Przejdź na stronę główną Interia.pl

Płaczę, gdy widzę tango

Najseksowniejsza w tej edycji "Tańca z gwiazdami"! Ale mąż nie jest o nią zazdrosny. Katarzyna Glinka (33) mówi SHOW, jaka jest jej recepta na szczęśliwy związek.

Czy zaprosiłaś Stefano na dobry polsko-włoski obiad?

Reklama

- Próby zajmują naprawdę dużo czasu. Kiedy jesteśmy głodni, biegniemy do barku zjeść małą sałatkę albo kanapkę.

Podobno Stefano zawsze tańczy z gwiazdami, które obawiają się, żeby program nie namieszał w ich życiu prywatnym.

- Nie rozumiem.

Justyna Steczkowska opowiadała kiedyś, że miała obiekcje co do udziału w "Tzg", bo plotki o rzekomym romansie mogą zaszkodzić małżeństwu. Dlatego wybrała Stefano, który nie jest skory do romansów.

- Nie wiedziałam o tym.

Twój mąż poznał już Stefano?

- Tak, Przemek wpadł kiedyś na próbę. To przecież naturalne. Chciałam, by najbliższy mi człowiek znał osobę, z którą przez jakiś czas będę spędzać kilka godzin dziennie.

Przemek bywa o ciebie zazdrosny?

- Absolutnie nie. Kiedy się poznaliśmy, studiowałam w szkole aktorskiej. Przemek doskonale wiedział, na czym polega mój zawód. Niemniej jest człowiekiem spoza branży. Nie lubi bankietów i całego tego zgiełku medialnego wokół mojej osoby. A ja staram się to szanować.

Nie siedzi na widowni, kiedy tańczysz?

- Ależ on jest ze mną podczas każdego show. Zawsze! Tylko nie w pierwszym rzędzie.

Ostrożnie opowiadasz o swoim mężu.

- Już kilka razy pisano, że się rozwodzę. Jak pierwszy raz o tym przeczytałam, to się śmiałam. Drugi - też. Ale gdy przeczytałam trzeci i czwarty, to już nie było mi do śmiechu.

Jesteście bardzo zgraną parą. Podobno kiedy wybierasz w sklepie ciuchy dla siebie, odkładasz też coś dla męża.

- Tak, Przemek to typowy facet, nie lubi chodzić do galerii handlowych. Przy okazji swoich zakupów odkładam ubrania, w których może czuć się dobrze. Zostawiam je u ekspedientki. Następnego dnia przychodzi Przemek i mierzy.

Przez lata dopracowaliśmy się różnych zwyczajów, które ułatwiają nam codzienność. Jesteśmy zwykłym małżeństwem. Może dlatego czasem w gazetach piszą, że się rozwodzimy. Bo w moim życiu nic spektakularnego się nie wydarza.

Kłócicie się czasem?

- Jasne. Nie wierzę w małżeństwa idealne. Jeśli ludzie się nie kłócą, to emocje miedzy nimi muszą być zaledwie letnie.

Masz jakąś receptę na podgrzewanie?

- Gdy temperatura nieco przygasa, dobrze się rozstać. Ale nie na zawsze. Warto pobyć samemu, by mieć czas na przemyślenia: czy coś złego się wydarzyło, czy czegoś nam brakuje.

Gdzie się wtedy chowasz?

- Najczęściej w górach. Przez sentyment, bo jestem góralką. Wprawdzie "niskopienna" (ze Świdnicy - przyp. red.), ale jednak góralka. Nie zabieram na taki wyjazd koleżanki, nikogo. Idę na spacer i jestem tylko ze swoimi myślami.

A na dalekie podróże, które tak kochałaś, znajdujesz jeszcze czas?

- Mam dwie wielkie pasje, dla których mogłabym żyć. Pierwsza to aktorstwo, druga to podróże. Zamiłowanie do nich odziedziczyłam po tacie. On jest mężczyzną po 60. i nadal jeździ po całym świecie. Jeśli tylko znajdziemy z mężem kilka tygodni wolnego, rzucamy monetą i jedziemy tam, gdzie los chce nas zaprowadzić.

Pakujesz plecak czy elegancką walizkę?

- Plecak. Ostatnio pojechaliśmy we dwójkę do Stanów. Wynajęliśmy samochód, obejrzeliśmy Nowy Jork, Wielki Kanion, parki narodowe. To było niesamowite. Bajkowe krajobrazy, przestrzeń i głucha cisza. Tylko nasza dwójka pod namiotem na kempingu.

Co fascynuje cię w podróżowaniu?

- Kiedy poznaję nowych ludzi, inną mentalność, zmienia się mój sposób patrzenia na świat. Gdy byliśmy w Tajlandii, spotkaliśmy mnichów i dzięki nim spędziliśmy kilka dni na medytowaniu w świątyni. Po takich wyprawach wracam do Polski jako trochę inny człowiek. Podróżować będę niezależnie od wieku. Mam nadzieję, że w przyszłości z moimi dziećmi.

Planujesz dzieci?

- W swoim rytmie i swoim czasie. Nie planuję, nie naciskam...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje