Przejdź na stronę główną Interia.pl

Nie jest łatwo odnaleźć właściwą drugą połówkę...

Jest kobietą, która podąża za głosem serca. Majka Jeżowska pragnie pokazać wszystkim, że nigdy nie jest za późno na spełnienie swoich marzeń.

Majka Jeżowska jest ulubioną piosenkarką wszystkich dzieci. Ale nie tylko. Ma również swoich fanów wśród dorosłych. I właśnie teraz zbiera materiał na kolejną płytę dla nich. Prywatnie jest szczęśliwą matką. I już nie może doczekać się kiedy zostanie babcią...

Reklama

Pani mama była nauczycielką, tata lekarzem. Nie mieli pani za złe, że córka chciała zostać piosenkarką?

Majka Jeżowska: - Nie ma w tym nic dziwnego, że oboje chcieli, abym poszła w ślady któregoś z nich. Ale ja na przekór wszystkim zrobiłam tak, jak podpowiadała mi intuicja. W tym przypadku nie kierowałam się rozsądkiem. Zresztą zazwyczaj podążam za głosem serca. Muzykalność jest ogromnym darem, który dostałam od Boga i rodziców. Talentem, który na szczęście został rozpoznany.

I to również zawdzięcza pani swoim rodzicom...

- I nie tylko to, bo tak naprawdę bardzo wiele im zawdzięczam. To, na jakich ludzi wyrośniemy, zależy przecież od naszego dzieciństwa. Wzorce wyniesione z domu, czy chociażby ze szkoły, mają swoje odzwierciedlenie w całym naszym późniejszym życiu. Dlatego jest to tak szalenie ważne, aby rodzice mieli czas dla swoich dzieci. Uważnie ich słuchali i opamiętali się w gonitwie za kasą. Przytulenie jest często ważniejsze niż kolejny drogi prezent. Musimy nauczyć się rozumieć bliskie nam osoby. Bo niestety najłatwiej i najszybciej krzywdzimy naszych najbliższych.

Cofnijmy się w takim razie w czasie. Proszę mi powiedzieć, jak wyglądał dom Majki Jeżowskiej?

- Miałam szczęśliwe dzieciństwo. Pełny, normalny, ciepły, mieszczański dom w Nowym Sączu. Mama zajmowała się nim najlepiej jak tylko potrafiła. W miarę możliwości pomagałam jej w tym, zresztą razem z moją siostrą. Tata ciężko pracował jako stomatolog. Nie mieliśmy samochodu, nie jeździliśmy na zagraniczne wakacje, ale mieliśmy siebie. I to było najpiękniejsze. Wiem, że dzisiaj jest to niemodne, ale tak naprawdę posiadanie normalnego domu powinno leżeć w naturze każdego człowieka.

Pamięta pani swoje autorytety z czasów dzieciństwa?

- Przede wszystkim mój ojciec. To on wpoił mi, że pomaganie jest naszym obowiązkiem. Był społecznikiem. Być może tego wszystkiego nauczyły go trudne czasy jego dzieciństwa. Przypadły one na czas wojny, a dodatkowo spędzane były na zesłaniu w Kazachstanie. Jak daleko sięgam pamięcią, tata zawsze robił coś dla innych. Od najmłodszych lat uświadamiał mi, że ja z moimi sprawami jestem mniej ważna niż drugi człowiek. Mówił, że jeżeli tylko jest się w lepszej sytuacji od innego człowieka, to trzeba mu pomagać. Dzisiaj niestety jest to niemodne, wiem...

Dzisiejsze czasy są aż tak złe? Rzeczywiście nastąpił aż taki kryzys wartości?

- Faktycznie cierpimy na brak autorytetów. A przecież powinniśmy dawać młodym ludziom dobry przykład. Niestety, media coraz częściej promują negatywne wiadomości - zgodnie z zasadą, że dobry news, to żaden news. Tym samym dają jednak swoiste przyzwolenie, że właśnie tak można żyć. Ale na szczęście widzę, że młodzi ludzie zaczynają być powoli zmęczeni taką nijakością.

Pani Maju, czy to właśnie z miłości do dzieci śpiewa pani dla nich piosenki?

- Pierwszą piosenkę napisałam dla mojego syna. Nie myślałam o dzieciach jako o publiczności. Przez jakiś czas mieszkałam też w Stanach, gdzie śpiewałam w pięciu językach świata w różnych klubach i dla zróżnicowanego odbiorcy. I to właśnie po powrocie z Ameryki wpadłam na pomysł nagrania piosenki dla synka. Jak się później okazało, spodobała się ona również innym dzieciom. A skoro pojawiła się taka potrzeba, to należało jej przecież sprostać.

Syn nie był zazdrosny o uwielbienie innych dzieci?

- Nawet jeśli był, to nigdy nie pozwolił mi tego odczuć. Niestety nie byłam w stanie zapewnić mu normalnego domu, o którym tak wiele rozmawiałyśmy. Wszystko przez moją specyficzną pracę. Dużo jeździłam i sporo czasu spędzałam poza domem. Poznawałam nowych ludzi, a mój apetyt na życie stale wzrastał.  Poza tym nie miałam tyle szczęścia, aby od razu odnaleźć swoją właściwą drugą połówkę...

Jednak mimo wszystko pani syn wyrósł na wspaniałego mężczyznę!

- Nie wiem jakim cudem to się stało. Mój syn jest naprawdę fajnym facetem. A przede wszystkim jest dobrym człowiekiem. Skończył już studia, a ja nigdy nie miałam z nim żadnych problemów wychowawczych.

A nie chciałaby pani już zostać babcią?

- Namawiam go do tego od dawna. Niestety tak się złożyło, że na razie jest to niemożliwe. Ale już wiem, że jak tylko wnuki pojawią się na świecie, to będę je rozpieszczać. Zostanę śpiewającą babcią. Już nie mogę się doczekać!

Przyjdzie na to czas. Zresztą na brak obowiązków nie może pani teraz narzekać!

- Ostatnimi czasy sporo się dzieje. Dużo koncertuję, mam też mnóstwo różnych pomysłów. Jednym z nich jest stworzenie musicalu familijnego. Zbieram również repertuar na krążek dla moich starszych fanów. Chcę pokazać wszystkim, że nigdy nie jest za późno na spełnienie swoich marzeń.

Alicja Dopierała

Świat i Ludzie 16/2012

Dowiedz się więcej na temat: Majka Jeżowska | piosenki | macierzyństwo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje