Przejdź na stronę główną Interia.pl
Wędrowniczka

Anna Popek

Uwielbiała potrawy babci z Kresów i wakacje na wsi. W Tatrach leczyła złamane serce. Nie lubiła za to... morza.

Urodziłam się na Śląsku, ale rodzice nie byli typowymi Ślązakami. Rodzina przyjechała do Bytomia ze Lwowa. Wtedy myśleli, że tylko na chwilę", mówi Anna i wspomina, że babcia przywiozła z Kresów pianino i... krowę.

Reklama

"Babcia była bardzo uzdolniona muzycznie. A krowa wykarmiała dzieci z całej kamienicy", dodaje ze śmiechem dziennikarka.

Mała Ania i jej młodsza siostra Magda spędzały z babcią Małgosią dużo czasu. To dzięki niej umieją przyrządzać typowe potrawy z Kresów.

Tata Popek był nauczycielem zawodów technicznych. Mama - fotografką. "Uwielbiałam jeździć z nimi na wakacje do Strojcewa nad Wisłą. Przez lata to była nasza arkadia", mówi Anna.

Jako nastolatka odkryła wędrówki z plecakiem. "Charakter kształtowałam m.in. na pielgrzymkach do Częstochowy. Byłam na nich sześć razy", mówi gwiazda TVP.

W liceum po raz pierwszy się zakochała. "Rafał wyjechał później do Niemiec. Bardzo to przeżyłam", wspomina.

Na studiach wyleczyła złamane serce w... górach. Jeździła w Tatry z najlepszą przyjaciółką. "Nie lubiłam za to wakacji nad morzem. Uważałam, że tylko dyskotekowe towarzystwo trafia do Łeby", śmieje się.

Gdy w górach przemierzyły już wszystkie szlaki, zaczęła na własną rękę zwiedzać Europę. Dziś Anna przyznaje, że najbardziej brakuje jej czasu właśnie na podróże. "Trochę jeździliśmy po świecie, ale wciąż mi mało", mówi. Ale cieszy się, że miłość do wędrówek zaszczepiła córkom.

Oskar Maya

SHOW 2/2014

Dowiedz się więcej na temat: Anna Popek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje