Przejdź na stronę główną Interia.pl

Obrona czyli atak

Niekompetencja, nieuczciwość i nadużycia finansowe - to zarzuty, które od kilku miesięcy pod adresem Mai Sablewskiej (31) pojawiały się w wypowiedziach jej byłych podopiecznych: Dody, Edyty Górniak i Mariny Łuczenko.

Ona też zagroziła im sądem

Od lutego, kiedy ostatnia z nich - Marina - zrezygnowała z usług menedżerki, a obecnie jurorki "X Factor", konflikt między czterema paniami z tygodnia na tydzień przybierał na sile. Doda na jednej z imprez wykrzykiwała nawet do Sablewskiej: "Złodziejka! Oddaj mi moje pieniądze!".

Reklama

Ostatnio było już niemal pewne, że trzy przeciwniczki menedżerki planują wspólnie złożyć przeciwko niej pozew sądowy. Dotychczas strategia Mai była prosta: unikać komentarzy. - Na razie wszystko obserwuję, słucham uważnie i przyjdzie taki moment, że będę się wypowiadała - powiedziała niedawno. I najwyraźniej przyszedł ów moment.

Sablewska wydała bowiem teraz oficjalne oświadczenie. "Ilość nieprawdziwych informacji przekazywanych przez Panie: Edytę Górniak, Marinę Łuczenko, Dorotę Rabczewską za pośrednictwem mediów, zmusza mnie w chwili obecnej do zdementowania wszystkich tych wypowiedzi" - pisze Maja w oświadczeniu.

"Na kolejne nieprawdziwe informacje będę reagowała stanowczo, podejmując wszelkie prawem przewidziane działania, zmierzające do ochrony moich dóbr osobistych" - przestrzega byłe podopieczne, choć z dalszej treści oświadczenia wynika, że wolałaby spraw sądowych uniknąć, prosi wręcz media, by nie cytowały wypowiedzi Dody, Edyty i Mariny na jej temat, co pozwalałoby jej pozwów nie składać.

Strach czy cisza przed burzą?

Menedżment Dody nie chce wypowiadać się w sprawie oświadczenia Sablewskiej, twierdzi, że piosenkarka ma teraz ważniejsze sprawy na głowie: trasę koncertową promującą nową płytę. Marina milczy.

Edyta natomiast kilka dni po oświadczeniu Mai w wywiadzie dla jednej z telewizji śniadaniowych stwierdziła, że zrobiła w swoim życiu "wiosenne porządki", nie zamierza już pozywać byłej menedżerki i zastrzegła, że przez ostatnie miesiące nie widziała się ani z Dodą, ani z Mariną. Czyżby oświadczenie Mai odniosło zamierzony skutek? Panie się wystraszyły, czy to cisza przed burzą?

RB

Życie na gorąco 21/2011

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje