Przejdź na stronę główną Interia.pl

Znalazła ukojenie dla serca?

Całą miłość przelała na synka.

Nie ma już smutku na twarzy aktorki Sandry Bullock (48). Przypomnijmy, że trzy lata temu na jaw wyszedł fakt, że jej mąż Jassie James (43), od momentu ich ślubu w 2005 roku, notorycznie zdradzał aktorkę. Każda nieobecność Sandry w domu była dla niego okazją do zdrady.

Reklama

Aktorka długo ufała mężowi, ale w końcu powiedziała: dość. W utrzymaniu związku nie pomógł nawet fakt, że oboje wychowywali córkę Jassiego z jego drugiego małżeństwa, wówczas pięcioletnią Chandler.

Walczyła o niego niczym lwica o lwiątka

Aktorka rozstanie z mężem przypłaciła załamaniem nerwowym. Znacznie ograniczyła też swoją pracę na planie filmowym. Z drugiej strony bardzo obawiała się o to, że amerykański sąd nie zgodzi się przyznać jej prawa do adopcji i wychowania czarnoskórego chłopca Louisa Bardo.

Aktorka jednak nie poddała się i postanowiła walczyć o jego adopcję jako samotny rodzic. Sąd, widząc jej zaangażowanie i determinację, ostatecznie przystał na propozycję aktorki. Zresztą mały Louis Bordo nosi tylko nazwisko swojej obecnej mamy.

Najcenniejsze chwile tylko z Louisem

Dziś widać, że po dawnych smutkach nie ma śladu. Louis Bardo przywrócił na twarzy swojej mamy uśmiech. Aktorka znów odnalazła sens swojego życia, ale woli realizować się w macierzyństwie, niż wiązać się z kolejnym mężczyzną.

- Tam, gdzie jest Sandra, tam z nią jest mały Louis. Oni praktycznie nie rozstają się na krok - mówią znajomi aktorki. Sandra Bullock do minimum ogranicza też godziny pracy opiekunki. Najważniejszy jest dla niej codzienny kontakt z synem. Łączy ich silne uczucie. 

A


Dowiedz się więcej na temat: Sandra Bullock | adopcja | zdrada

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje