Przejdź na stronę główną Interia.pl

Straci córkę?

Starsza córka dziennikarza chce wyjechać za granicę. Czuje się obywatelką świata. Ojca martwi perspektywa, że straci z nią bliski kontakt.

Pilnie uczy się do matury. Choć długo zastanawiała się, czy warto zdawać polską maturę, Pola Lis (18), uczennica trzeciej klasy jednego z warszawskich liceów ogólnokształcących, postanowiła, że w maju 2015 r. jednak przystąpi do egzaminu dojrzałości. Ale na tym koniec nauki w Polsce. Córka Tomasza Lisa (48) zamierza wyjechać na studia do USA.

Reklama

- Marzy o studiowaniu politologii lub prawa na jednej z renomowanych uczelni - zdradza "Na żywo" znajoma nastolatki. - Będzie musiała w tym celu zdać egzaminy SAT, które otwierają drogę na zagraniczne uniwersytety. Na ostateczną decyzję Pola ma jeszcze czas - po maturze zamierza zrobić sobie rok przerwy od nauki, tzw. "gap year".

- Chce pojeździć po świecie, popracować, zdobyć zawodowe doświadczenia, zastanowić się, co chce robić w życiu - mówi nasza informatorka. Pomysł na studia za granicą zrodził się w głowie Poli już dawno. Edukację na polskiej uczelni określała jako ostateczność. Teraz jasno odrzuca taką możliwość. - Jak najdalej stąd - napisała na jednym z portali społecznościowych.

Wydał majątek na jej edukację

"Oj, polaczki, cebulaczki" - Poli zdarzyło się pogardliwie komentować rodaków na swoim portalu społecznościowym. "Dlaczego ten kraj jest taki zacofany?" - lamentowała w internecie. Dlaczego córka Tomasza Lisa nie ma wielkiego sentymentu do ojczyzny? Urodziła się w Waszyngtonie, gdzie mieszkali wówczas jej rodzice, i z racji tego oprócz polskiego ma też amerykańskie obywatelstwo.

W Polsce ojciec posłał ją do prywatnej szkoły The American School of Warsaw, gdzie czesne wynosi ponad 50 tys. zł za rok nauki. - To elitarna szkoła dla dzieci bogaczy, menadżerów wielkich firm i banków oraz celebrytów - mówi znajomy rodziny Lisów. - Pola była w jednej klasie z dziećmi zagranicznych dyplomatów, biznesmenów, którzy przebywali w Polsce. Wszystkich przedmiotów uczyła się po angielsku. Z polskiego miała dodatkowe zajęcia.

Szkołę średnią córka dziennikarza rozpoczęła w autorskim liceum społecznym, ale nie podobało się jej tam. Gdy miała 17 lat, spędziła pół roku w USA, uczęszczając do Barrington High School w stanie Illinois. Jak wyznaje Pola, angielski jest jej bliższy niż polski. Mówi także doskonale po francusku, którego nauczyła się na prywatnych lekcjach. Wraz z rodzicami odwiedziła wiele krajów, od najmłodszych lat rozwija pasję jeździecką, uprawia narciarstwo.

Jest także stałym gościem najdroższych warszawskich restauracji. - Każdy z nas uwielbia sushi, a weekend bez obiadu na Kruczej jest weekendem straconym - stwierdziła nastolatka na swoim portalu internetowym. Ta warszawska ulica jest zagłębiem luksusowych restauracji. Nie tylko japońskich, ale także tajskich, włoskich i rosyjskich. Nie wszyscy jej rówieśnicy w Polsce otrzymują od rodziców taki kapitał elitarnego wykształcenia, możliwość rozwijania kosztownych pasji i poszerzania horyzontów dzięki podróżom i kulinarnym doświadczeniom.

Na pytanie internauty, które z rodziców sfinansuje jej amerykańskie studia, Pola beztrosko odpowiada: "Się zobaczy"...

Tomasz Lis, choć dumny z ambitnej córki, wolałby, by nie odcinała się od Polski. Jako kochający ojciec, dziennikarz zawsze chciał przychylić obu córkom nieba. - Mam poczucie, i zawsze miałem, że dziewczynka musi być kochana i uwielbiana, i rozpieszczana przez ojca, i noszona na rękach, bo dzięki temu będzie w stanie kiedyś kochać, być kochaną, ale też wymagać od mężczyzny. Takie jest zadanie mężczyzny wobec kobiety, którą kocha, niezależnie od tego, czy kobieta ma rok, jedenaście lat, czy jest już dorosła - wyznał w wywiadzie.

Z pierworodną łączy go szczególna więź. Godzinami mogą rozmawiać o polityce i sporcie. Nic dziwnego, ze kiepsko znosił rozstanie z nią. -Tęsknił, gdy była w USA przez pół roku. Dzwonił kilka razy w tygodniu. Nie chce, by wyjechała na stałe - twierdzi nasze źródło.

Córki Hani nie wyjadą?

Przeciwna emigracji dzieci jest także żona Tomasza - Hanna. Gdy jedno z czasopism napisało, że jej córki z poprzedniego związku: 15-letnia Julia i 13-letnia Ania myślą o zamieszkaniu za granicą, bardzo się oburzyła.

- Łapy precz od moich dzieci! - zagrzmiała na portalu "Na temat" należącym do męża. - Moje dzieci zamierzają "opuścić kraj" już w niedalekiej przyszłości. Jadą na wycieczkę szkolną do Berlina - szydziła z plotek. - Nie planują studiów za granicą, na razie planują pomyślnie dobrnąć do końca sesji egzaminacyjnej w pierwszej i trzeciej klasie gimnazjum. Nie wiem, czy kiedyś zechcą zamieszkać za granicą, nie sądzę. Mam nadzieję, że zostaną tu w Polsce, bo to ich, mój, nasz kraj. Kraj piękny i dumny, kraj szlachetnych ludzi o wspaniałej historii. Mam nadzieję, że będą tutaj budować Polskę swoich marzeń - napisała w emocjonalnym stylu.

Pola Lis Polski w najbliższym czasie budować nie zamierza. A jeśli ona wyjedzie na studia, córki Hanny mogą chcieć podążyć jej śladem. - To naturalna kolej rzeczy, że wyjazd córki swego ojczyma Julia i Anna potraktują ambicjonalnie. Skoro Pola, którą podziwiają, może studiować za granicą, to i w nich mogą obudzić się takie pragnienia - dywaguje osoba z otoczenia dziennikarza. I trudno nie przyznać jej racji.

50/2014 Na żywo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje