Przejdź na stronę główną Interia.pl

​Pomoc na życiowym zakręcie

Dobro, które dajemy, zawsze do nas powraca. Dziennikarka przekonała się o tym, gdy zaopiekowała się dziewczynką z domu dziecka.

Gdy piętnaście lat temu zdecydowała się zaprosić do siebie na wakacje 12-letnią Sylwię z domu dziecka z Pawłówki niedaleko Suwałk, przyjaciele mówili jej, że nie jest to najlepszy pomysł. Ale ona w głębi serca czuła, że musi to zrobić. Agata Młynarska (47) już wcześniej miała skłonności do pomagania innym. Jednak i ona musiała przyznać rację tym, którzy ostrzegali, że wzięcie pod swoje skrzydła przestraszonej, bojącej się życia dziewczynki to wyzwanie, któremu mogą sprostać nieliczni. Być może nawet przekraczające możliwości samotnej kobiety.

Chciała dotrzymać danego słowa

Reklama

Pani Agata była już wtedy po rozwodzie, samotnie wychowywała dwóch synów. Jej zawodowa kariera była w rozkwicie, więc dziennikarka wiele czasu musiała spędzać w telewizyjnych studiach. Mimo to postanowiła zaryzykować. Pragnęła dotrzymać danego dziewczynce słowa, że stanie się ona częścią rodziny pani Agaty. - I tak się stało. Szybko stały się sobie bardzo bliskie. Agata robiła wszystko, by Sylwia poczuła przy niej klimat prawdziwego domu, ciepła, miłości. Obce dziecko pokochała jak własne - mówi znajoma pani Agaty.

Pragnąca miłości dziewczynka też pokochała swoją "drugą mamę" całym sercem. Spędzała u niej każde wakacje i święta. Stworzyły niezwykłą więź, która z roku na rok okazywała się jeszcze silniejsza i jeszcze głębsza. Sylwia ma dziś 25 lat, świetnie sobie radzi na studiach. Ma szansę na dobre, szczęśliwe życie. - Sylwia jest wciąż blisko mnie. Nikt nie potrafi mnie pocieszyć tak, jak Sylwiaczek - przyznała niedawno pani Agata. Dając miłość spragnionej domowego ciepła dziewczynce, pani Agata nie oczekiwała nic w zamian. A już na pewno nie spodziewała się, że dobro, jakie ofiarowała, powróci do niej z nawiązką. Kiedy pani Agata znalazła się na życiowym zakręcie i sama potrzebowała wsparcia, z pomocą przyszła jej przybrana córka.

Poruszająca historia z happy endem

- Sylwia bardzo martwiła się tym, że Agata jest samotna. Chciała, by znowu kogoś pokochała. Agata jednak wmówiła sobie, że najlepiej żyje jej się jako singielce. Po doświadczeniach z poprzednich związków przestała wierzyć w miłość - opowiada znajoma gwiazdy. Takiej postawie trudno się dziwić. Prezenterka była wielokrotnie zraniona. Małżeństwo z Leszkiem Kieniewiczem rozpadło się po dziesięciu latach. Kolejne związki także kończyły się rozstaniem. Miłość do biznesmena Jerzego Porębskiego wygasła po kilkunastu miesiącach. Także związek z Jarosławem Kretem (48) nie przetrwał próby czasu.

Kiedy więc na drodze dziennikarki pojawił się biznesmen o imieniu Artur, nie myślała o nim poważnie. Obawiała się kolejnej porażki. Ale z pomocą przyszła właśnie Sylwia, bardzo przychylna nowemu związkowi. - Odbyły długie rozmowy, często pełne łez. Agata w końcu przyznała jej rację, że życie jest piękniejsze, gdy się kogoś pokocha. Postanowiła zaryzykować. I teraz znowu jest szczęśliwa! - mówi znajoma gwiazdy.

Znalazła pociechę w trudnych chwilach

W jednym z udzielonych wywiadów pani Agata powiedziała o Sylwii: Czułam, że los zesłał mi anioła, który nie pozwoli mi się rozkleić. Dziś powtarza kobietom, by nie bały się ryzyka i miłości, która czasem przychodzi dopiero w dojrzałym życiu. I by miały otwarte serce dla innych. Wyciągnęły rękę, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Bo zawsze można zrobić jeszcze więcej dla siebie i innych.

Iza Wojdak



Dowiedz się więcej na temat: Agata Młynarska | związek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje