretycznie, bo w życiu prywatnym pilnuje stabilizacji. Żeby odreagować, pisze bloga o przygodach Klary, którego w sieci czytają tysiące ludzi. Klara jest postacią fikcyjną, nieszczęśliwie zakochaną w żonatym mężczyźnie. - Moi bohaterowie żyją na krawędzi: są pogubieni, mają kłopoty z alkoholem. Na początku pisałam o sobie. Na blogu występowali: ja, moja córka, Dramaturg, czyli Marek, przyjaciółki Renata i Justyna. Później stwierdziła, że opisywanie rzeczywistości jej nie interesuje. Woli wymyślać ludzi i sytuacje. Tak jest ciekawiej, bo w ten sposób można dotknąć emocji, których nie doświadczyło się naprawdę. Zupełnie jak w aktorstwie.
Lata czekania i lekcje pokory
Iza Kuna mówi o sobie: "Jestem odważną kobietą, która wciąż się boi". Dawniej bała się opowieści o czarnej wołdze porywającej dzieci w czasach PRL-u, klasówek i nagłej śmierci rodziców. Dziś umiera ze strachu przed każdym ujęciem na planie, przed każdym spektaklem w teatrze. - Trema towarzyszy mi zawsze. Nieważne, że mam większe doświadczenie zawodowe. Powiedziałabym nawet, że to uczucie się nasila, więc co będzie za dziesięć lat? Z drugiej strony, gdy tylko poczułam, że doskwiera mi rutyna, rezygnowałam z pracy. Wszyscy podejrzewali, że dostałam gdzieś lepszą propozycję, ale to nie była prawda. Nie miałam nawet finansowych zapasów, bo nie należę do osób oszczędnych. Co zarobiłam, wydawałam, na przykład na wakacje w Tajlandii. Na szczęście za rogiem czekało zawsze nowe zajęcie i widmo śmierci głodowej szybko się oddalało. A ja zrozumiałam, że niebezpieczne sytuacje działają na mnie mobilizująco.
Oprócz zajmowania się PR-em Iza Kuna była też dziennikarką i pogodynką w Polsacie. - Okazało się, że pokochała mnie telewizja. Niestety, bez wzajemności. Wygrywałam castingi na prowadzenie rozmaitych programów, ale czułam, że to nie moja bajka. Lubiłam nawet te wyzwania, ale tylko na chwilę. Wierzę w ciężką pracę, wierzę, że wysiłek daje efekty, więc wciąż nie chciałam porzucić marzeń o graniu.
Nauczyła się pokonywać własne słabości i ograniczenia, doszła do wniosku, że upór i determinacja w dążeniu do celu w końcu dadzą wyniki. Pierwszy przykład: pływanie. Przed trzydziestką zorientowała się, że brak tej umiejętności przeszkadza. Zawzięła się. Dziś śmiga pięknym kraulem. Szlifowała języki i nauczyła się mówić płynnie po angielsku i francusku. Z aktorstwem nie poszło tak prosto. Na szczęście znalazła satysfakcjonującą niszę - kino offowe. W Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy zaczęła występować w etiudach debiutujących twórców. Codziennie rano szła na plan i cieszyła się, że jest komuś jako aktorka potrzebna, chociaż te filmy przepadały potem w czeluściach archiwów. - Reżyserzy obiecywali, że zatrudnią mnie do swoich pierwszych fabuł. Nikt nie dotrzymał słowa. Za to rolę zaproponował mi Andrzej Saramonowicz, jedyny student od Wajdy, u którego nie wystąpiłam w szkole.
Rola siostry Felicyty w przebojowej komedii "Ciało" okazała się przełomem, a zachwycony Andrzej Saramonowicz zadeklarował, że odtąd Iza Kuna wystąpi w każdym jego filmie. To jemu i Tomaszowi Koneckiemu zawdzięcza swoją popularność, zwłaszcza po brawurowo zagranej roli Gośki w "Lejdis". - Moim zdaniem Iza to jedna z najlepszych polskich aktorek - mówi Saramonowicz. - Role Gośki i Klary Rojek w "Idealnym facecie dla mojej dziewczyny" napisałem z myślą o niej. Każdą, najbardziej nieprawdopodobną postać potrafi zagrać przekonująco. Dlatego szkoda, że inni wtłaczają ją w nudne schematy: matki tysiąca dzieci albo umierającej cierpiętnicy. Bo Iza jest nieoceniona, gdy trzeba trochę pokombinować z rolą, odejść od rutyny. Choć czasami ciężko się z nią pracuje, bo na planie wierci reżyserom dziurę w brzuchu. Lubi wiedzieć o postaci dosłownie wszystko i denerwuje się, gdy nie otrzymuje na swoje pytania odpowiedzi. Ja się śmieję, że w pracy przeszkadza jej inteligencja.
Na planie Iza Kuna jest uparta, dociekliwa i nie odpuszcza. Ale na swój zawód patrzy bez złudzeń. - Aktorstwo to nie misja. Staram się wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej i cieszę się, że mogę brać udział w ciekawych przedsięwzięciach, współpracować z fajnymi ludźmi. Lata czekania nauczyły mnie pokory. Nie wybrzydzam nad scenariuszami i jeśli propozycja choć trochę mi się podoba, to ją przyjmuję. Oczywiście czasem czuję żal, że w Polsce nie powstają takie filmy jak "Co się wydarzyło w Madison County" Clinta Eastwooda czy "Przyjeżdża orkiestra" Erana Kolirina. Iza Kuna stara się do niczego nie zmuszać. Żyje tak, jak jej się podoba. Za kilka miesięcy urodzi drugie dziecko, choć ktoś inny na jej miejscu wolałby wykorzystać dobrą passę i zawalczyć na kolejnych castingach o wielkie filmy. Ale nie ona. Tyle lat czekała na role. Niech teraz role poczekają na nią.
Maria Barcz
Artykuł pochodzi z kategorii: Kobieta sukcesu
-
Wasze komentarze
Polecamy
-
Dziś w portalu:
-


















Wasze artykuły
Koń jako blogerka
Kilka dni temu powstał blog o modzie gdzie w rolę blogerki modowej wciela się kobieta koń. Czy będzie to kolejny hit szafiarskiej blogosfery? A może dzięki xoxokon nasze szafiarki przejrzą się w lustrze? więcej
Przemoc
Kobieca władza