Przejdź na stronę główną Interia.pl

Spalam się bez reszty

Agustin Egurrola mówi o miłości do tańca, kobiet i... dumie swego ojca .

Syn Polki i Kubańczyka ma południowy temperament i słowiańską duszę. Jako chłopiec był ministrantem w parafii księdza Jerzego Popiełuszki. Będąc nastolatkiem, zakochał się w tańcu. Dziś Agustin Egurrola (43) to najbardziej zapracowany polski choreograf.

Reklama

Stara się jednak godzić życie zawodowe z prywatnym. Bo najważniejsze są dla niego partnerka Nina i córeczka Carmen.

„Taniec z gwiazdami” nie tylko przyniósł panu sukces zawodowy, ale też miłość...

Agustin Egurrola: - To prawda, ten projekt odmienił moje życie. Na casting do 5. edycji programu zgłosiła się Nina Tyrka. Choć nie powiodło się jej na tamtym przesłuchaniu, zapamiętałem ją. Była inna niż pewne siebie, przebojowe tancerki, z którymi rywalizowała. Urzekła mnie jej skromność i niewinność. Zaproponowałem, by dołączyła do zespołu tanecznego Volt, który prowadzę. Mimo że obiecywałem sobie, że nigdy nie zakocham się w tancerce, tak jednak się stało...

Do czasu poznania Niny liczyła się tylko kariera?

- Można tak powiedzieć. Długo szukałem swojej drogi w życiu. Nie wiedziałem, co chcę robić. Taniec odkryłem jako 19-latek. Wielu mówiło, że za późno, by coś osiągnąć.

- Ale ja trenowałem jak opętany, dzień i noc. Dzięki tej determinacji wygrałem pierwsze mistrzostwa Polski amatorów. Ciężką pracą walczyłem o szacunek w tanecznym świecie.

Tancerzowi z domieszką kubańskiej krwi łatwiej było zrobić karierę?

- W pracy rzeczywiście jestem Kubańczykiem. Tańcząc, opracowując choreografię, spalam się, oddaję mojej pasji bez reszty. Ale absolutnie czuję się Polakiem. Ten kraj ukształtował moje spojrzenie na świat, moją hierarchię wartości. Kocham Polskę i czuję się patriotą.

Ma pan to szczęście, że pana partnerka rozumie, że taniec wymaga poświęceń...

- To prawda. Nina wie, że to jest mój czas, że to się dziś dzieje, projekty, w których biorę udział, są wynikiem 15-20 lat ciężkiej pracy, którą wykonałem. Bardzo szanuję Ninę, że podporządkowała swoje życie mojemu, że chce, bym mógł się dziś spełnić, wykorzystać wszystkie możliwości.

Po narodzinach waszej córki Carmen, Nina zrezygnowała z kariery?

- Ostatnie dwa lata rzeczywiście poświęciła dziecku i jestem jej za to niezmiernie wdzięczny. Mam jednak nadzieję, że to przebywanie w moim cieniu nie będzie trwało zbyt długo. Wierzę, że Nina będzie tańczyć, że „Taniec z gwiazdami” lub inny program wykorzysta jej wielkie możliwości.

- Gdyby wygrała w „Tańcu z gwiazdami”, pojawiłyby się pewnie oskarżenia o kumoterstwo... Cóż, takie jest życie, liczyliśmy się z takimi osądami. Nie wiem, czy ktoś w to uwierzy, ale mogę ocenić występ kobiety, którą kocham, obiektywnie. Na razie w „Tańcu z gwiazdami” tak to się jednak układało, że Nina nie trafiała na partnerów, z którymi mogłaby dojść do finału.

Wspólny wolny czas to dla was zapewne coś bezcennego. Jak go spędzacie?

- Gdy tylko mogę, staram się zabrać Ninę do Spa na 2-3 dni, na weekend za miasto. Lubimy chodzić razem do teatru. Uwielbiamy podróże. Tańcząc, zwiedziłem wiele miejsc, które chciałbym Ninie i naszej córeczce pokazać. W tym roku może uda się nam polecieć do USA. Fascynuje mnie ten kraj.

A Kubę już pan Ninie pokazał?

- Byliśmy tam razem dwa razy. Przedstawiłem jej mego ojca, wszystkie ciocie. To właśnie po powrocie z Kuby okazało się, że Nina jest w ciąży.

Nie myślał pan, żeby ściągnąć ojca na stałe do Polski?

- Przeszło mi to przez myśl, ale on tam jest szczęśliwy. Odwiedził mnie w Polsce. Zabrałem go na festiwal w Sopocie. Widział, jak rozdaję autografy i nie mógł się nadziwić, jak ułożyło się moje życie. Myślę, że jest ze mnie bardzo dumny...

Krzysztof Owczarek

Na żywo 22/2011

Dowiedz się więcej na temat: Agustin Egurrola

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje