Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Późne pojednanie, ale przyniosło ulgę

Potrafi cieszyć się życiem, ale dręczyły ją demony przeszłości. Uznała, że już czas się z nimi rozprawić.

Jedni pozostają przyjaciółmi z byłymi partnerami, inni nawet nie próbują, bo jest to dla nich zbyt bolesne. Do tych drugich z całą pewnością można zaliczyć Annę Dymną (59). Popularna aktorka przez wiele lat żyła w wielkim konflikcie ze swoim byłym mężem, fizjoterapeutą Zbigniewem Szotem. Mimo że on - drugi mąż aktorki - jest ojcem jej jedynego syna Michała (23), nie było sposobu, by ich relacje choć trochę się ociepliły. Wspomnienia trudnego

Reklama

rozstania nie mogły zatrzeć się w pamięci.

- Zbyszek był nie tylko jej miłością, ale też "wybawcą" - opowiada koleżanka aktorki. Jemu pani Anna zawdzięcza fakt, że może chodzić. Przywrócił ją do życia, gdy kilka miesięcy po śmierci Wiesława Dymnego (†42), uległa poważnemu wypadkowi samochodowemu. Miała kręgosłup w strasznym stanie, przy każdym ruchu wyła z bólu. Chirurdzy zrobili co mogli, ale do odzyskania pełni możliwości ruchowych potrzebna była żmudna rehabilitacja.

Polecili jej młodego fizjoterapeutę Zbigniewa Szotę, który w środowisku uznawany był za specjalistę od spraw beznadziejnych. Wyniki okazały się zdumiewające. Po kilkunastu tygodniach aktorka mogła już jeździć rowerem po Rynku Głównym w Krakowie i pokłonić się widzom w ukochanym Starym Teatrze. Przy okazji częstych spotkań z pełnym uroku terapeutą narodziła się miłość zwieńczona kameralnym ślubem.

Niestety, kilka miesięcy po narodzinach syna Michała zaczęły się małżeńskie problemy. - On nie do końca rozumiał jej artystyczną duszę, ona zarzucała mu niedojrzałość i nie umiała się pogodzić z tym, że cały swój czas spędza w gabinecie rehabilitacyjnym. Nieporozumienia i kłótnie stały się codziennością. Po sześciu latach małżeństwa, rozstali się.

Anka bardzo przeżyła ten rozwód. Płakała, że bardzo się na Zbyszku zawiodła... - opowiada nam osoba z otoczenia aktorki. Były już mąż wyprowadził się z mieszkania Dymnych w centrum Krakowa. Pani Anna została sama z synem. Po kilku latach związała się z reżyserem Krzysztofem Orzechowskim (63). To on pomagał jej wychowywać Michała.

Chłopiec szybko zaczął nazywać go tatą. Z biologicznym ojcem, który zrobił karierę w swoim zawodzie w Niemczech, odnowił kontakt dopiero trzy lata temu. Niedawno nawet go odwiedził. Pani Anna nie miała nic przeciwko temu, żeby syn zbliżył się do ojca. Sama nie była na to gotowa. Nie umiała wymazać z pamięci poczucia krzywdy... A może powrót do przeszłości, w której wylała tyle łez, był zbyt bolesny?

Ale niedawno, jak mówią przyjaciele aktorki, zdarzył się "cud". Po 21 latach pani Anna uległa w końcu prośbom eks-męża o spotkanie. - Długo rozmawiali. Trudno powiedzieć czy wszystko sobie wyjaśnili, ale Anka wyszła ze spotkania z uśmiechem na twarzy. Jakby kamień spadł jej z serca. Bolesne wspomnienia męczyły ją. Nie mogła tak dalej żyć. Teraz wrócił spokój. Tak niezbędny do budowania przyszłości - mówi z uśmiechem

jej znajoma.

IW

Świat i Ludzie 44/2010

Reklama

Wasze komentarze (5)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama