Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie martwcie się o mnie

Gdy w środowy wieczór (28 lipca) media poinformowały o śmierci Katarzyny Sobczyk, wielu znajomych artystki pomyślało: "Boże, nie zdążyłem jej odwiedzić".

Słowa księdza Twardowskiego: "Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" znowu poruszyły bolesną prawdą. Od dawna cierpiała. Zmagała się z rakiem piersi, ale to ona, już w warszawskim Hospicjum Onkologicznym św. Krzysztofa pocieszała znajomych: - Nie martwcie się o mnie, wyzdrowieję. Oni łykali łzy, ona uśmiechała się pogodnie.

Urodzona do bycia gwiazdą

Reklama

Była śliczna, filigranowa. Typ kobiety - dziecka, co zawsze rozczula. Miała wrodzony wdzięk i naturalność. Kochało się w niej mnóstwo mężczyzn. Muzycy, którzy z nią pracowali, wspominają, że wielu panów nie potrafiło ukryć rozczarowania, gdy dowiadywali się, że "ich Kasia" (bo mówiło się "Kasia" nie Katarzyna, a już broń Boże Kazimiera, jak naprawdę miała na imię) jest mężatką i ma dziecko.... Sobczyk to też pseudonim, bo po mężu była Sawicka, ale Henryk też nie używał tego nazwiska, "zaadaptował" na nie drugie imię - Fabian.

Urodziła się w Tyczynie na Podkarpaciu. Gdy miała 2 lata rodzina przeniosła się do Sianowa, 3 lata później do Koszalina. Na scenie po raz pierwszy pojawiła się w 1961roku. Miała 16 lat i została wokalistką koszalińskiej grupy "Biało-Zieloni". Dwa lata później odniosła sukces na II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie i znalazła się w "złotej dziesiątce". Nagrodą był zespół "Czerwono-Czarni" - najsłynniejszy w tamtym czasie polski zespół big beatowy i... mąż. W 1963 roku do "Czerwono-Czarnych" dołączył Henryk Fabian. Była to miłość od pierwszego wejrzenia.

Była sławna w Polsce, kusiła kariera za granicą

Lata 60. to złoty jej okres. Wtedy powstały największe przeboje: "Mały książę", "Nie bądź taki szybki Bill", "O mnie się nie martw", "Biedroneczki", "Nie wiem, czy to warto", "Trzynastego", "Był taki ktoś", "To nie grzech". Gdy jest się gwiazdą w swoim kraju, pragnie się spróbować szczęścia gdzie indziej. Tak zrobiła. W 1979 roku wyjechała do Chicago. Jej kilkuletni syn Sergiusz został w Polsce pod opieką przyjaciółki. Później niełatwo było im odbudować dobre relacje...

Amerykański sen się nie spełnił. Nagrała dwie płyty. Rozstała się z mężem. Mówiło się, że Kasia ma problemy. Różne. Z sobą, z alkoholem, z nastrojami. Rozpoznano u niej nowotwór piersi. W 2008 roku postanowiła wrócić do kraju. Gdy odlatywała na lotnisku O'Hare, z głośników rozległ się wielki przebój "O mnie się nie martw". Dopiero w Polsce poddała się leczeniu. Zadziwiała optymizmem, hartem ducha i determinacją. Wierzyła, że wygra walkę i wróci na estradę.

Planowała współpracę z zespołem syna Sergiusza Fabiana Sawickiego. Nagrała z Ryszardem Poznakowskim piosenki: "O mnie się nie martw", "Mały książę", "Trzynastego", "Biedroneczki..." i "Ogrzej me serce". Miała tyle planów i marzeń, ale z dnia na dzień czuła się gorzej. Trafiła do hospicjum. I tu nie poddawała się - na swój babski sposób: makijaż, fryzura, dobre ubranie. Odwiedzali ją Halina Frąckowiak, Ryszard Poznakowski, Edward Hulewicz.

Odeszła w spokoju, do końca zachowała świadomość

Katarzyna Sobczyk w hospicjum przebywała prawie 4 miesiące. W tym czasie w pobliskim kościele dała recital. Po jej śmierci, opiekujący się nią lekarz, kierownik medyczny hospicjum dr Paweł Marciniak, powiedział, że odeszła w spokoju, bez cierpienia i bólu. Do końca zachowała świadomość. Jej były mąż Henryk Fabian zmarł w 1998 roku.

ST

Życie na gorąco 31/2010

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje