Przejdź na stronę główną Interia.pl

Teraz czas na film

Kto zagra w "Metrze", a komu Janusz Józefowicz będzie musiał odmówić? Ekranizacja kultowego musicalu budzi wielkie emocje. Tylko w SHOW o tym, co jest prawdą, co plotką.

W latach 90. po bilety na musical "Metro" ustawiały się długie kolejki. Jako jedyne przedstawienie w Polsce zgromadziło ponadmilionową publiczność. Nic dziwnego, że dziś, kiedy ma wrócić na ekrany, nadal budzi emocje. Podobno o role biją się gwiazdy, które występowały w "Metrze". Janusz Józefowicz w końcu zdecydował się zdementować wszystkie plotki na temat ekranizacji swojego największego dzieła.

Reklama

Przygotowuje pan ekranizacje musicalu "Metro". Natasza mówiła kiedyś, że będzie chciała zagrać i weźmie nawet udział w castingu. Rzeczywiście to planuje?

Janusz Józefowicz: Natasza z pewnością zagra w "Metrze", choć jeszcze trudno mi powiedzieć, jaką rolę. Jest do tego fantastycznie przygotowana, a film będzie okazją, by ukazać jej artystyczną wszechstronność.

Na jakim etapie są prace nad filmem?

Janusz Józefowicz: Razem z Agatą i Maryną Miklaszewskimi, autorkami wersji teatralnej "Metra", dopracowuję scenariusz. Równolegle uzgadniam szczegóły dotyczące samej produkcji, którą zajmie się Akson Studio. Rozmawiamy też z partnerami rosyjskimi, rozważamy współpracę z Amerykanami i Niemcami.

Castingi już ruszyły?

Janusz Józefowicz: Za nami pierwsze przesłuchanie w Kaliszu. W styczniu odbędzie się kolejne. Castingi potrwają przynajmniej kilka miesięcy. Wiem z doświadczenia, że na wyłonienie najlepszej obsady trzeba poświęcić sporo czasu. Dlatego będziemy też prowadzić castingi w Moskwie, Londynie, Berlinie, w Pradze.

To duży rozmach.

Janusz Józefowicz: W pierwszej wersji "Metra" grali Rosjanie, Czeszka, Amerykanin, więc międzynarodowa obsada nie jest nowym pomysłem.

Kto zasiada w komisji na castingach?

Janusz Józefowicz: Ja i Janusz Stokłosa oraz nasi asystenci.

Myśli pan o amatorach czy o profesjonalistach? Podobno dzwonią do pana znani artyści, którzy chcieliby zagrać w "Metrze".

Janusz Józefowicz: Zainteresowanie jest spore. Dzwoni do mnie wiele aktorek i aktorów, ale należy pamiętać, że "Metro" to opowieść o ludziach bardzo młodych. Myślę, że jego filmowa wersja będzie początkiem wielu wspaniałych karier. Oczywiście, jest kilka ról, które domagają się znanych nazwisk. Do nich odbędą się castingi już w ściśle profesjonalnym, aktorskim środowisku.

O główne role będzie pewnie największa rywalizacja. Mówiło się, że stanie do niej m.in. Edyta Górniak. Czy bierze ją pan pod uwagę?

Janusz Józefowicz: Byłoby miło, gdyby w "Metrze" pojawili się ludzie, dla których ten spektakl był kamieniem milowym w karierze. Należy do nich również Edyta Górniak. Myślę jednak, że wystąpią w epizodach, raczej na zasadzie żartu, puszczenia oka do publiczności. Rola Anki z "Metra" - dziewczyny, która przyjeżdża do wielkiego miasta - jest dla młodej osoby. Atrakcyjność tego filmu ma polegać na energii, pasji, świeżości, młodości.

Ekranizacja "Metra" to dla pana marzenie życia?

Janusz Józefowicz: Myślę o tym od wielu lat. Pracuję nad tym, żeby zrozumieć język filmu, myśleć kadrem, montażem. Kino pociąga mnie również dlatego, że brakuje mi sceny z prawdziwego zdarzenia, na której mógłbym realizować duże formy musicalowe. Buffo jest teatrem małym, kameralnym. I stąd myślenie o filmie. Jeśli "Metro" się uda, w co głęboko wierzę, otworzy mi to nową przestrzeń do realizacji kolejnych artystycznych projektów.

Więcej informacji znajdziesz w najnowszym numerze "SHOW"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje