Przejdź na stronę główną Interia.pl

Na scenie nie rzucam brzuchem na boki

Należał do "Mafii" i groził śmiercią... budzikom. Wszyscy go za to bardzo lubią. Pracuje na scenie, a odpoczywa w swoim domu pod Kielcami.

Chłopięca twarz to znak rozpoznawczy Andrzeja "Piaska" Piasecznego. Za to kochają go rzesze wielbicieli, a głównie wielbicielek. Jego płyty: "Sax&Sex" z 1995 r., nagrana z Robertem Chojnackim, i "Na przekór nowym czasom - Live" z 2009 r., stworzona z Sewerynem Krajewskim, to ogromne sukcesy artystyczne.

Reklama

Solowy album "Spis rzeczy ulubionych" przyniósł mu najważniejsze laury muzyczne za 2010 rok, w tym Telekamerę w kategorii muzyka. Niedawno przekroczył magiczną 40.

Czwórka z przodu to dla wielu początek życiowych przemian. A jak wygląda to u pana?

Andrzej Piaseczny: Wielką wewnętrzną przemianę mam już za sobą. Przeszedłem ją po skończeniu 30. Nie ukrywam jednak, że trochę obawiałem się także kolejnego przełomu. Jednak, jak na razie, nic wielkiego czy niezwykłego się nie zdarzyło.

A była impreza?

- Było kilka imprez. Właściwie cały cykl. Począwszy od tej na jednym z pierwszych styczniowych koncertów. Zespół zrobił mi niespodziankę: był tort, świeczki i życzenia. Potem zrobiłem dużą imprezę dla przyjaciół oraz dwa specjalne koncerty dla fanów: w Zielonej Górze i Kielcach.

Parapetówka w pana pięknym domu też była?

- Nie, parapetówki nie było. A to dlatego, że mój dom nie pomieściłby tych wszystkich zaproszonych gości.

Poza tym dom, który wybudował pan w Świętokrzyskim Parku Krajobrazowym, to oaza spokoju i prywatności...

- Nie w parku, ale na obrzeżach parku! Zaznaczam to bardzo wyraźnie, by nie być posądzonym o jakieś układy z leśnikami (śmiech). Ale, niestety, tego zacisza jest coraz mniej, bo kiedyś to był ostatni dom we wsi, a teraz już nie jest. Jednak kiedy się tu przyjedzie, to w dalszym ciągu można głęboko w płuca wciągnąć prawdziwe leśne powietrze.

To ma pan gdzie chodzić na spacery z psami.

- Mam to szczęście, że nie muszę tych wszystkich obowiązków wykonywać sam, mam pomoc. Zresztą to szczęście to pewnego rodzaju konieczność, bo w moim zawodzie spędza się poza domem dużo czasu. A mam trzy psy: dalmatyńczyka o imieniu Kubeł, ma już 15 lat, pięć lat młodszego psa rasy husky, który wabi się Lax i suczkę Gordon rasy seter szkocki...

Brakuje już tylko ukochanej osoby... Wciąż jest pan zatwardziałym kawalerem?

- Ja nigdy tak nie mówiłem o sobie. Miłość jest dla mnie bardzo ważna. Uważam, że każdy człowiek bez miłości jest po prostu pozbawiony ogromnej części człowieczeństwa.

Ale na razie nikt nie narzeka na pana słynne bałaganiarstwo?

- No... jestem bałaganiarzem i lubię to w sobie, ale nie lubię brudu. Chciałbym, żeby wszystkie rzeczy zawsze leżały tam, gdzie gdzie je pozostawiłem. Pani, która u mnie sprząta, czasem łapie się za głowę, ale mnie rozumie.

I sprząta, ale niczego panu nie przekłada?

- Tak, zdecydowanie.

Pana świetna sylwetka to zasługa ćwiczeń czy może diety?

- O ćwiczeniach zupełnie nie myślę, ale stosuję odpowiednią dietę.

Która polega na...?

- Przede wszystkim na systematycznych posiłkach przygotowywanych przez dietetyka. Przyzwyczaiłem organizm do pięciu posiłków dziennie. To się sprawdza i co najważniejsze jest skuteczne.

Dla kogo chce pan tak dobrze wyglądać?

- Dla moich fanów! W lutym przyszłego roku wychodzi moja następna płyta, będzie nosiła tytuł "To, co dobre". Więc zaczynam dbać o siebie już teraz. Scena rządzi się własnymi prawami i moim obowiązkiem jest to, żeby - wychodząc na nią - nie rzucać brzuchem na boki.

To teraz będzie pan mógł wystąpić nawet w "Tańcu z gwiazdami".

- Przez pierwszych dziewięć edycji proponowano mi w nim udział. Ostatnio, dzięki Bogu, producent o mnie zapomniał. Nie będę tańczył z gwiazdami.

Stroni pan od zgiełku tego świata?

- Nie jestem pustelnikiem, żyję normalnie. A większą część wolnego czasu pochłania mój ogród. Uwielbiam w nim pracować.

Przy kwiatach czy raczej przy warzywach?

- Jest to przede wszystkim ogród natury parkowej, w którym są krzewy, ale najwięcej jest w nim kwiatów.

W stylu francuskim czy angielskim?

- W stylu francuskim, czyli zadbany i elegancki.

MW

Świat i Ludzie 22/2011

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje