Przejdź na stronę główną Interia.pl

W pogoni za perfekcją

Justyna Steczkowska na koncie ma 3 złote i tyle samo platynowych płyt.

Minęło już 18 lat, odkąd rzuciła studia muzyczne na Akademii Muzycznej w Gdańsku, by poświęcić się karierze wokalnej. Wielu przepowiadało wtedy, że nie poradzi sobie w show-biznesie. Tymczasem Justyna Steczkowska (38) ma się doskonale.

Reklama

I mimo że często więcej mówi się o jej operacjach plastycznych, nowych kreacjach, fryzurach, butach, a mniej o piosenkach, ona sama podkreśla, że czuje się szczęśliwa i zamierza zadziwić swoich fanów w tym roku dwiema nowymi płytami. Gotowe są również nowe odcinki programu stacji Polsat Café "W obiektywie Justyny Steczkowskiej", w którym oddaje się swojej drugiej - po muzyce - pasji: fotografowaniu.

- Najważniejsze to być sobą i nie dać się zwariować - te słowa piosenkarka powtarza jak mantrę. - I nie załamywać się, kiedy jest ciężko - dodaje z uśmiechem. A w jej karierze początki były naprawdę ciężkie. - Były momenty, że przymierałam głodem - mówiła w jednym z wywiadów. - U nas była taka zasada, że jak dziecko nie studiuje, to nie dostaje pieniędzy. Tata jednak zrozumiał, dlaczego nie chciałam grać na skrzypcach i godzić tego ze śpiewaniem i w tajemnicy dawał mi pieniądze - śmieje się.

Po dwóch latach, kiedy - jak sama przyznaje - pieniędzy z koncertów po klubach ledwo starczało, by dojechać do domu, niespodziewanie przyszedł pierwszy sukces. W wieku 22 lat wygrała "Szansę na sukces", śpiewając "Boskie Buenos" z repertuaru grupy Maanam. W tym samym 1994 roku z rąk Ireny Santor odebrała Grand Prix na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Rok później została nagrodzona na Festiwalu Piosenki Krajów Nadbałtyckich w Karlshamn. Później - pięć Fryderyków, Wiktory, Eurowizja.

Jej muzyka nie wpada w ucho

Współpracowała z Grzegorzem Ciechowskim, śpiewała u boku Violetty Villas i Grzegorza Turnaua. Teksty pisali jej Edyta Bartosiewicz i Kasia Nosowska. - Była na szczycie. Krytycy zachwycali się jej możliwościami wokalnymi - opowiada jeden ze znanych producentów muzycznych. - Nie mogła jednak zdobyć sympatii słuchaczy - dodaje.

Uznany producent telewizyjny podkreśla z kolei, że przyczyną był i nadal jest repertuar wokalistki. - Za trudny. Piosenki są perfekcyjne, ale nie wpadają w ucho. Poza "Oko za oko" i "Dziewczyną szamana" nie zdecydowała się na przeboje. Wolała śpiewać piosenki, w których liczy się kunszt wokalny, a nie efekt - twierdzi.

Znajomi piosenkarki również podkreślają, że jest perfekcjonistką. Przeżywa wszystkie informacje na temat jej zabiegów plastycznych i potknięć w wizerunku, które media wyciągają na światło dzienne. A to przyznano jej tytuł "najbardziej sztucznego biustu w szołbiznesie", a to naśmiewano z nakryć głowy czy za dużych albo za małych butów.

- Dla Justyny wizerunek jest bardzo ważny, pewnie dlatego tak bardzo to przeżywa. - Zawsze ma zrobione paznokcie, włosy, nienaganną figurę i opaleniznę - mówi uznany specjalista od wizerunku gwiazd. - Podobnie jest z jej kreacjami. Dopracowane, dopasowane, zawsze kupuje je w towarzystwie swojego wieloletniego stylisty Jarosława Szado - zachwyca się.

Dziś Steczkowska jest jedną z najbardziej rozpoznawanych piosenkarek. Choć, patrząc na nią, trudno w to uwierzyć, za kilka miesięcy kończy 39 lat. - Energii dodaje mi rodzina i dzieci - mówi poślubiona 11 lat temu Maciejowi Myszkowskiemu mama dziesięcioletniego Leona i o pięć lat młodszego Stasia.

KG

Życie na gorąco 5/2011

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Steczkowska | sukces | Maciej Myszkowski | małżeństwa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje